14.05.2023, 22:45 ✶
Pandorze nie chodziło nawet o to, czy nie podobało się, czy może jednak podobało, a o fakt, że było to mało spotykane. I uparcie szukała odpowiedzi, wskazówki, dlaczego umiał z taką łatwością ją przekonać do zmiany zdania. Przez jego aparycję i silne spojrzenie? A może przez to, jak wyglądał z toporem w lutym? Przez te świdrujące, niebieskie oczy? Nie była przyzwyczajona do bycia miękką i nieporadną, uważała się raczej za silną kobietę, która mogła poradzić sobie absolutnie ze wszystkim. A zjawił się taki niedźwiadek i zmieniał ją o sto osiemdziesiąt stopni.
- Dlatego, że radzisz sobie z chaosem. - dodała na jego słowa, jak gdyby nigdy nic, zaciskając frotkę na włosach i przeczesując palcami kitkę. Nawet jeśli jej znów odpuszczał, to zwycięstwo akurat było satysfakcjonujące. To nie była prawda, bo ona zwykle dawała mu wybór i mógł powiedzieć "nie", a z pomocą względnie rozsądnych argumentów, pewnie by przytaknęła.
Gdy przecierał brodę, zdała sobie sprawę, że zupełnie nie rozumiał, o co jej chodziło, ale ostatecznie uznała, że może to i lepiej. - Nie przejmuj się, paplam. - rzuciła tylko w jego stronę, puszczając mu oczko, zanim pociągnęła go za sobą na obiad. Nie miała pojęcia, skąd on miał w sobie tyle niewinność. Nie powiedział jednak niczego źle i tym nie powinien się przejmować. Kątem oka zerknęła na swoją dłoń — znacznie drobniejszą, która zaciskała się na jego palcach i przesunęła kciukiem, wzdychając cicho. Znosił ją naprawdę dzielnie, miał wrodzony talent do chaosu, nawet jeśli czasem miała wrażenie, że robił coś, żeby nie było jej przykro. Był na tyle przyzwoitym i dobrym człowiekiem, aby się tym przejmować. Gdy nie cofnął ręki, podniosła na niego wzrok. - To działa w dwie strony. Skoro ja mogę, jeśli Ty kiedyś będziesz chciał lub potrzebował, też możesz. - rzuciła, zrównując się z nim i znów mocniej zacisnęła palce, przenosząc wzrok gdzieś przed siebie, prawdopodobnie szukając schodów do knajpki. - To prawda, nikt nie będzie podejrzewał Cię o małe oszustwo, to wygodne.
Przyznała mu w końcu, nie mogąc się zdecydować, czy w tej małej manipulacji i oszustwie było coś złego, ale chyba nie. W końcu chronił głównie siebie, unikając odpowiedzi na niewygodne pytania. No i z nią i tak by nie przeszło, za dużo z niego słów po angielsku wyciągnęła od ich pierwszego spotkania. Zwłaszcza gdy w ich żyłach i głowach krążyły używki.
Na ten jego wyrzut w niebieskich oczach, wskazała tylko ruchem głowy na ciotkę, mówiąc bezgłośnie, że bywa przewrażliwiona i dodając oczywiście "niedźwiadku". Zostawiła jego dłoń, przesuwając swoją wyżej i przesuwając po uderzonym miejscu, jakby miało to sprawić, że nie będzie bolało. Pewnie nie bolało, ale nie mogła się powstrzymać.
Nawet jako Niedźwiedź bez alkoholu chyba by nie mógł, nie licząc jakiegoś poważnego zagrożenia. A przynajmniej tak się jej wydawało. Ona sama też nie mogła zbyt szybko pić, na słońcu łatwo było o utratę rozsądku, a do tego praktycznie nie spała poprzedniej nocy, bo jej problemy ze snem odzywały się w najmniej odpowiednich momentach. Była jednak raz, że przyzwyczajona, a dwa, że po kilku kawach. No i piwo nie było też jej ulubionym trunkiem, ale nie miało to znaczenia, skoro on wyglądał na zadowolonego, a o nic innego jej dziś nie chodziło. Tyle, chociaż mogła zrobić, żeby mu się próbować odwdzięczyć za wszystkie te dobre wspomnienia, które jej dał, odkąd go poznała.
