15.05.2023, 20:22 ✶
- Ku sprawiedliwości, niektórzy nie mają wielkiego wyboru – powiedział Cathal, a przez jego głowę mimowolnie przeszła myśl o przyjacielu. Był więcej niż pewny, że młody Rookwood niekoniecznie marzył właśnie o tym, aby pracować w Ministerstwie i wciąż mieszkać w rezydencji rodowej. A chociaż pozornie mógłby obrać inną drogę, to Shafiq gdzieś w głębi serca zdawał sobie sprawę z tego, że bywało to trudne.
Gdyby jego ojczym pożył dłużej, Cathal niekoniecznie cieszyłby się taką wolnością, jaką miał obecnie.
- To stąd wybór kariery uzdrowicielki? Chciałaś ratować innych?
Może nie powinno go to zaskakiwać, w końcu nie znał jej dostatecznie dobrze, aby domyślać się motywacji… ale jakoś zaskakiwało. Gdyby miał zgadywać, powiedziałby, że Cynthia dostrzegła w takiej edukacji wyzwanie, może prestiż, szansę na karierę albo po prostu właśnie w tym była bardzo dobra i chciała stać się jeszcze lepsza.
- Popraw mnie, jeśli się mylę, ale chyba patolodzy Ministerstwa przede wszystkim zajmują się ustalaniem przyczyn gwałtownych zgonów. Jeśli to pomaga złapać winnych, też może ratować życie – skwitował, obserwując ją z uwagą. Głównie dlatego, że był ciekaw, w jaki sposób zareaguje na jego słowa. Może dlatego na kolejne pytanie odpowiedział nieco nieuważnie i dopiero po chwili. – Wzywanie duchów jest niebezpieczne i dość wyczerpujące. Wymaga też przygotowania. Niedługo czeka go całkiem sporo pracy zawodowej, szkoda więc, aby tracił siły i czas tylko na zaspokojenie ciekawości.
Przestał ją obserwować dopiero, gdy wspomniała o diabelskich sidłach. Te, na całe szczęście, trzymały się z dala, przynajmniej w tej chwili, odstraszone światłem, promieniującym z ich różdżek.
– Omal mnie tutaj nie zadusiły, gdy miałem siedemnaście lat – przyznał. Naprawdę mało wtedy brakowało i, czego wstydził się po dziś dzień, uratował go wtedy tylko głos Salazara, syk w umyśle, który przyniósł ostrzeżenie na czas – bo nieuważny chłopak zbyt wiele uwagi poświęcał poszukiwaniu trzeciego z zaklętych motyli. – Później natknęliśmy się na takie podczas prac. Strzegły jednego z przejść. Ponieważ miały jakieś dwa tysiące lat na oplecenie korytarza…
Urwał, by dopowiedziała sobie resztę. Porosły wszystko tak bardzo, że Cathala końmi by tam nie zaciągnięto. A próby podpalenia nie wchodziły w grę w podziemiach, w ciasnym korytarzu, gdy roślin było tak wiele, i mogło zaroić się od ymu, zwłaszcza, że wcześniej już przekonali się, że użycie tam ognia ze względu na inne zabezpieczenia jest ryzykowne.
– Moi krewni byli zainteresowani gadami – skwitował dość krótko tę sprawę, ani myśląc wdawać się w jakieś bardziej skomplikowane wyjaśnienia. Przynajmniej na razie. Potem zaś kiwnął głową, w odpowiedzi na jej nieme pytanie, czy może dotknąć wyrzeźbionego kształtu. Tu nie kryła się żadna pułapka. Po chwili uniósł różdżkę i na moment zgasił lumos – zaraz rozpalił je ponownie, by nie kusić diabelskich sideł, ale ta sekunda wystarczyła, aby wirujący wokół niej wcześniej motyl opadł w jedną z trzech wnęk i znieruchomiał.
