- Nie, nie podejrzewam. Tak trochę próbuję rozluźnić atmosferę, bo się trochę... Wystraszyłem? - odparł. Prawdę mówiąc był wtedy zestresowany co nie miara. Nikt w jego otoczeniu do tej pory nie zemdlał jak na 'zawołanie', a jedynie po ciężkiej libacji czy po solidnym przestawieniu szczęki - Ustaliliśmy? - uniósł brew z ciekawości. Sam nie pamiętał takich ustaleń - zresztą to nie była jedyna rzecz o której nie był przekonany. Równie dobrze nie pamiętał aby miał obiecać Deniz jakiś taniec ale nie warto było się rozwodzić nad tym tematem.
Kącik ust mimowolnie poszedł do góry. To tylko małe pobicie... Nie było to jednak nic nad czym wolałby się rozwodzić czy przejmować. Rany były nieuniknione w pojedynkach ale Hjalmar nie czuł aby nic mu dolegało. A przynajmniej nic na ten moment - może nadal był pod wpływem adrenaliny? Z drugiej strony to on zadawał rany, a nie je otrzymywał, więc ryzyko skaleczenia się było niskie jak nie równe zeru.
Ucieszył się, że skorzystała z jego pomocnych rąk - nic nie zrobił aby ukazać swoje zadowolenie z takiego obrotu. Nordgersim martwił się, że Pandora nadal może nie czuć się w pełni sił aby samej dać radę - No cóż... Nie lubię jak ktoś grozi... - zaczął ale tak jak miał w zwyczaju w kwestii cięższych tematów, nie dokończył, lecz postarał się szybko przejść do innego tematu - A czy to nie był dobry powód? Nie mógł się trafić lepszy powód. Jakby zachował się jak człowiek to wtedy nie musiałbym interweniować - dodał. Najpierw spojrzał się na nią, a później podążył swoim wzrokiem za oczami Prewettówny. Jego uwaga skupiła się w tym momencie na jej nadgarstkach. Przez ułamek sekundy na jego twarz powrócił gniew czy nawet wyraz lekkiej nienawiści. Gdyby wiedział, że zrobił to tak mocno, ciosy jakie mu zadał też byłyby równomiernie mocniejsze - Może po prostu jestem Twoim aniołem stróżem? - zaśmiał się. Przypomniał też sobie to co kiedyś jej powiedział odnośnie swojego imienia - czy koniec końców nie przynosił tego 'szczęścia'? - W sumie to uratowałaś. Mało brakowało, a by mnie tam chyba zjadła wzrokiem czy wciągnęła w jakiś nieplanowany ślub... Także dobrze wyszło, że on to zrobił... - zawahał się, wiedząc, że źle dobrał słowa - Przepraszam. Nie tak to miało zabrzmieć - dodał próbując się wytłumaczyć.
Pokiwał głową na jej słowa - Nic się nie stało. Każdemu się może zdarzyć - stwierdził. Trochę go mimo wszystko wystraszyła. Problem tutaj nie był w tym co się z nią stało, a raczej z jego reakcją. Mało przecież brakowało, a ruszyłby z pięściami na jej rodzicielkę, słysząc jej słowa. Kiedy odpalała się w nim żądza krwi, nie był w stanie się kontrolować... A to i tak nie była jeszcze jego ostateczna forma.
Za oknem było spokojnie. Zupełnie jak w jego domu z jedną tylko różnicą - na Islandii miał w okół pełno lasów, które pozwalały wyruszyć na wyprawę czy trochę odpocząć. Nie miało to nawet żadnego znaczenia, że znał je na pamięć i mógł się po nich poruszać z zamkniętymi oczami. Ten las miał po prostu coś takiego w sobie, że Hjalmara ciągnęło w jego stronę - Wiesz... Po prostu się nie hamowałem... A wiem jak to się kończy, stąd ta obawa... - odparł, spoglądając na swoje zakrwawione kostki. Nadal przed oczami miał te wszystkie sytuacje ze szkoły kiedy to 'trenował' swoich kolegów. Od momentu ukończenia Durmstrangu wyszedł na ludzi i nie obijał już nikomu mordy ale te wspomnienia zawsze powracały w takich momentach - Nie wypada to zaczepiać kogoś, kto daje znak, że nie ma zamiaru na żaden kontakt z daną osobą - dodał do słów Pandory, a raczej przedstawił swoją wersję. Nie każdy ma jednak możliwość aby zostać obronionym... To chyba smuciło go najbardziej. Ta nie moc.
