Od tego koniec końców mieli oczy - do patrzenia na innych, a dodatkowo oceniania czy wyrażania swojej dezaprobaty na różne tematy. Gdyby znaleźli się na Islandii, to Pandora byłaby głównym obiektem zainteresować, chociaż raczej nie w takim stopniu co Hjalmar tutaj. W gruncie rzeczy, takie zachowanie reszty gości nie przeszkadzało jakoś bardzo Nordgersimowi. Miał się dobrze bawić i niczym nie przejmować - to właśnie robił.
Mruknięcie Prewettówny nie brzmiało zbyt przekonująco ale nie skomentował tego w żaden sposób. Nie chciał dodawać jej do pieca, a przynajmniej nie w tym momencie. Miała wystarczająco dużo problemów na swojej głowie, a robienie kłótni o taką drobnostkę, na pewno by w niczym nie pomogło.
Miał dobry wzrok i był całkiem spostrzegawczy ale nie dostrzegł rumieńca na twarzy Pandory kiedy złapali się wzrokiem. Może nie miał wystarczająco dużo czasu? Może nie chciał się całkowicie zdradzać przed Deniz? Albo po prostu tego nie zauważył pomimo swojej percepcji. I to właśnie raczej ta trzecia opcja była tą poprawną w tym dylemacie. Jego zmiany kąta widzenia pozwalały mu na maksymalnie kilkanaście sekund spoglądania w dane miejsce zanim musiał powtórzyć cały proces od nowa - a to nie pomagało w obserwacji Turczynki.
Co innego miał powiedzieć do Deniz jak nie 'złotko'? Musiał wykorzystać jakiś grzecznościowy zwrot, najlepiej taki, który mógłby wprawić ją w osłupienie czy lekki szok - to pozwalało mu wykorzystać ten moment na ulotnienie się w kierunku tarasu. Z drugiej zaś strony mógłby bez słowa odejść albo wymyślić coś dużo gorszego. Nie chciał jednak wyjść na gbura lub chama, więc postąpił w ten, a nie inny sposób. To była zresztą uczciwa wymiana - on powiedział w ładny sposób do młodej kuzynki, a ona pozwoliła mu się oddalić na jakiś czas.
Ten prawdziwy cham i prostak, który ośmielił się podnieść swoją paskudną dłoń na Pandorę, musiał dostać za swoje. Coś co szybko udowodniłoby mu, że z Prewettówną się nie zadziera, a już na pewno nie, kiedy jej ochroniarz jest tuż obok i wszystko obserwuje. Hjalmar wiedział, że jest silny i ma troszkę tej krzepy czy pary w swoich łapach. Nie spodziewał się jednak tego, że ten mężczyzna upuści swoją szklankę i posłusznie przyjmie kolejne ciosy. Zarówno jęk jak i rozbite szkło nie pozwalało zachować całego precedensu w ciszy, a co gorsza wymuszało na reszcie gości, jakąś interwencję - chociażby taką, która sprawdziłaby stan tego nieszczęśnika.
Do trzech razy sztuka... Nordgersim już się miał szykować do wyprowadzenia kolejnego ciosu, który miał w definitywny sposób zakończyć żywot tego dręczyciela ale coś go powstrzymało... Nawet nie coś, a ktoś - Pandora. Na jej słowa, przez jego twarz przeszedł mały grymas, krótki impuls wyrwania z amoku i powrotu do rzeczywistości. Jeszcze z nim nie skończyłem Ciągle wpatrywał się w rany na twarzy ofiary. Otworzył usta jakby chciał coś odpowiedzieć, jednak nie dał rady. Nie był w stanie wyłowić z siebie ani słowa ani nawet pomruku - niczego. Stał po prostu przez krótką chwilę z otwartą buzią, powoli chyba rozumiejąc co tu się właśnie stało, a raczej to co on tutaj zrobił. Dopiero moment w którym złapała go za poliki, sprawił, że ten powrócił do żywych, a wściekły i rozjuszony niedźwiedź zaczął odchodzić w zapomnienie - Dobrze... - powtórzył po dziewczynie, kiwając kilku krotnie głową na potwierdzenie swoich słów. Wzrok miał nadal pusty, lekko nieobecny jednak już nie tak gniewny jak minutę temu.
