Hjalmar zdecydował się pójść na ten bal z jednego powodu - chciał dowiedzieć się na własnej skórze, czym różnią się imprezy tego typu organizowane w Turcji od tych na Islandii. Główną różnicą, jaką szło zauważyć na pierwszy rzut oka, był ogólny przepych całego przedsięwzięcia. Ludzie przypominali jakieś wystawy w galerii czy innym muzeum. Wszędzie kręcili się kelnerzy lub pomocnicy wszelkiej maści. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, cały wystrój tworzył spójną całość, jednak według chłopaka był trochę przesadzony - niepotrzebny, przewyższający format nad treścią. Równie dobrze mogliby po prostu wziąć butelkę alkoholu, trochę jedzenia i rozpalić ognisko - efekt byłby ten sam, jeżeli nawet nie lepszy. Ale to już było spostrzeżenie Islandczyka, ponieważ on nie potrzebował zbyt dużo do szczęścia.
Nordgersim miał wrażenie, że całe przyjęcie było zorganizowane na pokaz, nie dla dobrej zabawy czy wspólnie, miło spędzonych chwil. Wszystko było nie tak na tym balu. Pandora też nie miała w tym momencie tego swojego chaośniczego spokoju, który ją przeważnie otaczał - w oczach Björna wydawała się być lekko zestresowana? Może nie pewna siebie? W tej chwili, na pewno nie była to dziewczyna, która podnosiła mu ciśnienie czy sprawiała, że ten chciał ją utopić w oceanie. Teraz była po prostu... dobrą córką? Taką jaką widziała ją jej matka? A raczej taką jaką córką powinna być według tutejszych standardów - dużo się uśmiechać, ładnie wyglądać i najlepiej to się pewnie nie odzywać... Bardzo przykry widok.
Hjalmar zachowywał się teraz jednak trochę jak ta 'idealna' córka. Stał, nie odzywał się i wyglądał całkiem nieźle - a przynajmniej tak widział siebie pomimo lekko krępującego jego swobodę, stroju. Przysłuchiwał się rozmowie, sugestiom, a może planowi wieczory, który był aktualnie przedstawiany Pandorze. Ułożona dziewczyna? Te słowa sprawiły, że na jego lekko zakłopotanej twarzy pojawił się uśmiech. Gdyby tylko ta kobieta wiedziała, na co pozwala sobie niekontrolowana Prewettówna, to mówiłaby pewnie co innego.
- Do zobaczenia - dodał po dziewczynie, żegnając się z jej rodzicielką. Cieszył się, że Pandora subtelnie dała mu do zrozumienia, że na nich już czas - gdyby tego nie zrobiła, Islandczyk za pewne nadal by tutaj stał w oczekiwaniu na jakiś znak - Spokojnie - odparł na konspiracyjny szept. Nie potrzebnie się tak stresowała. Powinna się trochę wyluzować - Na prawdę? - dopytał po tym jak poprawiła mu kołnierzyk. Mimowolnie przekręcił głowę w lewą, a później w prawą stronę jakby się przeglądał w lustrze lub pokazywał jak wygląda. Przejechał jeszcze kilka razy po swojej brodzie, nie więdzac co go spotka za chwilę.
Po tym jak Pandora wyciągnęła go do miasta, zapomniał o istnieniu sepów, krwiożerczych bestii... lub po prostu kuzynek dziewczyny, które właśnie przypomniały o swoim istnieniu - Ummm? - odwrócił się w kierunku 'poszkodowanej' dziewczyny aby jej się przyjrzeć - Nie wiedziałem, że jestem zaproszony... No i zresztą... - wskazał ruchem głowy na brunetkę z którą się tutaj zjawił - Ona była pierwsza - próbował się bronić. Nie wspomniał jednak o jednym fakcie - de facto to on ją zaprosił na ten bal, a raczej powiedział aby to ona z nim poszła. Jego wzrok jednak prosił, wręcz błagał Prewettówne aby nie zdradziła go w tym małym kłamstewku, które zresztą było całkiem niewinne.
