22.05.2023, 00:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2023, 00:29 przez Noémie Delacour.)
Noémie przebywała w Londynie od dobrych ośmiu lat, przybyła w roku 1962, jednak wciąż jej czegoś brakowało. Owszem skupiała się przez ten cały czas na rozwoju swojej sztuki, tworzyła coraz więcej dzieł, część z nich była lepsza część trochę gorsza, jednak wszystkie balansowały na granicy bycia przerażającymi lub wyuzdanymi. Jednak to nie zaspokajało jej wszystkich potrzeb, po części miała wrażenie, że mimo wszystko dalej się nudzi, a po części niezmiernie irytowali ją mugole, a jeszcze bardziej przyzwolenie niektórych czarodziejów na bratanie się z nimi i rozrzedzanie tej tak niezwykle cennej czarodziejskiej krwi. Cóż jednak mogła zrobić poza przyglądaniem się temu co dzieje się w tej czarodziejskiej części Londynu. Zmianę przyniósł dopiero rok 1970. Stwierdzenie 'nowy rok, nowa ja' zdecydowanie tutaj pasował. Lord Voldemort, Czarny Pan, pokazał ścieżkę, którą należy podążać. Ścieżkę dla odważnych, nie obawiających się brać garściami tego co im się słusznie należy, w zamian za posłuszeństwo. W końcu ktoś kto mówił językiem Noémie, kto poza tym był potężnym czarodziejem, któremu warto było oddać swoje umiejętności i lojalność.
Tego dnia, 18 listopada, Noémie dopadła w końcu wielbiciela mugoli, którego zauważyła na jednej ze swoich wystaw. Usłyszała przypadkiem jak kilkukrotnie wypowiadał się pozytywnie o mugolach. Od tego czasu zaczęła go śledzić, niczym drapieżnik czyhający na swoją ofiarę. Poznała jego zwyczaje i rozkład dnia. Aż wreszcie go dopadła nocną porą, w jednej z bardziej opuszczonych londyńskich alejek. Tam zakończyła tan marny żywot wielbiciela mugoli, wszystko ku chwale Czarnego Pana. Swoim ulubionym zaklęciem Sectumsempra pozbawiała go kończyn, uszu, a na końcu głowy. Zadowolona przypatrywała się swoijemu dziełu czerpiąc inspiracje na następne obrazy. Jednak nie obyło się bez urazów na ramieniu i udzie. Czarny Pan jednak dbał o tych co mu służyli, Noémie znała adres, gdzie może się udac w razie odniesionych ran i tam skierowała właśnie swoje kroki.
Jak tylko weszła i przekroczyła próg gabinetu i wbiła swoje ciemne oczy w mężczyznę, który nie wyglądał na najbardziej pewnego siebie osobnika na świecie, powiedziała -Potrafisz zagoić rany, tak by nie było żadnego śladu, prawda? Szkoda byłoby takiego ciała, jak dzieło sztuki.- ze swoim francuskim akcentem.
Tego dnia, 18 listopada, Noémie dopadła w końcu wielbiciela mugoli, którego zauważyła na jednej ze swoich wystaw. Usłyszała przypadkiem jak kilkukrotnie wypowiadał się pozytywnie o mugolach. Od tego czasu zaczęła go śledzić, niczym drapieżnik czyhający na swoją ofiarę. Poznała jego zwyczaje i rozkład dnia. Aż wreszcie go dopadła nocną porą, w jednej z bardziej opuszczonych londyńskich alejek. Tam zakończyła tan marny żywot wielbiciela mugoli, wszystko ku chwale Czarnego Pana. Swoim ulubionym zaklęciem Sectumsempra pozbawiała go kończyn, uszu, a na końcu głowy. Zadowolona przypatrywała się swoijemu dziełu czerpiąc inspiracje na następne obrazy. Jednak nie obyło się bez urazów na ramieniu i udzie. Czarny Pan jednak dbał o tych co mu służyli, Noémie znała adres, gdzie może się udac w razie odniesionych ran i tam skierowała właśnie swoje kroki.
Jak tylko weszła i przekroczyła próg gabinetu i wbiła swoje ciemne oczy w mężczyznę, który nie wyglądał na najbardziej pewnego siebie osobnika na świecie, powiedziała -Potrafisz zagoić rany, tak by nie było żadnego śladu, prawda? Szkoda byłoby takiego ciała, jak dzieło sztuki.- ze swoim francuskim akcentem.