18.05.2023, 00:57 ✶
- Ty też ani kurwa drgnij. Patrz się na mnie – powiedziała do Stanleya. Jeżeli nie zaniechałeś rozglądania się za różdżką (zdecyduj w swoim poście), Harper przejdzie do ofensywy. Starała się nie spuszczać z was wzroku, ale widać było, że widok księżyca trochę ją niepokoi.
Wiało coraz mocniej. Na ten moment wiatr był na tyle silny, że z centrum Polany sięgało was coraz więcej pyłu, liści i drobnych, lekkich elementów, takich jak papierowe tacki na ciasto. Czuliście jednak, że cokolwiek się tam tworzyło, narastało na sile z każdą sekundą. Różdżka Chestera opuściła jego dłoń, mimo próby zatrzymania jej. Pierwszy kamyczek potoczył się po ziemi i uderzył o but Stanleya. Zbliżała się wielka wichura, mająca swoje źródło tam, gdzie miał pojawić się Lord Voldemort. Wasze przedramiona zapiekły was niemiłosiernie. To był już czas na przywołanie Mrocznego Znaku nad głowami zebranych, ale Rookwood nie mógł zrobić tego pozbawiony broni.
- Dostarcz to swojemu właścicielowi, piesku na posyłki – powiedziała do Chestera, po czym sięgnęła dłonią do kieszeni. Ze środka wyciągnęła kopertę, która złożona w ptaka wzniosła się w górę w waszym kierunku. Mocno znoszona przez wiatr, dotarła do was z oszałamiająco długim opóźnieniem, podczas którego wichura zerwała się tak mocno, że gdyby dać papierowi choćby sekundę mniej na dotarcie, to list skończyłby jak reszta turlających się wokoło śmieci. – Bierzcie to i wypierdalajcie, bez różdżek – ostrzegła.
Wiało coraz mocniej. Na ten moment wiatr był na tyle silny, że z centrum Polany sięgało was coraz więcej pyłu, liści i drobnych, lekkich elementów, takich jak papierowe tacki na ciasto. Czuliście jednak, że cokolwiek się tam tworzyło, narastało na sile z każdą sekundą. Różdżka Chestera opuściła jego dłoń, mimo próby zatrzymania jej. Pierwszy kamyczek potoczył się po ziemi i uderzył o but Stanleya. Zbliżała się wielka wichura, mająca swoje źródło tam, gdzie miał pojawić się Lord Voldemort. Wasze przedramiona zapiekły was niemiłosiernie. To był już czas na przywołanie Mrocznego Znaku nad głowami zebranych, ale Rookwood nie mógł zrobić tego pozbawiony broni.
- Dostarcz to swojemu właścicielowi, piesku na posyłki – powiedziała do Chestera, po czym sięgnęła dłonią do kieszeni. Ze środka wyciągnęła kopertę, która złożona w ptaka wzniosła się w górę w waszym kierunku. Mocno znoszona przez wiatr, dotarła do was z oszałamiająco długim opóźnieniem, podczas którego wichura zerwała się tak mocno, że gdyby dać papierowi choćby sekundę mniej na dotarcie, to list skończyłby jak reszta turlających się wokoło śmieci. – Bierzcie to i wypierdalajcie, bez różdżek – ostrzegła.