Heath odwróciła wzrok, kiedy zobaczyła jak głowa zostaje odcięta. Nadal nie do końca przywykła do takich widoków. Musiała zacząć się przyzwyczajać, ale wszystko przyjdzie z czasem.
Przeniosła wzrok na liny, którymi udało jej się związać Alexandra, był to zdecydowanie przyjemniejszy widok.
- Jasne, niech jedno zostanie żywe, martwe, czy jakoś tak. - Bo byli chyba gdzieś pomiędzy życiem, a śmiercią.
Wysłuchała uważnie dalszego planu Brenny, nie miała nic do dodania, bo wydawało jej się, że ma on sens. Jeszcze chwila i będa mogły opuścić to dziwne miejsce - na szczęście.
Złapała mocniej miotłę w dłoni, była gotowa wskoczyć na nią w każdym momencie, aby zacząć patrolować okolicę. Świeże powietrze dobrze jej zrobi, tam wyżej z dala od tych żywych trupów.
- Czyli w między czasie ktoś zrobił z nich te chodzące trupy, i tyle, nie ma w tym większego sensu. - Zastanawiała się bowiem po co? Miały czegoś pilnować, czy o co tutaj chodziło. Dlaczego tylko cztery? Miały je wystraszyć, może chroniły czegoś jak te utopce na mokradłach?
- Ciekawe, czy rodzina wie, że nie żyją. - Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, bo co jeśli nie, jeśli to oni zostaną posłańcami przynoszącymi okropne wieści? Tego nie znosiła najbardziej, zupełnie do tego nie przywykła i nie sądziła, że kiedykolwiek będzie jej dane się z tym oswoić.