- Nie obchodzą mnie zupełnie pieniądze. Kto powiedział, że tak łatwo pozwolę Ci się uwolnić? Mamy jeszcze trochę do zrobienia. - odpowiedziała pogodnie, świdrując wzrokiem jego twarz, a ostatecznie zatrzymując się na oczach, podczas gdy szklanka z połową piwa stała obok. Pandora nie była o dziwo materialistką, chociaż bycie Prewettem na to często wskazywało. Zwykle rozdawała galeony na prawo i lewo, za całkiem błahe rzeczy, zostawiając sobie tylko tyle, ile było jej potrzebne.
Wyglądało i pachniało dobrze. Cioteczka jak zwykle się postarała, czego nie omieszkała skomentować, gdy dostała swoją sałatkę. Zawsze pamiętała, którą lubi najbardziej, co wydawało się brunetce urocze. Leniwie grzebiąc widelcem, aby wszystko wymieszać, zerkała w jego stronę, widząc niemalże chłopięcą radość z postawionego mięsa.
- Ja się przyzwyczaję, że mnie nosisz, a Ty się przyzwyczaisz, że Cię karmię. - zauważyła z rozbawieniem, sięgając widelcem w stronę jego talerza, skąd ukradła kawałek pieczonego ziemniaka i wsunęła sobie do ust. Na słowo "chmurkowe" pokręciła głową z niedowierzaniem, że to zapamiętał i powtórzył. - Tak, chmurkowy. - przyznała ciszej, nie będąc pewną, czy w ogóle usłyszał, wbijając na chwilę czekoladowe ślepia w swoje piwo. Zawsze ją takimi drobiazgami zaskakiwał i rozczulał. Jednak jej słuchał, chociaż gadała tak dużo! No i był pierwszą osobą, która czepiała się chmurowych owiec. - Hmm? - podniosła wzrok na niego, a potem przeniosła na zaciskane przez niego mięsa, kręcąc głową mimowolnie, bo przed oczami pojawiła się jej rozkoszna owieczka na łące. -- Nie jem mięsa już chyba ponad dziesięć lat? Okazjonalnie jem ryby, jak we mnie wmuszą. To soczyste było taką śliczną owcą.. - powiedziała, wsuwając do ust pomidora, którego zaraz popiła piwem. Pandora jadła bardzo wolno i właściwie mało, nikt nigdy nie wiedział, skąd miała tyle energii. - Cieszę Ci, że Ci smakuje.
Nigdy nie robiła nikomu uwag, żeby też przestał jeść mięso, bo uważała to za sprawę indywidualną. Zamieszała widelcem w swojej miejsce, wydłubując kawałek placka i sera, które nadziała razem. Wbrew wszystkiemu, to było naprawdę syte. - Ej, nie możesz umrzeć. - wtrąciła znad swojej wpół pełnej miski, gdy on już skończył jeść, wprawiając ją w osłupienie prędkością, z jaką ten kebab zniknął z talerza. Cioteczka będzie zachwycona. - Dobre, tylko za duża porcja. Ona mi zawsze tyle nałoży, że siedzę nad tym godzinę. Chcesz trochę? - zapytała mimowolnie, chociaż znała już odpowiedź. Nie mógłby pewnie niczego więcej zmieścić. Oparła się o krzesło, zostawiając widelec w sałatce i złapała za serwetkę, wycierając usta, a potem dopiła swoją pierwszą szklankę piwa. -Czyli tak.. Wiem, że lubisz mięso, jesteś kowalem i w sumie lubisz próbować nowego jedzenia. To mamy odhaczone. Fajki tureckie Cię nie interesują, chociaż też były na mojej liście, konie się nie sprawdziły. Zostawiłam na pegazy na wieczór, ale jeśli nie będziesz chciał, to coś wymyślę. - przerwała na chwilę, wyliczając na palcach wybrane dla niego atrakcje, a następnie stuknęła jednym z nich w swoje wargi, jakby gorączkowo nad czymś się zastanawiała. - Może jest coś, co chciałbyś zrobić lub zobaczyć? Wiem też, że kochasz naturę i wodę, więc wieczorem zabiorę Cię na plaże. Woda jest przyjemnie ciepła, będziesz mógł popływać, jeśli będziesz chciał. Może uda nam się zobaczyć spadającą gwiazdę, jak nie będzie zachmurzenia.