- Ja... Nie wiem... - spróbował dodać coś na swoje wytłumaczenie, lecz po raz kolejny nie był w stanie. Hjalmar bił się w tym momencie z własnymi myślami. Po ukończeniu Durmstrangu obiecał sobie, że nie będzie już takim człowiekiem co kiedyś. Że nie będzie bił ludzi 'tak o', a teraz właśnie miał na rękach krew niewinnego człowieka. Chociaż czy aby na pewno był on taki niewinny? Czy jednak była możliwość usprawiedliwienia zachowania Islandczyka w zaistniałej sytuacji? Nie wiedział i raczej nie chciał się dowiedzieć. Co teraz? Powinienem uciekać? Koniec końców ten facet napastował córkę Ayday, a on tylko przybył jej z odsieczą, niczym rycerz na białym koniu... W tym momencie jednak w białej koszuli i na pieszo - bo do koni to miał lekką awersję. No cóż, jaki kraj, taki rycerz.
Hjalmarowi do szczęścia brakowało tylko aby przyszła tutaj Deniz. Ta jednak była nie zawodna i nie dosyć, że się pojawiła, to jeszcze przyprowadziła swoją rodzicielkę. Nie dosyć, że już zrobili pokaz wieczoru, to jeszcze małolata zaczęła coś wspominać o 'złotku'. Zauważył spojrzenie Pandory, więc odpowiedział jej tym samym. Uniósł jednak barki do góry, nie mając pojęcia jak powinien zareagować. Koniec końców zwrócił się do młodej dziewczyny w ten sposób tylko dlatego, aby zyskać trochę czasu, a nie bo tak chciał czy nawet czuł potrzebę do wypowiedzenia tego. Zostać moją żoną? Brwi powędrowały mu mimowolnie do góry. Co to za jakieś brednie? To właśnie wybicie z rytmu, spowodowane słowami Deniz, sprawiło, że Islandczyk nie był w stanie złapać Prewettówny, a jedynie podłożyć jej rękę, aby w chociaż w minimalnym stopniu zniwelować upadek albo impet z jakim miała uderzyć w podłogę.
- Pandora? Halo? - zerwał się na kolana, klękając obok dziewczyny. Na twarzy miał wymalowaną całkowitą panikę, która była wymieszana z zaskoczeniem. Nie wiedział co powinien zrobić, jak pomóc czy zareagować. To moja wina? Serce aż zabiło mu mocniej w stresowej sytuacji. Przyłożył swoją dłoń do jej twarzy, a następnie ją lekko poklepał - Pandora? Pandora? - nawoływał do Turczynki jakby to ją miało co najmniej wybudzić z jakiegoś snu. Na nic to się jednak nie zdało.
Nie przejmuj się? Jak ja mam się kurwa nie przejmować?! Chciał przez moment ryknąć na kobietę za słowa, które skierowała w jego kierunku, jednak na całe szczęście się powstrzymał i wyraził swoją dezaprobatę ciężkim wypuszczeniem powietrza - Nie, mi już chyba wystarczy przyjęć na dzisiaj. Proszę złożyć w moim imieniu najszczersze wyrazy przeprosin poszkodowanemu. Gdyby miał jakieś roszczenia w moim kierunku proszę go ze mną skontaktować. Z góry bardzo dziękuję - kiwnął przecząco głową do Kerema aby dać mu znać, że nie będzie potrzebować jego pomocy. I tak miał już dość tego całego balu, a każda kolejna sekunda pobytu na nim, zwiększała ryzyko, że ujrzy tamtego mężczyznę i tym samym będzie chciał dokończyć swoją robotę - Ja się nią zajmę - odparł, a następnie ułożył sobie Pandorę na rękach jakby odnosił śpiącą siostrę do łóżka. Upewnił się za w czasu, że Prewettówna nie wymsknie mu się z rąk i pewnym, lecz powolnym krokiem skierował się do jej pokoju na pierwszym piętrze. On to spierdolił i on teraz miał zamiar to wszystko naprawić - odkręcić w jakiś sposób.