No tak, jak mógł w ogóle o tym zapomnieć - Pandora była oazą spokoju. Niczym ten wyciszony kwiat lotosu na spokojnej tafli jeziora? Niczym wagon pełen medytujących tybetańskich mnichów? Mogło tak jak najbardziej być pomimo tego, że dawała przesłanki o tym, że wcale tak nie było. Ale z drugiej strony kim był Hjalmar aby się tym przejmować? Nie był specjalistą w tej dziedzinie, a jedynie znał się na obserwowaniu zwierzyny... Może stąd akurat był w stanie to zauważyć?
- Na pewno nie lepiej od Ciebie - zapewnił ją i tym samym odwdzięczył się komplementem. Może rzeczywiście nie taki straszny pingwin jak go malują? Gdyby te wszystkie galowe stroje nie krępowały, aż w takim stopniu możliwości ruchu, to Hjalmar mógłby częściej w nich chodzić. Jednak tak nie było, więc musiał decydować się na bardziej sprawdzone metody takie jak lniane, luźne koszule - te zresztą też robiły robotę.
Wzruszył ramionami do młodszych dziewczyn. Słowa Pandory były proste, wyraźne, a przede wszystkim dosadne. Krótki, zwięźle i na temat informowały je o ewentualnej możliwości pożyczenia Nordgersima na ten wieczór. Według tego co powiedziała Prewettówna, Islandczyk miał zajęty cały wieczór, więc kuzynki musiały szukać szczęścia innego dnia. Randka? Uniósł brew, starając się nie być zdziwionym, jednak bezskutecznie. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw - po raz kolejny został zaskoczony. Prawdę mówiąc, wszystko go tu zaskakiwało albo wprawiało w jakieś mniejsze, bądź większe osłupienie.
- Ja się zawsze dobrze bawię. Nie musisz się przejmować - zapewnił ją. Jeszcze tylko tego brakowało aby się dodatkowo stresowała tym, że on się źle bawił. Hjalmarowi do szczęścia był potrzebny pełny brzuch i butelka gorzałki. O ile to pierwsze zostało już odhaczone, tak wszystko wskazywały na to, że drugie w niedalekiej przyszłości też zostanie. Koniec końców znajdowali się na bankiecie - alkoholu tutaj było pod dostatkiem i Islandczyk na pewno znajdzie sobie coś do picia. Coś co pozwoli mu się wyluzować i przybrać postawię misia, zostawiając niedźwiedzia daleko w tyle.
Nordgersim już się pogubił w tych ich wszystkich relacjach. Za dużo imion musiał zapamiętać, dlatego był lekko zdezorientowany kiedy powiedziała o szukaniu narzeczonego dla Su. A Su to nie była w ciąży? Nie do końca rozumiał kto był córką kogo i dlaczego. Albo kto z kim, co i czemu. Aby to lepiej zrozumieć, potrzebowałby raczej kawałka papieru i dużo wolnego czasu w celu rozrysowania sobie mapki relacji - chociaż to i tak mogłoby zawieść. Nie widząc innej możliwości jak po prostu przytaknięcie, nie zrobił nic innego niż kilkukrotne poruszenie głową mające na celu zgodzenie się z tym co powiedziała.
Jeden taniec Hjalmar. Dasz radę. Nikogo nie pobijesz. Nikomu nie zrobisz krzywdy Dodawał sobie otuchy kiedy młoda Turczynka wyciągała go na parkiet. Na całe szczęście dla Islandczyka, muzyka, która właśnie leciała była całkiem rytmiczna i huczna, a nie spokojna. Jeszcze tylko tego by brakowało aby musiał tańczyć wolny taniec z Deniz.
Kiedy znaleźli się na przeciwko siebie, przystąpił od razu do działania. Wcześniej zaczniesz, szybciej skończysz Pozwolił sobie prowadzić Deniz w tańcu, zmieniając co kilka bądź kilkanaście kroków kąt na który miał widoczność. Taki zabieg pozwalał mieć mu zawsze Pandore gdzieś na horyzoncie. Kiedy ta znikała, przechodząc do kogoś innego, Hjalmar wykonywał obrót swoją taneczną partnerką, wykorzystując chwilowe zamieszanie do zmiany swojej pozycji. Z boku mogło to wyglądać jakby nawet znał się na tańcu w jakimś stopniu, prawda jednak była bardziej tragiczna - nie miał zielonego pojęcia co robił, a jedynie chciał mieć Prewettówne na oku.