Mimowolnie obróciła twarz w stronę okna, spoglądając na niebo, ale materiałowy daszek skutecznie przysłaniał jej widok. Było dziś dużo chmur, co z jednej strony było dobre, bo chroniło przed słońcem, ale z drugiej mogło przysłaniać nocne niebo. Zgarnęła ciemne pasmo za ucho, wprawiając w ruch jeden ze swoich kolczyków.
- O! Smakowało Ci, chłopcze? Przynieść Ci coś jeszcze? - zapytała kobieta, która pojawiła się z małymi talerzykami z deserem, które postawiła na środku stołu. - A Ty się już najadłaś? Popraw Baklavą albo Helvą, przyjechały właśnie. - spojrzała na nią karcąco, zbierając puste naczynia i ogarniając im stolik, ale miski z sałatką nie ruszyła. Pandora wywróciła oczami, wzdychając ciężko i omiotła ją spojrzeniem. - No już, już, bo Ci tak zostanie.
Posłała jej uśmiech i poszła z naczyniami do kuchni, a dziewczyna oparła się dłońmi o stolik i spojrzała na przyniesione słodkości. - Wybrała najpopularniejsze. Są dość słodkie, ale pistacje fajnie to przełamują. Chcesz spróbować, czy ukraść nam do koszyka?
Zapytała konspiracyjnym szeptem, nachylając się nieco w jego stronę, bo przecież wiklinowe narzędzie zbrodni tkwiło na parapecie obok.
- Dlatego, że radzisz sobie z chaosem. - dodała na jego słowa, jak gdyby nigdy nic, zaciskając frotkę na włosach i przeczesując palcami kitkę. Nawet jeśli jej znów odpuszczał, to zwycięstwo akurat było satysfakcjonujące. To nie była prawda, bo ona zwykle dawała mu wybór i mógł powiedzieć "nie", a z pomocą względnie rozsądnych argumentów, pewnie by przytaknęła.
Gdy przecierał brodę, zdała sobie sprawę, że zupełnie nie rozumiał, o co jej chodziło, ale ostatecznie uznała, że może to i lepiej. - Nie przejmuj się, paplam. - rzuciła tylko w jego stronę, puszczając mu oczko, zanim pociągnęła go za sobą na obiad. Nie miała pojęcia, skąd on miał w sobie tyle niewinność. Nie powiedział jednak niczego źle i tym nie powinien się przejmować. Kątem oka zerknęła na swoją dłoń — znacznie drobniejszą, która zaciskała się na jego palcach i przesunęła kciukiem, wzdychając cicho. Znosił ją naprawdę dzielnie, miał wrodzony talent do chaosu, nawet jeśli czasem miała wrażenie, że robił coś, żeby nie było jej przykro. Był na tyle przyzwoitym i dobrym człowiekiem, aby się tym przejmować. Gdy nie cofnął ręki, podniosła na niego wzrok. - To działa w dwie strony. Skoro ja mogę, jeśli Ty kiedyś będziesz chciał lub potrzebował, też możesz. - rzuciła, zrównując się z nim i znów mocniej zacisnęła palce, przenosząc wzrok gdzieś przed siebie, prawdopodobnie szukając schodów do knajpki. - To prawda, nikt nie będzie podejrzewał Cię o małe oszustwo, to wygodne.
