21.05.2023, 12:42 ✶
Czarodziej wyglądał na naprawdę zmęczonego tym śpiewem, ale nic nie powiedział. Po prostu z nietęgą miną starał się prowadzić mugola do przodu, nie rozglądając się na boki, jeżeli nie musiał tego robić.
- Nie mogę – zaczął, słysząc skierowane bezpośrednio do niego słowa – tak go po prostu ciągać jak worek ziemniaków... – a później spojrzał na te dziwaczne cienie przesuwające się po lesie i szybko zmienił zdanie – albo jednak mogę, chodź – szarpnął go za ramię.
- Ale ja ją słyszę – mówił, próbując iść w stronę losowego krzewu – przysięgam ci, słyszę moją siostrę i ona – próbował wyszarpać się z tego uścisku – potrzebuje mojej pomocy.
- Nie czujesz, że to próbuje grać na twoich emocjach?
Mugol przełknął ślinę w głośny sposób, ale dał sobie ledwie kilka sekund na przemyślenie i zaczął się znowu wyrywać. Z pomocą przyszła Amanda, której co prawda nie udało się pierwsze zaklęcie, ale to drugie, rzucone po tym, jak zachęciła ją do tego Linda, poskutkowało. Mężczyzna przestał słyszeć, cokolwiek usłyszał i chociaż wciąż bardzo intensywnie wpatrywał się w przestrzenie pomiędzy drzewami, dał zaciągnąć się do Doliny Godryka.
- Uratowałaś mu życie – powiedziała staruszka. – Amanda Lestrange... Czyżbyś była wnuczką Dorindy? – Miała oczywiście na myśli ordynatorkę szpitala im. Świętego Munga. – Czy gdybym powiedziała ci, czym to jest, to czy cokolwiek byś z tego zrozumiała? Mogę za to powiedzieć ci, co próbują zrobić – chcą zaciągnąć cię tam, gdzie nie ma światła. Chcą przypomnieć ci, czym jest strach, bo tym się żywią – tobą i energią, jaka z ciebie wtedy wypływa. Jutrzejszego poranka Ministerstwo będzie miało tutaj wiele do posprzątania. Współczuję wam, jeżeli w nim pracujecie.
Kobieta, na którą spoglądałaś, wyglądała trochę inaczej. Jej twarz, wcześniej wyglądająca na spokojną, teraz okazywała ci zmartwienie podsiane strachem – ściągnięte ku dołowi krańce brwi, lekko rozchylone usta, kilka zmarszczek, które pojawiły się na jej twarzy od zmiany mimiki, a może... może nie było ich wcześniej, tylko nie zwróciłaś na to uwagi? Miałaś wrażenie, że ten las bawi się twoim umysłem. Każdy krok stawiany ku Dolinie, generował nowe obawy. Co to jest? Co jeżeli... A co jeśli... A jak nam się nie uda? A gdyby tak... Szeregi pytań atakowały cię z każdej strony, ale w tym wszystkim, przez kompletnym utonięciem chroniło cię to wspomnienie – patronus skaczący pomiędzy wami, przypominający ci o beztrosce życia, o tym co czego mogłaś wrócić, o ile nie poddasz się tym dźwiękom.
Uratowaliście każdego, kogo zdołaliście dostrzec i ewakuowaliście ich do Doliny bogaci w nowe doświadczenie i mnogość otwartych wątków – zostaną one poruszone w evencie Rachunek sumienia, który przyjmie formę szeregu zadań do wykonania. W tej sesji możecie wymienić wspólnie ostatnie, dowolnej długości posty składające się na rozmowę w drodze przez las i miasto, uwzględniając następujące rzeczy: wieje coraz mocniej, konary drzew wręcz uginają się od wiatru. Na miejsce doszliście cudem, jeżeli bogowie istnieją, to musiała chronić was ich opatrzność, ponieważ doszliście wspólnie na skraj Kniei, a tam czekała na was Lecznica Dusz. Przed budynkiem nie było już nikogo, ale kiedy zapukaliście, ordynator wpuścił was do środka, dziękując niebiosom, że ktoś jeszcze się uratował. W momencie, w którym zamykają się za wami drzwi i jesteście bezpieczni od narastającej wichury, ta sesja się kończy, ale nie kończy się to, co musicie zrobić, jeżeli chcecie uratować siebie i ich. Trzecia osoba odpisująca w tej kolejce proszona jest o postawienie na końcu znacznika końca sesji.
