Cała ta sytuacja wydawała mi się strasznie chaotyczna, ale nie miałem zamiaru odpuszczać. Byłem ciekawy kto przeklął tą dziewczynę, co to za zaklęcie lub klątwa uwięziły ją w postaci posągu? Nigdy z czymś podobnym nie miałem do czynienia, ale też jestem krótko na tym świecie. Ciekawiło mnie, czy Zoya jest pierwszym takim przypadkiem, czy może jest więcej takich osób? Może to nie jest klątwa, a jakaś nieodkryta choroba z paranojami? Nie wiedziałem, nic nie wiedziałem, ale nie zamierzałem teraz wracać do domu, ponieważ nie myślałbym o niczym innym jak o tym czego dowiedziały się dziewczyny.
Miałem na sobie spodnie, koszulę, kamizelkę i narzuciłem na siebie szarą marynarkę. Zawsze w ten sposób chodziłem ubrany, ponieważ jak miałem długie szaty zawsze o coś nimi haczyłem przy przemieszczaniu się. Wolałem nie mieć latających ubrań. W ręku trzymałem różdżkę, która dla mugoli wyglądała jak zwykła laska niewidomych.
Słyszałem, że Brenna nie była tak gadatliwa jak zwykle, ale rozumiałem ją. Czułem, że przejęła się losem dziewczyny i miałem nadzieję, że dzięki wizycie u tego mężczyzny dowiemy się znacznie więcej. Miałem zamiar jej pomóc najlepiej jak potrafiłem.
— Idę z tobą. – odpowiedziałem krótko i gdy tylko dziewczyna stanęła przed drzwiami stanąłem tuż za nią.