14.05.2023, 22:33 ✶
Szedł za nią powoli, a zatem też w pewniejszym i bardziej stabilnym niż Avelina stylu. Nie zainterweniował, gdy po drodze kilka razy zahaczyła o jakiś mebel, zdecydowany, by rzucić się z pomocą dopiero wtedy, gdyby miała upaść. Do takiej sytuacji nie doszło i chłopak nieniepokojony rozglądał się po zapleczu. Czuł się tak, jakby znalazł się w jakimś tajnym miejscu, do którego wpuszczani byli jedynie nieliczni, jakby to trafił do jakiegoś ważnego gabinetu w ministerstwie lub nieznanego przejścia w Hogwarcie. Wątpił w to, by wielu klientów miało tu dostęp.
Przyjął kolejne wino bez wahania. Przechylił jednak najpierw butelkę Abbotów, a następnie, dla porównania, chwycił za trunek z Grecji i posmakował go trochę. Smak wywołał uśmiech na jego twarzy. Ze zręcznością upitej osoby odłożył alkohol na szafkę i wskazał na specjał z Peloponezu.
- Ta butelka wygrywa. Zdecydowanie – zawyrokował szczęśliwy z siebie. Był bardzo zadowolony, móc cieszyć się winem w dobrym towarzystwie. Beltane był zdecydowanie jego ulubionym świętem. Z uśmiechem na twarzy zaraz potem przejął książkę i ponownie skupił się na sztuce.
- Chwytam cię za słowo. Bądź moją, a ja zaraz ochrzczę się na nowo – przeczytał z kartki, szybko zmieniając swój ton na poważny, z dłonią przy sercu: w końcu składał obietnicę. Powstrzymał się przed uśmieszkiem, bo zabawnym wydawał mu się fakt, że przyrzekał zmienić nazwisko, mimo że już to tego dnia zrobił przedstawiając się jako Griffindor - I nazwisko Romea rzucam precz ode mnie – mówiąc to wykonał gest zaciśniętą dłonią, tak jakby odrzucał coś, co w niej było. Coś niepotrzebnego, błahego i nieistotnego. Grało mu się dobrze, ale nie mógł w pełni pokazać swoich umiejętności, gdyż co jakiś czas musiał zerkać na książkę. Tak też zrobił w tym momencie i przerzucił ją na kolejną stronę.
- Ciekawa historia. Jak to się kończyło? - spytał się obracając w rękach książkę, by jeszcze raz spojrzeć na tytuł. Był przekonany, że widział kiedyś ten tekst, mimo że był mugolski, ale w obecnym stanie nie pamiętał dobrze zakończenia. Brzmiało to tak, jakby między Romeo a Julią rozwijał się romans, a skoro tak, to musiało zakończyć się szczęśliwie, prawda? Romansidła zawsze kończyły się dobrze. Z taką myślą przekazał książkę dziewczynie.
Przyjął kolejne wino bez wahania. Przechylił jednak najpierw butelkę Abbotów, a następnie, dla porównania, chwycił za trunek z Grecji i posmakował go trochę. Smak wywołał uśmiech na jego twarzy. Ze zręcznością upitej osoby odłożył alkohol na szafkę i wskazał na specjał z Peloponezu.
- Ta butelka wygrywa. Zdecydowanie – zawyrokował szczęśliwy z siebie. Był bardzo zadowolony, móc cieszyć się winem w dobrym towarzystwie. Beltane był zdecydowanie jego ulubionym świętem. Z uśmiechem na twarzy zaraz potem przejął książkę i ponownie skupił się na sztuce.
- Chwytam cię za słowo. Bądź moją, a ja zaraz ochrzczę się na nowo – przeczytał z kartki, szybko zmieniając swój ton na poważny, z dłonią przy sercu: w końcu składał obietnicę. Powstrzymał się przed uśmieszkiem, bo zabawnym wydawał mu się fakt, że przyrzekał zmienić nazwisko, mimo że już to tego dnia zrobił przedstawiając się jako Griffindor - I nazwisko Romea rzucam precz ode mnie – mówiąc to wykonał gest zaciśniętą dłonią, tak jakby odrzucał coś, co w niej było. Coś niepotrzebnego, błahego i nieistotnego. Grało mu się dobrze, ale nie mógł w pełni pokazać swoich umiejętności, gdyż co jakiś czas musiał zerkać na książkę. Tak też zrobił w tym momencie i przerzucił ją na kolejną stronę.
- Ciekawa historia. Jak to się kończyło? - spytał się obracając w rękach książkę, by jeszcze raz spojrzeć na tytuł. Był przekonany, że widział kiedyś ten tekst, mimo że był mugolski, ale w obecnym stanie nie pamiętał dobrze zakończenia. Brzmiało to tak, jakby między Romeo a Julią rozwijał się romans, a skoro tak, to musiało zakończyć się szczęśliwie, prawda? Romansidła zawsze kończyły się dobrze. Z taką myślą przekazał książkę dziewczynie.