Posłusznie ruszył w kierunku łóżka na którym zasiadł, wpatrując się w poczynania Prewettówny. Złapał od niej butelkę, a następnie pociągnął nie dużego łyka. Nie miał zbytniej ochoty na alkohol po tym wszystkim - Dzięki - powiedział kiedy wzięła jego dłoń. Sam zaczął się jej również przyglądać. Co by nie mówić, była przygotowana na wszystko, a takim zestawem pierwszej pomocy, nikt by chyba nie pogardził. Nie musisz tego robić... Nie zdążył dokończyć swojej myśli, a tym bardziej jej przekazać. Kiedy Pandora przejechała mu namoczonym wacikiem, syknął, a na twarzy pojawiła się grymas niezadowolenia. Dłoń mimowolnie lekko mu zadrżała z bólu. To mogło świadczyć tylko o jednym - jednak były tam jakieś małe uszkodzenia.
Wcale się tak nie mylił mówiąc do niej 'mamo' podczas jednej z ich wspólnych przygód. Bo czy w tym momencie Prewettówna nie robiła czegoś co każda rodzicielka zrobiłaby dla swojego dziecka, kiedy to przyszłoby do niej skaleczone? Z jedną tylko różnicą, że Hjalmar jeszcze nie płakał - Chyba świstoklik... No bo powiedzmy, że z Marą nie wiem... Nie dogadujemy się? - odpowiedział, nadal śledząc to co robiła Turczynka. Jego głowa działała teraz jak kot. Pandora robiła ruch w lewo, to samo robiła jego czaszka. Zrobiła w prawo - bach, w prawo.
Pokręcił przecząco głową na pomysł jakichkolwiek plastrów, a już na pewno takiego jakie były dostępne. Kto to widział, potężny niedźwiedź z kolorowym plastrem? Brakowało tylko różowego do całości - Tego samego nie mogę powiedzieć o jego nosie - zaśmiał się. Według Hjalmara nie potrzebnie się cackała z jego rękoma - te i tak już były zniszczone i przeżyte. Powinna się nie bawić w żadną delikatność, a na siłę przetrzeć rany i nawet nie zaklejać. A na koniec dać mu kopa w tyłek i powiedzieć aby się nie użalał nad sobą... Tak by zapewne zrobił Dagur. Ale na te praktyki, Islandczyk był przygotowany i przede wszystkim przyzwyczajony.
No tak... Spojrzał na kiedyś śnieżnobiałą koszulę, która teraz miała losowe ślady krwi. Co by nie mówić był to lekki kontrast dla bieli ale wypadałoby to zmienić przed jakąkolwiek ekspedycją. W końcu nie chciałby być przypadkiem aresztowanym za swoje czyny - Będę musiał ją zaraz zmienić - przyznał z ulgą w głosie. Może i wyglądał w niej nieźle czy nawet dobrze ale była po prostu bardzo nie wygodna. Nie nadawała się w ogóle do harców i swawoli. A i ewentualna bitka przychodziła w niej z trudem.
Jej słowa wprawiły go w lekko osłupienie. To na pewno do mnie? Stał tak przez krótką chwilę z rozszerzonymi oczami, póki nie ruszył aby po raz kolejny pomóc damie w opałach - Umm... Jasne - odparł, a następnie bardzo powoli zaczął ją rozpinać. Wzrokiem jednak powędrował na ścianę obok, nie chcąc wyjść na jakiegoś Merlin jeden wie kogo. Jeszcze by tylko brakowało tego aby musiał sam sobie nałożyć po mordzie.
- Gotowe... - stwierdził - Spotkajmy się może na korytarzu - podrapał się po szyi, a następnie szybkim krokiem ruszył się przebrać. Im dłużej pozostawał w jej sypialni, tym bardziej musiał walczyć z samym sobą aby przypadkiem nie zaryzykować na jedno oko i nie zerknąć.
W swojej sypialni ubrał swój codzienny strój, ponownie przywdziewając luźną, lnianą koszulę, która była rozpięta na dwa górne guziki. W końcu będę wyglądać jak człowiek. Koniec z pingwinem Pomyślał, przeglądając się w lustrze. Na moment zawiesił wzrok na kolorowym plasterku na swojej dłoni, na co tylko pokiwał przecząco głową, a następnie poszedł na umówione miejsce spotkania.