30.10.2022, 23:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2023, 21:20 przez Eunice Malfoy.)
- Jestem pewna,że tak w istocie będzie. Jak sama zauważyłaś, macie już doświadczenie, a to jest wręcz bezcenne przy organizowaniu tego typu wydarzeń – wyrzekła gładko. Oczywiście wszystko mogło pójść nie tak – jakaś damulka wpaść w histerię, ktoś mało uważny zniszczyć fanta, a w obecnych czasach? Może nawet należałoby się spodziewać i popleczników Voldemorta. A raczej ich aktywności, bo tego, że znajdą się tam, którzy go popierają w mniejszym czy większym stopniu nawet nie zamierzała podważać - zwłaszcza że sama skłaniała się ku jego poglądom, o czym, bynajmniej, nie rozpowiadała na prawo i lewo.
- Ach… brzmi wspaniale – zadumała się nad roztoczoną przed nią wizją zegara, zakołysała stopą. Cóż, kiedy dorastało się w świecie ociekającym luksusem, nie powinno nijak dziwić, że dalsze pławienie się w nim było czymś tak naturalnym, jak oddychanie, a tego rodzaju antyki wywoływały chęć posiadania. Nieważne, że tak naprawdę ich nie potrzebowali, w końcu nie od tego były tego typu przedmioty. Miały wyglądać, miały świadczyć o statusie i majętności, nie zaś pełnić praktyczną funkcję.
Choć to też zależało od samej natury danej rzeczy.
- W takim razie postanowione. Wyślę do was wazę na dniach. Do rodowej posiadłości, prawda? Czy jednak gdzie indziej? – obiecała, starannie skrywając zadowolenie z faktu, iż pozbędzie się tego śladu po teściowej, odcisku jej ręki w ich domostwie, skazy na tym, co udało się tu stworzyć. Czy planowała to już wcześniej czy dopiero co wpadła na ten pomysł – nieistotne, istotne, że po wazie zostanie puste miejsce. Albo pojawi się coś nowego. - Oczywiście, jeśli nie on, to może coś innego, przekonamy się już o tym na miejscu – zapewniła, potwierdzając praktycznie swoją obecność. Choćby świat się walił, to tu i teraz miała najszczerszy zamiar, nawet jeśli niekoniecznie z właściwych pobudek, pojawić się na balu. Wraz z mężem, chyba że ten się zaprze i stwierdzi, że sobie odpuszcza, w co jednak powątpiewała.
Cóż, trzeba było wiedzieć, które bitwy należy wygrywać, a które odpuścić.
- Nie mam nic przeciwko publicznej liście, niemniej skonsultuję to jeszcze z Perseusem i dam znać – odparła, wysłuchawszy z uwagą kolejnych wyjaśnień – Co do wykupu… brzmi to bardzo rozsądnie. Choć, oczywiście, mam nadzieję, że nie dojdzie do żadnego tego rodzaju wypadku – kolejny, wręcz promienny uśmiech.
Cóż, po tej wazie z pewnością nie będzie płakać.
- Ach… brzmi wspaniale – zadumała się nad roztoczoną przed nią wizją zegara, zakołysała stopą. Cóż, kiedy dorastało się w świecie ociekającym luksusem, nie powinno nijak dziwić, że dalsze pławienie się w nim było czymś tak naturalnym, jak oddychanie, a tego rodzaju antyki wywoływały chęć posiadania. Nieważne, że tak naprawdę ich nie potrzebowali, w końcu nie od tego były tego typu przedmioty. Miały wyglądać, miały świadczyć o statusie i majętności, nie zaś pełnić praktyczną funkcję.
Choć to też zależało od samej natury danej rzeczy.
- W takim razie postanowione. Wyślę do was wazę na dniach. Do rodowej posiadłości, prawda? Czy jednak gdzie indziej? – obiecała, starannie skrywając zadowolenie z faktu, iż pozbędzie się tego śladu po teściowej, odcisku jej ręki w ich domostwie, skazy na tym, co udało się tu stworzyć. Czy planowała to już wcześniej czy dopiero co wpadła na ten pomysł – nieistotne, istotne, że po wazie zostanie puste miejsce. Albo pojawi się coś nowego. - Oczywiście, jeśli nie on, to może coś innego, przekonamy się już o tym na miejscu – zapewniła, potwierdzając praktycznie swoją obecność. Choćby świat się walił, to tu i teraz miała najszczerszy zamiar, nawet jeśli niekoniecznie z właściwych pobudek, pojawić się na balu. Wraz z mężem, chyba że ten się zaprze i stwierdzi, że sobie odpuszcza, w co jednak powątpiewała.
Cóż, trzeba było wiedzieć, które bitwy należy wygrywać, a które odpuścić.
- Nie mam nic przeciwko publicznej liście, niemniej skonsultuję to jeszcze z Perseusem i dam znać – odparła, wysłuchawszy z uwagą kolejnych wyjaśnień – Co do wykupu… brzmi to bardzo rozsądnie. Choć, oczywiście, mam nadzieję, że nie dojdzie do żadnego tego rodzaju wypadku – kolejny, wręcz promienny uśmiech.
Cóż, po tej wazie z pewnością nie będzie płakać.