30.10.2022, 23:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2022, 01:03 przez Morgana le Fay.)
Uniosła brew, wyraźnie tym samym sygnalizując, że niezbyt wierzyła w jego zapewnienia. Zresztą, nawet jeśli spał, to najwyraźniej nie wystarczającą liczbę godzin, która pozwoliłaby na odpoczynek, nabranie sił do zmierzenia się z kolejnym dniem.
- Kupię coś po drodze – stwierdziła bez namysłu. Nie miała apetytu, nie teraz, nawet przełknięcie herbaty przychodziło z dziwnym trudem, a co dopiero wmuszenie w siebie cokolwiek bardziej stałego. Ale z jakiegoś powodu nie zrobiła nic, nie ruszyła się z miejsca ani odrobinę, obserwując jedynie poczynania mężczyzny.
Być może zdążyła zauważyć, jak ważna jest dla niego samodzielność – nawet jeśli nie rozumiała powodów takiego zachowania. A może po prostu w swoim Malfoyostwie uznała, że jak tak bardzo chce odstawiać jakieś dziwne cyrki, to proszę bardzo, nie będzie go odwodzić od picia słonej kawy. Może taki miał kaprys i nic więcej, a może faktycznie tak lubił, tylko nie zdążyła się o tym jeszcze przekonać podczas jakiegoś pół roku wspólnego pożycia.
Tylko jakoś się obawiała o jadalność tej jajecznicy.
Milczała dość długą chwilę po zaskakującym obwieszczeniu swego męża. Sobota? Nie, była całkiem pewna, że zaraz musi wyjść, choć tak po prawdzie w lekarsko-stażowym życiu soboty nie oznaczały spędzenia dnia w domowym zaciszu. Niedziele też.
- Perseus – wyrzekła cicho, ze szczególnym naciskiem – Mamy czwartek. Może lepiej weź wolne? – zasugerowała.
- Kupię coś po drodze – stwierdziła bez namysłu. Nie miała apetytu, nie teraz, nawet przełknięcie herbaty przychodziło z dziwnym trudem, a co dopiero wmuszenie w siebie cokolwiek bardziej stałego. Ale z jakiegoś powodu nie zrobiła nic, nie ruszyła się z miejsca ani odrobinę, obserwując jedynie poczynania mężczyzny.
Być może zdążyła zauważyć, jak ważna jest dla niego samodzielność – nawet jeśli nie rozumiała powodów takiego zachowania. A może po prostu w swoim Malfoyostwie uznała, że jak tak bardzo chce odstawiać jakieś dziwne cyrki, to proszę bardzo, nie będzie go odwodzić od picia słonej kawy. Może taki miał kaprys i nic więcej, a może faktycznie tak lubił, tylko nie zdążyła się o tym jeszcze przekonać podczas jakiegoś pół roku wspólnego pożycia.
Tylko jakoś się obawiała o jadalność tej jajecznicy.
Milczała dość długą chwilę po zaskakującym obwieszczeniu swego męża. Sobota? Nie, była całkiem pewna, że zaraz musi wyjść, choć tak po prawdzie w lekarsko-stażowym życiu soboty nie oznaczały spędzenia dnia w domowym zaciszu. Niedziele też.
- Perseus – wyrzekła cicho, ze szczególnym naciskiem – Mamy czwartek. Może lepiej weź wolne? – zasugerowała.
209/1822