Ta piosenka trwała całą wieczność. Nordgersimowi wydawało się, że ten taniec trwa już tydzień albo nawet miesiąc. Kiedy wszystko wskazywało na to, że melodia się kończy, grajkowie hucznie dogrywali kolejne struny, po raz kolejny porywając ku ucieszy gości, do tańca. Pandora zniknęła gdzieś na tarasie, a jakakolwiek próba obrotu Deniz nie przynosiła sukcesu. Nie ważne jak bardzo starał się zmienił kąt, miejsce czy nawet partnerkę - nic nie pomagało. Jego ulubiona Turczynka się rozpłynęła. Jedyne co mu pozostało to obserwować wyjście na taras.
Po kolejnym obrocie młodej damy, zauważył, że jakiś jegomość ze szklanką udaje się w kierunku wyjścia na taras, na co tylko pokiwał przecząco głową ale nie pozwolił aby uśmiech opuścił jego twarz. Za wszelką cenę próbował się nie zdradzić, że jego zainteresowanie jest kilka, bądź kilkanaście metrów dalej, zamiast być skupionym na kokietującej go Deniz.
Nie zareagował jako, że każdy mógł tam wyjść. Przez moment skupił się na tym aby przypadkiem nie podeptać stóp młodej dziewczynie. Ta chwila nieuwagi, kosztowała go przeżyciem małego szoku. Kiedy po raz kolejny skierował swoje oczy w kierunku tarasu, ujrzał jak ten sam gnój - bo tak trzeba go teraz nazwać - odważył się złapać Pandorę i wykorzystując przewagę swojej siły, przyciągnąć do siebie. Miarka się przebrała Mimowolnie przekręcił głowę raz w lewo, a potem w prawo, aż nie coś mu tam nie strzyknęło. Hjalmar zaczął się gotować, niemal do czerwoności. Misiek odszedł w zapomnienie, a niedźwiedź zaczął wkraczać na salony. I to nie byle niedźwiedź. Wściekły, zły i zdenerwowany...
- Deniz, złotko. Muszę Cię przeprosić na chwilę - powiedział, puszczając jej dłonie w tańcu i nie czekając na żadne słowa z jej strony skierował się na taras. Po drodze przepchnął kilka osób na boki z użyciem swoich dłoni. Było to w miarę kulturalne utorowanie sobie drogi, pozbawione jednak wszelkich zwrotów grzecznościowych, na które aktualnie nie miał ani chęci ani czasu. W drodze do Pandory, podwinął sobie rękawy od koszuli jako, że wiedział czym to się skończy.
Podejście do tej dwójki nie zajęło mu długo. Szedł sprawnie i w pewnym transie. Kiedy znalazł się za nimi, Prewettówna mogła zobaczyć rozwścieczoną twarz Hjalmara za plecami jej 'adoratora'. Islandczyk nie czekał na żaden znak i rozpoczął pacyfikację mężczyzny - Przepraszam... - zaczął zdenerwowanym, wręcz wkurwionym głosem, a następnie poklepał po ramieniu prowodyra tego wydarzenia. Jego akcja zakończyła się całkowitym sukcesem, który pozwalał mu osiągnąć to co sobie założył - odwrócenie uwagi w swoim kierunku. Kiedy tylko tamten gnój, zerknął za plecy, tym samym ukazując swoją twarz Islandczykowi, został przywitany w całkiem drastyczny sposób. Hjalmar bez zastanowienie odchylił swoją głowę do tyłu, a następnie sprawnym ruchem przydzwonił w głowę przeciwnika. To był jednak dopiero początek...
Lewą ręką złapał go za przysłowiowe fraki - w tym wypadku za jego koszulę i podniósł z ziemi, jako że zaskoczony piękniś, upadł po ich 'zapoznaniu' - Ertu heyrnarlaus skilurðu það ekki? - zapytał po Islandzku, a następnie nie czekając na odpowiedź, sprzedał koledze prawego sierpowego. W tej chwili nie było mowy o żadnym braniu jeńców, a stojący przed nim facet, musiał zapłacić za swoje grzechy - Nú geturðu kannski lært hvernig á að umgangast konur - dodał, a następnie pozwolił sobie uderzyć go raz jeszcze, zanim puścił go ze swojego uścisku.
Mężczyzna opadł na ziemię, a nadal rozsierdzony Hjalmar stał i wpatrywał się w niego, zastanawiając się czy nie powinien mu jeszcze czegoś zrobić - na przykład większej krzywdy niż do tej pory. W jego oczach była czysta nienawiść, a po miłym miśku, którego Pandora oddała w ręce Deniz, nie pozostał ani włos. Bez większego problemu można było odnieść wrażenie, że Nordgersim był w swego rodzaju amoku, który ciągle trwał i nic nie wskazywało, że ten miał ustąpić.