Carrow był stałym bywalcem wysypiska. To miejsce było pełne skarbów, które znajdowały się na wyciągnięcie ręki. Żal było nie skorzystać. Pojawiał się tutaj raz w tygodniu, kiedy pracownicy opuszczali wysypisko. W świetle księżyca można było dużo dostrzec. Nie wybaczyłby sobie, gdyby przeoczył coś ciekawego.
Aportował się na miejscu gotowy do poszukiwań. Miał ze sobą duży plecak, w który zazwyczaj pakował skarby, które następnie przenosił do rodzinnego warsztatu - gdzie mógł nad nimi pracować. Mugole wbrew pozorom byli naprawdę świetni w wymyślaniu ułatwień do życia, co najciekawsze robili to wszystko bez magii! Naprawdę ich podziwiał za to zawzięcie.
Miał na głowie czapkę, z latarką czołówką, która ułatwiała mu poszukiwania, nie musiał się skupiać na zaklęciach, zresztą niewygodne było korzystanie z różdżki, starał się więc jakoś zastąpić to Lumos.
Szedł przed siebie, coby poszukać jakichś ciekawych przedmiotów, kiedy dotarło do niego, że nie jest tutaj sam. Czyżby dzisiaj pojawiła się jakać nocna zmiana? Nie spodziewał się, że może się tak wydarzyć. Trochę spanikował. Odskoczył do tyłu, jednak zupełnie niefortunnie wpadł na wielką górę puszek, które głośno poinformowały o tym, gdzie się znajduje. - Pierdole. - Mruknął pod nosem. Był trochę zirytowany, że nic nie szło dzisiaj po jego myśli. Pozostawało mieć nadzieję, że osoba, którą dostrzegł nie będzie do niego negatywnie nastawiona.