14.05.2023, 20:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2023, 20:35 przez Danielle Longbottom.)
Kompletnie nie zdawała sobie sprawy, że ma lub może mieć jakiś wpływ na działanie innych osób. Takie umiejętności przypisywało się liderom grupy lub komuś, kto przez ogół uznany był za wzór do naśladowania. A Danielle? Przecież nie była ani jednym, ani drugim.
Nie powstrzymała uśmiechu, gdy usłyszała jego słowa. A właściwie, słowo. Było raczej lakoniczne i nie wyjaśniało, dlaczego w ten sposób o niej myśli, nie zmieniało to jednak faktu, że kąciki jej ust uniosły się do góry, a jej policzki delikatnie zaczerwieniły się. Tylko, gdy Ty obiecasz, że będziesz jaskółką. Lub elfem.
W przeciwieństwie do Ulka, nie zwróciła uwagi na idących przed nimi mugoli - była skupiona na swoim rozmówcy oraz biegających dookoła psach. Na dobrą sprawę, ktoś przyglądający się im z boku, również mógłby wziąć ich za parę i jak nie miała nic przeciwko, tak Ulek mógłby mieć - z szacunku do niego oraz ich relacji, pilnowała, by jej myśli nie pozwalały sobie na zbyt wiele. Kolegowali się, kropka. Ulek był poza jej ligą, kropka.
Wiedziała, że Ulysses jest racjonalnym do bólu człowiekiem. Nie zdziwiło ją zatem jego podejście, nawet do tak prozaicznej czynności, jaką był czas wolny.
- Więc niech będą twoją inspiracją. I być może kiedyś Ty staniesz się czyjąś - odpowiedziała, nim zdążyła ugryźć się w język. Nie uważała go za nudnego. Co więcej, był jedną z najbardziej interesujących osób w jej otoczeniu, i pod wieloma względami. Lubiła go słuchać, dowiadywać się co myśli na temat który poruszała, lub gdy opowiadał ciekawostkę związaną z czymś, o czym nie miała bladego pojęcia. Ponadto, sposób rozumowania Rookwooda często wychodził poza schemat, co zmuszało ją do refleksji oraz gry pod tytułem "Co autor miał na myśli?". Jak dotychczas, chyba całkiem nieźle jej to szło - dogadywali się. Nie uważała go za niezręcznego towarzysko, nudnego czy niebłyskotliwego. Naprawdę lubiła spędzać z nim czas.
- Wiem, gdzie pracujesz - odpowiedziała szybko. Jedno nie wykluczało drugiego. - Wspomniałeś o odkryciach archeologicznych, na które miałeś wpływ. Byłam pewna, że mówisz o swoich własnych - dodała, szybko prostując to, o czym wcześniej pomyślała. ‐ Więc... co takiego odkryłeś?
Zwróciła uwagę na wypisany skrupulatnie przepis, który wskazał Ulysses. Być może był to przepis lepszy od tego, który skrywał przed nią ojciec? Musiała się przekonać.
- Gdybym tylko wiedziała, zabrałabym ze sobą coś do pisania... - westchnęła orientując się, że nie jest odpowiednio przygotowana. Kątem oka zerknęła na Rookwooda i ułamek sekundy wystarczył, by jej twarz rozświetlił uśmiech. - Przecież mam ciebie - dodała, w przypływie krótkiej ekscytacji łapiąc go pod ramię. Wtedy też podszedł do nich mugol, wskazując jeden z wolnych stolików. To sprawiło, że żadne z nich nie musiało podejmować tak skomplikowanej decyzji. Zjedzą tu, a potem pójdą na dalszy spacer, przecież im się nigdzie nie spieszyło.
Nie powstrzymała uśmiechu, gdy usłyszała jego słowa. A właściwie, słowo. Było raczej lakoniczne i nie wyjaśniało, dlaczego w ten sposób o niej myśli, nie zmieniało to jednak faktu, że kąciki jej ust uniosły się do góry, a jej policzki delikatnie zaczerwieniły się. Tylko, gdy Ty obiecasz, że będziesz jaskółką. Lub elfem.
W przeciwieństwie do Ulka, nie zwróciła uwagi na idących przed nimi mugoli - była skupiona na swoim rozmówcy oraz biegających dookoła psach. Na dobrą sprawę, ktoś przyglądający się im z boku, również mógłby wziąć ich za parę i jak nie miała nic przeciwko, tak Ulek mógłby mieć - z szacunku do niego oraz ich relacji, pilnowała, by jej myśli nie pozwalały sobie na zbyt wiele. Kolegowali się, kropka. Ulek był poza jej ligą, kropka.
Wiedziała, że Ulysses jest racjonalnym do bólu człowiekiem. Nie zdziwiło ją zatem jego podejście, nawet do tak prozaicznej czynności, jaką był czas wolny.
- Więc niech będą twoją inspiracją. I być może kiedyś Ty staniesz się czyjąś - odpowiedziała, nim zdążyła ugryźć się w język. Nie uważała go za nudnego. Co więcej, był jedną z najbardziej interesujących osób w jej otoczeniu, i pod wieloma względami. Lubiła go słuchać, dowiadywać się co myśli na temat który poruszała, lub gdy opowiadał ciekawostkę związaną z czymś, o czym nie miała bladego pojęcia. Ponadto, sposób rozumowania Rookwooda często wychodził poza schemat, co zmuszało ją do refleksji oraz gry pod tytułem "Co autor miał na myśli?". Jak dotychczas, chyba całkiem nieźle jej to szło - dogadywali się. Nie uważała go za niezręcznego towarzysko, nudnego czy niebłyskotliwego. Naprawdę lubiła spędzać z nim czas.
- Wiem, gdzie pracujesz - odpowiedziała szybko. Jedno nie wykluczało drugiego. - Wspomniałeś o odkryciach archeologicznych, na które miałeś wpływ. Byłam pewna, że mówisz o swoich własnych - dodała, szybko prostując to, o czym wcześniej pomyślała. ‐ Więc... co takiego odkryłeś?
Zwróciła uwagę na wypisany skrupulatnie przepis, który wskazał Ulysses. Być może był to przepis lepszy od tego, który skrywał przed nią ojciec? Musiała się przekonać.
- Gdybym tylko wiedziała, zabrałabym ze sobą coś do pisania... - westchnęła orientując się, że nie jest odpowiednio przygotowana. Kątem oka zerknęła na Rookwooda i ułamek sekundy wystarczył, by jej twarz rozświetlił uśmiech. - Przecież mam ciebie - dodała, w przypływie krótkiej ekscytacji łapiąc go pod ramię. Wtedy też podszedł do nich mugol, wskazując jeden z wolnych stolików. To sprawiło, że żadne z nich nie musiało podejmować tak skomplikowanej decyzji. Zjedzą tu, a potem pójdą na dalszy spacer, przecież im się nigdzie nie spieszyło.
Koniec sesji
let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
beauty and terror
just keep going
no feeling is final