— E tam, zimno — wzruszył ramionami jakby faktycznie ani trochę go to nie ruszało. A w rzeczywistości to najchętniej poszedłby do jakiejś szkoły w ciepłych krajach, bo nawet w Hogwarcie zbyt często doskwierał mu chłód.
— Dokuczali ci, bo miałaś okulary? — Jonathan nie dowierzał. Co to był za powód? Nie rozumiał, że inne czasy to inna moda na niepożądane cechy. Marta mogła też sama nie do końca pojąć, z jakiego dokładnie powodu była nękana. A istniała też możliwość, że wcale go nie było, że po prostu pod wpływem złośliwego losu to ona została kozłem ofiarnym jej roczników.
— Dlatego umarłam! — zaszlochała Marta. — Bo nosiłam te przeklęte okulary! Gdybym tylko mogła je zdjąć... ale nie mogłam, bo wtedy nic nie widziałam! — Kolejna przerwa na jęki. — Ale gdybym tylko je zdjęła tego jednego dnia... Gdybym tylko wyjrzała z kabiny bez nich... Może wtedy bym przeżyła...
Rozmowa z Martą nie należała do najłatwiejszych, ale chłopacy powoli zdobywali jakieś szczątkowe informacje.