21.05.2023, 18:12 ✶
Śmierciożerca mądrze uznał, że nie ma szans na tak liczną grupę, w której każdy gotów był walczyć niczym lew o drugą osobę. Nie zamierzała go zatrzymywać i miała tylko nadzieję, że reszta nie wpadnie na taki pomysł. Mieli inne rzeczy na głowie - musieli wygasić ostatni katalizator, oraz zająć się rannymi. Potyczka z wrogiem była ostatnim, czego w tej chwili potrzebowała.
Uścisk w żołądku ani na moment jej nie opuszczał, a i nasilł się, gdy tylko dostrzegła w jakim stanie są jej bliscy.
Gdy Moody klepnął ją w ramię, posłała mu krótkie spojrzenie i słaby, wymuszony uśmiech. To był rozsadny podział obowiązków. Innego zdania niestety byli Erik i Heather, którzy postanowili zgodnie uznać, że oni pomocy nie potrzebują, ale na pewno znajdzie się ktoś, kto potrzebuje jej bardziej.
- Wasza szlachetność jest godna podziwu - zauważyła tonem głosu, po którym średnio można było stwierdzić czy mówi serio, czy ironizuje. Była do bólu neutralna, choć był to sposób na radzenie sobie z silnymi kotłującymi się wewnątrz niej emocjami. Zawsze podchodziła do rannych z empatia, jednak tutaj w grę wchodzili jej najbliżsi - to był ogromny ciężar, jaki spoczywał na jej barkach.
Wyprzedziła ich, niejako zagradzając drogę. Nie zakładała, że dadzą jej czas na lepszą analizę obrażeń i bardziej dopasowane leczenie, a nie był to odpowiedni czas na wykłócanie się. Wtedy też machnęła różdżką, z zamiarem odbudowania zniszczonej tkanki, co zniwelowałoby palący, nieznośny ból.
Dopiero gdy upewniła się, że wszyscy są wstępnie zaopatrzeni medycznie, ruszyła wraz z Erikiem w stronę rysujących się w oddali sylwetek. Powoli dochodziło do niej, że to nie koniec a dla niej jako uzdrowicielki, może być to dopiero początek koszmaru.
Kształtowanie: odbudowanie zniszczonych przez poparzenia lub uderzenia tkanek.
Uścisk w żołądku ani na moment jej nie opuszczał, a i nasilł się, gdy tylko dostrzegła w jakim stanie są jej bliscy.
Gdy Moody klepnął ją w ramię, posłała mu krótkie spojrzenie i słaby, wymuszony uśmiech. To był rozsadny podział obowiązków. Innego zdania niestety byli Erik i Heather, którzy postanowili zgodnie uznać, że oni pomocy nie potrzebują, ale na pewno znajdzie się ktoś, kto potrzebuje jej bardziej.
- Wasza szlachetność jest godna podziwu - zauważyła tonem głosu, po którym średnio można było stwierdzić czy mówi serio, czy ironizuje. Była do bólu neutralna, choć był to sposób na radzenie sobie z silnymi kotłującymi się wewnątrz niej emocjami. Zawsze podchodziła do rannych z empatia, jednak tutaj w grę wchodzili jej najbliżsi - to był ogromny ciężar, jaki spoczywał na jej barkach.
Wyprzedziła ich, niejako zagradzając drogę. Nie zakładała, że dadzą jej czas na lepszą analizę obrażeń i bardziej dopasowane leczenie, a nie był to odpowiedni czas na wykłócanie się. Wtedy też machnęła różdżką, z zamiarem odbudowania zniszczonej tkanki, co zniwelowałoby palący, nieznośny ból.
Dopiero gdy upewniła się, że wszyscy są wstępnie zaopatrzeni medycznie, ruszyła wraz z Erikiem w stronę rysujących się w oddali sylwetek. Powoli dochodziło do niej, że to nie koniec a dla niej jako uzdrowicielki, może być to dopiero początek koszmaru.
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Kształtowanie: odbudowanie zniszczonych przez poparzenia lub uderzenia tkanek.
let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
beauty and terror
just keep going
no feeling is final