Przyznała mu w końcu, nie mogąc się zdecydować, czy w tej małej manipulacji i oszustwie było coś złego, ale chyba nie. W końcu chronił głównie siebie, unikając odpowiedzi na niewygodne pytania. No i z nią i tak by nie przeszło, za dużo z niego słów po angielsku wyciągnęła od ich pierwszego spotkania. Zwłaszcza gdy w ich żyłach i głowach krążyły używki.
Na ten jego wyrzut w niebieskich oczach, wskazała tylko ruchem głowy na ciotkę, mówiąc bezgłośnie, że bywa przewrażliwiona i dodając oczywiście "niedźwiadku". Zostawiła jego dłoń, przesuwając swoją wyżej i przesuwając po uderzonym miejscu, jakby miało to sprawić, że nie będzie bolało. Pewnie nie bolało, ale nie mogła się powstrzymać.
Nawet jako Niedźwiedź bez alkoholu chyba by nie mógł, nie licząc jakiegoś poważnego zagrożenia. A przynajmniej tak się jej wydawało. Ona sama też nie mogła zbyt szybko pić, na słońcu łatwo było o utratę rozsądku, a do tego praktycznie nie spała poprzedniej nocy, bo jej problemy ze snem odzywały się w najmniej odpowiednich momentach. Była jednak raz, że przyzwyczajona, a dwa, że po kilku kawach. No i piwo nie było też jej ulubionym trunkiem, ale nie miało to znaczenia, skoro on wyglądał na zadowolonego, a o nic innego jej dziś nie chodziło. Tyle, chociaż mogła zrobić, żeby mu się próbować odwdzięczyć za wszystkie te dobre wspomnienia, które jej dał, odkąd go poznała.
- Nie obchodzą mnie zupełnie pieniądze. Kto powiedział, że tak łatwo pozwolę Ci się uwolnić? Mamy jeszcze trochę do zrobienia. - odpowiedziała pogodnie, świdrując wzrokiem jego twarz, a ostatecznie zatrzymując się na oczach, podczas gdy szklanka z połową piwa stała obok. Pandora nie była o dziwo materialistką, chociaż bycie Prewettem na to często wskazywało. Zwykle rozdawała galeony na prawo i lewo, za całkiem błahe rzeczy, zostawiając sobie tylko tyle, ile było jej potrzebne.
Wyglądało i pachniało dobrze. Cioteczka jak zwykle się postarała, czego nie omieszkała skomentować, gdy dostała swoją sałatkę. Zawsze pamiętała, którą lubi najbardziej, co wydawało się brunetce urocze. Leniwie grzebiąc widelcem, aby wszystko wymieszać, zerkała w jego stronę, widząc niemalże chłopięcą radość z postawionego mięsa.
- Ja się przyzwyczaję, że mnie nosisz, a Ty się przyzwyczaisz, że Cię karmię. - zauważyła z rozbawieniem, sięgając widelcem w stronę jego talerza, skąd ukradła kawałek pieczonego ziemniaka i wsunęła sobie do ust. Na słowo "chmurkowe" pokręciła głową z niedowierzaniem, że to zapamiętał i powtórzył. - Tak, chmurkowy. - przyznała ciszej, nie będąc pewną, czy w ogóle usłyszał, wbijając na chwilę czekoladowe ślepia w swoje piwo. Zawsze ją takimi drobiazgami zaskakiwał i rozczulał. Jednak jej słuchał, chociaż gadała tak dużo! No i był pierwszą osobą, która czepiała się chmurowych owiec. - Hmm? - podniosła wzrok na niego, a potem przeniosła na zaciskane przez niego mięsa, kręcąc głową mimowolnie, bo przed oczami pojawiła się jej rozkoszna owieczka na łące. -- Nie jem mięsa już chyba ponad dziesięć lat? Okazjonalnie jem ryby, jak we mnie wmuszą. To soczyste było taką śliczną owcą.. - powiedziała, wsuwając do ust pomidora, którego zaraz popiła piwem. Pandora jadła bardzo wolno i właściwie mało, nikt nigdy nie wiedział, skąd miała tyle energii. - Cieszę Ci, że Ci smakuje.