– Nigdy nie byłem wielbicielem motyli. Zdają mi się nazbyt kruche. Jeżeli już, wolę pszczoły – stwierdził i znów spojrzał na Cynthię. – Wypatrzysz dwa pozostałe? – rzucił, wskazując na dwa pozostałe, motyle kształty. Wyglądało na to, że aby otworzyć to przejście, trzeba było umieścić tutaj jeszcze dwa pozostałe motyle.
Gdyby jego ojczym pożył dłużej, Cathal niekoniecznie cieszyłby się taką wolnością, jaką miał obecnie.
- To stąd wybór kariery uzdrowicielki? Chciałaś ratować innych?
Może nie powinno go to zaskakiwać, w końcu nie znał jej dostatecznie dobrze, aby domyślać się motywacji… ale jakoś zaskakiwało. Gdyby miał zgadywać, powiedziałby, że Cynthia dostrzegła w takiej edukacji wyzwanie, może prestiż, szansę na karierę albo po prostu właśnie w tym była bardzo dobra i chciała stać się jeszcze lepsza.
- Popraw mnie, jeśli się mylę, ale chyba patolodzy Ministerstwa przede wszystkim zajmują się ustalaniem przyczyn gwałtownych zgonów. Jeśli to pomaga złapać winnych, też może ratować życie – skwitował, obserwując ją z uwagą. Głównie dlatego, że był ciekaw, w jaki sposób zareaguje na jego słowa. Może dlatego na kolejne pytanie odpowiedział nieco nieuważnie i dopiero po chwili. – Wzywanie duchów jest niebezpieczne i dość wyczerpujące. Wymaga też przygotowania. Niedługo czeka go całkiem sporo pracy zawodowej, szkoda więc, aby tracił siły i czas tylko na zaspokojenie ciekawości.
Przestał ją obserwować dopiero, gdy wspomniała o diabelskich sidłach. Te, na całe szczęście, trzymały się z dala, przynajmniej w tej chwili, odstraszone światłem, promieniującym z ich różdżek.
– Omal mnie tutaj nie zadusiły, gdy miałem siedemnaście lat – przyznał. Naprawdę mało wtedy brakowało i, czego wstydził się po dziś dzień, uratował go wtedy tylko głos Salazara, syk w umyśle, który przyniósł ostrzeżenie na czas – bo nieuważny chłopak zbyt wiele uwagi poświęcał poszukiwaniu trzeciego z zaklętych motyli. – Później natknęliśmy się na takie podczas prac. Strzegły jednego z przejść. Ponieważ miały jakieś dwa tysiące lat na oplecenie korytarza…
Urwał, by dopowiedziała sobie resztę. Porosły wszystko tak bardzo, że Cathala końmi by tam nie zaciągnięto. A próby podpalenia nie wchodziły w grę w podziemiach, w ciasnym korytarzu, gdy roślin było tak wiele, i mogło zaroić się od ymu, zwłaszcza, że wcześniej już przekonali się, że użycie tam ognia ze względu na inne zabezpieczenia jest ryzykowne.
– Moi krewni byli zainteresowani gadami – skwitował dość krótko tę sprawę, ani myśląc wdawać się w jakieś bardziej skomplikowane wyjaśnienia. Przynajmniej na razie. Potem zaś kiwnął głową, w odpowiedzi na jej nieme pytanie, czy może dotknąć wyrzeźbionego kształtu. Tu nie kryła się żadna pułapka. Po chwili uniósł różdżkę i na moment zgasił lumos – zaraz rozpalił je ponownie, by nie kusić diabelskich sideł, ale ta sekunda wystarczyła, aby wirujący wokół niej wcześniej motyl opadł w jedną z trzech wnęk i znieruchomiał.
– Nigdy nie byłem wielbicielem motyli. Zdają mi się nazbyt kruche. Jeżeli już, wolę pszczoły – stwierdził i znów spojrzał na Cynthię. – Wypatrzysz dwa pozostałe? – rzucił, wskazując na dwa pozostałe, motyle kształty. Wyglądało na to, że aby otworzyć to przejście, trzeba było umieścić tutaj jeszcze dwa pozostałe motyle.