Gdy Brenna zapukała po chwili usłyszałem jak za drzwiami ktoś się porusza. Mieliśmy naprawdę szczęście, że mieszkaniec tego miejsca był w środku. Czułem jak serce mi przyśpieszyło. Lubiłem odkrywać tajemnice i rozwiązywać trudne zagadki. Ta była ogromnie smutna, ale chciałem tę historię doprowadzić do końca. Wzdrygnąłem się nieznacznie, gdy usłyszałem kichnięcie, ale nic więcej nie powiedziałem. Brenna odezwała się jako pierwsza, więc czekałem cierpliwie.
Mężczyzna był w niej zakochany. Jaki biedny. Nie mogłem w to uwierzyć, że coś takiego mogło mu się przydarzyć. Słyszałem w jego głosie przejęcie, gdy tylko wspominał dziewczynę zaklętą w kamień. Chciałbym móc mu pomóc, chciałbym dać mu jeszcze jeden dzień u boku Zoyi, ale nie za bardzo wiedziałem jak to zrobić. Mężczyzna nie wydawał się niebezpieczny. Był niewinny, bezbronny i nieszczęśliwie zakochany. Dyskretnie złapałem Brenne za ubranie. Uważałem, że powinna dać mu ten list. Zasłużył sobie na to, na kilka chwil świadomości, że dziewczyna go nie porzuciła.
— Znaleźliśmy list. – odezwałem się w końcu. Może robiłem błąd wyznając mu ten fakt, może Brenna nie będzie zadowolona, ale chciałem wiedzieć, co tam się działo naprawdę. — Nie jesteśmy w stanie go odczytać, ale może panu się uda... – dodałem i czekałem, aż Brenna podaruje mu list, który był skierowany do niego. Miał prawo go przeczytać nawet jeśli będziemy zmuszeni wymazać mu pamięć.