Czy istniał na tej ziemi człowiek o prawdziwie czystym sercu? Może. Victoria była za to pewna, że cokolwiek do nich mówiło – miało rację. Nie miała czystego serca, nie tak w pełni i nawet nie ośmieliłaby siebie tak określić. Ale nie to miało znaczenie. Bo prawdą było, że choć uważała, że świat czarodziejów i mugoli powinny być ze sobą rozdzielne, że mugole są gorsi od czarodziejów (choć nic nie miała do tych półkrwi, nawet mugolaków tolerowała) – bo nie mogli doświadczyć magii, to na Beltane było mnóstwo czarodziejów. I to, co się dzisiaj wydarzyło, zostało wymierzone również w nich. Dlaczego? Bo Voldemort tak nienawidzący mugoli pomyślał, że zepsuje święto czarodziejów? Słowa, które usłyszała, te późniejsze, zmroziły ją na chwilę. Wycofać się… Może rzeczywiście powinni, albo chociaż sama powinna? Nie była pewna, czy dobrze zrozumiała, jakie próby, jakie „zbyt dobrze” – zrozumiała, że może nie być już powrotu.
Nie miała czystego serca, nie była nieustraszona, ale zdecydowanie miała dobre intencje. Skoro zaś powiedziała A i poszła w ogień wiedząc kto tam jest, to czy nie powinna powiedzieć też B? Była rozdarta, tak prawdziwie była w konflikcie. Była też ciekawa co znajduje się na końcu drogi, ale czy ciekawość powinna wygrywać z rozsądkiem? Widać było, że się waha, by ostatecznie westchnąć i mocniej ścisnąć różdżkę. Błyski na niebie miały wskazywać im drogę.
- Idę z tobą – rzuciła do Mavelle i puściła się biegiem za nią. Nie spodziewała się za to, że tam drzewa będą wyrywane z ziemi, że wszystko będzie leciało w jednym kierunku… Victoria odruchowo postanowiła wytworzyć fizyczną barierę, żeby i w nich nic nie uderzyło. Serce biło jej mocniej, ciągle w głowie dudniły jej słowa, jakie niedawno usłyszeli, mimo to, przyglądała się niszczonej scenerii, chcąc zrozumieć co dokładnie się dzieje i co mogą z tym zrobić – o ile cokolwiek.
Kształtowanie – fizyczna bariera na siebie i towarzystwo
Sukces!
Sukces!