- Nie mogę – zaczął, słysząc skierowane bezpośrednio do niego słowa – tak go po prostu ciągać jak worek ziemniaków... – a później spojrzał na te dziwaczne cienie przesuwające się po lesie i szybko zmienił zdanie – albo jednak mogę, chodź – szarpnął go za ramię.
- Ale ja ją słyszę – mówił, próbując iść w stronę losowego krzewu – przysięgam ci, słyszę moją siostrę i ona – próbował wyszarpać się z tego uścisku – potrzebuje mojej pomocy.
- Nie czujesz, że to próbuje grać na twoich emocjach?
Mugol przełknął ślinę w głośny sposób, ale dał sobie ledwie kilka sekund na przemyślenie i zaczął się znowu wyrywać. Z pomocą przyszła Amanda, której co prawda nie udało się pierwsze zaklęcie, ale to drugie, rzucone po tym, jak zachęciła ją do tego Linda, poskutkowało. Mężczyzna przestał słyszeć, cokolwiek usłyszał i chociaż wciąż bardzo intensywnie wpatrywał się w przestrzenie pomiędzy drzewami, dał zaciągnąć się do Doliny Godryka.
- Uratowałaś mu życie – powiedziała staruszka. – Amanda Lestrange... Czyżbyś była wnuczką Dorindy? – Miała oczywiście na myśli ordynatorkę szpitala im. Świętego Munga. – Czy gdybym powiedziała ci, czym to jest, to czy cokolwiek byś z tego zrozumiała? Mogę za to powiedzieć ci, co próbują zrobić – chcą zaciągnąć cię tam, gdzie nie ma światła. Chcą przypomnieć ci, czym jest strach, bo tym się żywią – tobą i energią, jaka z ciebie wtedy wypływa. Jutrzejszego poranka Ministerstwo będzie miało tutaj wiele do posprzątania. Współczuję wam, jeżeli w nim pracujecie.
Kobieta, na którą spoglądałaś, wyglądała trochę inaczej. Jej twarz, wcześniej wyglądająca na spokojną, teraz okazywała ci zmartwienie podsiane strachem – ściągnięte ku dołowi krańce brwi, lekko rozchylone usta, kilka zmarszczek, które pojawiły się na jej twarzy od zmiany mimiki, a może... może nie było ich wcześniej, tylko nie zwróciłaś na to uwagi? Miałaś wrażenie, że ten las bawi się twoim umysłem. Każdy krok stawiany ku Dolinie, generował nowe obawy. Co to jest? Co jeżeli... A co jeśli... A jak nam się nie uda? A gdyby tak... Szeregi pytań atakowały cię z każdej strony, ale w tym wszystkim, przez kompletnym utonięciem chroniło cię to wspomnienie – patronus skaczący pomiędzy wami, przypominający ci o beztrosce życia, o tym co czego mogłaś wrócić, o ile nie poddasz się tym dźwiękom.
Uratowaliście każdego, kogo zdołaliście dostrzec i ewakuowaliście ich do Doliny bogaci w nowe doświadczenie i mnogość otwartych wątków – zostaną one poruszone w evencie Rachunek sumienia, który przyjmie formę szeregu zadań do wykonania. W tej sesji możecie wymienić wspólnie ostatnie, dowolnej długości posty składające się na rozmowę w drodze przez las i miasto, uwzględniając następujące rzeczy: wieje coraz mocniej, konary drzew wręcz uginają się od wiatru. Na miejsce doszliście cudem, jeżeli bogowie istnieją, to musiała chronić was ich opatrzność, ponieważ doszliście wspólnie na skraj Kniei, a tam czekała na was Lecznica Dusz. Przed budynkiem nie było już nikogo, ale kiedy zapukaliście, ordynator wpuścił was do środka, dziękując niebiosom, że ktoś jeszcze się uratował. W momencie, w którym zamykają się za wami drzwi i jesteście bezpieczni od narastającej wichury, ta sesja się kończy, ale nie kończy się to, co musicie zrobić, jeżeli chcecie uratować siebie i ich. Trzecia osoba odpisująca w tej kolejce proszona jest o postawienie na końcu znacznika końca sesji.