Nigdy nie robiła nikomu uwag, żeby też przestał jeść mięso, bo uważała to za sprawę indywidualną. Zamieszała widelcem w swojej miejsce, wydłubując kawałek placka i sera, które nadziała razem. Wbrew wszystkiemu, to było naprawdę syte. - Ej, nie możesz umrzeć. - wtrąciła znad swojej wpół pełnej miski, gdy on już skończył jeść, wprawiając ją w osłupienie prędkością, z jaką ten kebab zniknął z talerza. Cioteczka będzie zachwycona. - Dobre, tylko za duża porcja. Ona mi zawsze tyle nałoży, że siedzę nad tym godzinę. Chcesz trochę? - zapytała mimowolnie, chociaż znała już odpowiedź. Nie mógłby pewnie niczego więcej zmieścić. Oparła się o krzesło, zostawiając widelec w sałatce i złapała za serwetkę, wycierając usta, a potem dopiła swoją pierwszą szklankę piwa. -Czyli tak.. Wiem, że lubisz mięso, jesteś kowalem i w sumie lubisz próbować nowego jedzenia. To mamy odhaczone. Fajki tureckie Cię nie interesują, chociaż też były na mojej liście, konie się nie sprawdziły. Zostawiłam na pegazy na wieczór, ale jeśli nie będziesz chciał, to coś wymyślę. - przerwała na chwilę, wyliczając na palcach wybrane dla niego atrakcje, a następnie stuknęła jednym z nich w swoje wargi, jakby gorączkowo nad czymś się zastanawiała. - Może jest coś, co chciałbyś zrobić lub zobaczyć? Wiem też, że kochasz naturę i wodę, więc wieczorem zabiorę Cię na plaże. Woda jest przyjemnie ciepła, będziesz mógł popływać, jeśli będziesz chciał. Może uda nam się zobaczyć spadającą gwiazdę, jak nie będzie zachmurzenia.
Mimowolnie obróciła twarz w stronę okna, spoglądając na niebo, ale materiałowy daszek skutecznie przysłaniał jej widok. Było dziś dużo chmur, co z jednej strony było dobre, bo chroniło przed słońcem, ale z drugiej mogło przysłaniać nocne niebo. Zgarnęła ciemne pasmo za ucho, wprawiając w ruch jeden ze swoich kolczyków.
- O! Smakowało Ci, chłopcze? Przynieść Ci coś jeszcze? - zapytała kobieta, która pojawiła się z małymi talerzykami z deserem, które postawiła na środku stołu. - A Ty się już najadłaś? Popraw Baklavą albo Helvą, przyjechały właśnie. - spojrzała na nią karcąco, zbierając puste naczynia i ogarniając im stolik, ale miski z sałatką nie ruszyła. Pandora wywróciła oczami, wzdychając ciężko i omiotła ją spojrzeniem. - No już, już, bo Ci tak zostanie.
Posłała jej uśmiech i poszła z naczyniami do kuchni, a dziewczyna oparła się dłońmi o stolik i spojrzała na przyniesione słodkości. - Wybrała najpopularniejsze. Są dość słodkie, ale pistacje fajnie to przełamują. Chcesz spróbować, czy ukraść nam do koszyka?
Zapytała konspiracyjnym szeptem, nachylając się nieco w jego stronę, bo przecież wiklinowe narzędzie zbrodni tkwiło na parapecie obok.