- Ja mogę pójść i wyglądać groźnie... Na przykład tak... - powiedział, pozwalając sobie na mały grymas na twarzy z wyszczerzeniem zębów - Mogę też być Twoim własnym ochroniarzem - zaproponował wpatrując się w jej tęczówki. Jakby znalazł się jakiś delikwent z problemem do Pandorki to z wielką chęcią skierowałby go na wizytę u dentysty. Na samą myśl, że mogłoby dojść do jakiejś rozróby, przeżywał wewnętrzną satysfakcję - Mogę z nimi chwilę posiedzieć kiedy Ty będziesz spełniać swoje córkowe obowiązki. Nie pożrą mnie przecież - dodał ciszej. Muszę ją nauczyć Islandzkiego, wtedy będziemy mieli całkowitą konspirę To był genialny plan w głowię Hjalmara - dzięki takiemu zabiegowi mogliby w każdym tłumie rozmawiać w dosyć niespotykanym języku, którego prawie nikt nie znał, co przekładało się na bezpieczeństwo rozmowy - Na co? - zapytał, widząc jak Prewettówna się rozgląda po sali. Może znalazła kogoś komu trzeba obtłuc ryjec? A przynajmniej na to liczył Islandczyk.
Przyglądał się krótkiej, lecz całkiem burzliwej wymianie zdań między Pandorą, a jej kuzynką? Znajomą? Kimś kto ewidentnie działał jej na nerwy - Nic się nie stało. Hjalmar. Bardzo mi miło - powiedział, całując nowo poznaną kobietę w dłoń. Nordgersim jeżeli chciał to potrafił się zachować, a raczej schować za pewną maską, która pomagała mu przeżyć różne wydarzenia. Tak było też tym razem - chciał po prostu wypaść dobrze na tle innych i w nie wyróżniać się zbytnio od reszty. Chociaż jego wygląd, niebieskie oczy i blond fryzura zawiązana w wikiński warkocz nie pozwalała na zbyt wiele w tej kwestii.
Obiecałem? Na twarzy chłopaka pojawił się szok i niedowierzanie. Wszak nie pamiętał czy coś takiego powiedział czy też nie. Nie był w stanie stwierdzić czy słowa Deniz były prawdziwe - Szczerze? To nie pamiętam. Ale jako człowiek czynu nie pozostaje mi chyba nic innego jak spełnić swoją obietnicę - zauważył, odpowiadając to co raczej chciała usłyszeć młoda Turczynka. On sam zresztą nie widział większego żadnego problemu w jednym tańcu. Nikomu krzywdy nie robił, a jeżeli miało to kogoś uszczęśliwić - proszę bardzo - Tylko proszę. Nie żaden pan bo tak stary nie jestem. Hjalmar. Po prostu Hjalmar - poprosił swoją młodą adoratorkę. Tak się będą mogli do niego zwracać jeżeli kiedykolwiek się ożeni i osiedli na stałe, rezygnując ze swojego dotychczasowego życia.
Co by nie mówić, wszystkie kobiety tutaj działały bardzo sprawnie w kwestii 'zaklepywania' mężczyzn. Hjalmar nie zdążył nawet mrugnąć, a Pandora wymieniła się z Deniz w kwestii trzymania go pod ręką. Łał, to było szybkie Nordgersim posłał tylko spojrzenie Prewettównie jakby chciał jej powiedzieć 'uważaj na siebie', a następnie ruszył z młodą Turczynkom w kierunku w którym go pociągnęła - No to chyba trzeba spełnić moją obietnicę - zauważył, posyłając Deniz uśmiech.
Odpowiedział po drodze na jej pytania o Islandię zdradzając tyle szczegółów ile tylko mógł. Nie pytany, nie wspominał nic o żadnej magii, wszak nie miał pojęcia czy wszyscy z jej rodziny były uzdolnieni w tej sztuce. Dużo prościej szło mu odpowiadanie na rzeczy związane z mitologią, którą uważał za świetną, o ile nie najlepszą na świecie. Nie omieszkał wspomnieć też kilka słów o swoim ulubionym zwierzęciu z Islandii - maskonurze zwyczajnym. Jako gratis od siebie, dodał kilka kwestii związanych z ogólnym życiem i kulturą na jego ojczystej wyspie.