Pokiwał tylko głową na słowa dotyczące wyboru jej samej zamiast swoich kolegów. Ich miał na co dzień, a tak odległy gość, nie zdarzał się zbyt często. Pandora chyba postawiła sobie za cel odnalezienie mu żony za wszelką cenę. I to najlepiej Turczynkę, a tym bardziej z rodu Prewettów - Obawiam się, że nie poszukuje damy na salony bo na takich po prostu się nie pojawiam i nie jestem zapraszany. Zresztą ja jestem prostym chłopakiem, który trudzi się kowalstwem. Ja bym nie wytrzymał z osobą, która boi się pobrudzić swoje dłonie - przyznał przed nią, wzdychając na to co robiła Pandora - Ty też się we mnie zakochałaś czy co? - odbił piłeczkę w jej stronę. Koniec końców tak odbierał sposób w jaki reagowała na niego Deniz, zwłaszcza, że jeszcze kwadrans temu chciała brać z nim ślub.
- No właśnie zacząłem żałować, że po raz kolejny to zrobiłem - odpowiedział ale prawdę mówiąc nigdy nie zwracał na to większej uwagi i nie wiedziałby tego gdyby mu nie powiedziała. Z drugiej zaś strony nie mógł jej po raz kolejny przyznać racji - nawet jeżeli taka miała właśnie miejsce.
To ten północny temperament... Zastanawiał się przez resztę procesu opatrywania jego ran, co tak dokładnie to mogło znaczyć. Na pierwszy rzut oka różnił się od wszystkich zebranych tutaj osób. Był bardziej zamknięty w sobie, wycofany, trochę może nawet nie pewny. Z drugiej zaś strony był pierwszą osobą, która nie bała się podnieść swojej dłoni na kogoś kto krzywdził innych. A może to on tak już po prostu miał, że nienawidził jak słabszym od niego działo się coś złego - tym bardziej kiedy on to po prostu widział.
Wzruszył ramionami na jej słowa - Trudno - odparł. W najgorszym możliwym przypadku będzie nosił ten plaster do końca roku, a może nawet dalej. Chociaż prawdę mówiąc, za pewne jutro i tak o nim zapomni, a sam opatrunek samoistnie się odczepi, nie pytając wcześniej o zgodę na taki obrót spraw. W kwestii misia na rzemyku było prościej - ten sobie wisiał i brał udział w wyprawach Hjalmara, jako naoczny świadek jego wyczynów.
Czy zwariował? Trochę na pewno - w końcu zgodził się na podróż w nieznane, czyli do tak zwanej Turcji, kwiatu orientu, łącznika Europy z Azją. Dla osoby, która najdalej wystawiała swoje stopy do lasu, nieopodal domu to było prawdziwe wariactwo. Nordgersimowi zresztą nie chodziło o wygląd tych plaż, a o ich uspokajający efekt, który zawsze był pomocny - nie było nic lepszego, niż morska bryza, atakująca twarz.
Nie przyznał jej racji, ponieważ za pewne znowu by mu to wypomniała. Mówiła pełną prawdę w tym momencie. Morze było takie jak być powinno zawsze. Trochę leniwe ale nadal piękne. Hjalmar przez moment miał wrażenie, że jego oddech zsynchronizował się w prędkością fal. Kiedy jedna napływała na plażę, ten nabierał powietrza w płuca, a kiedy zawracała - opróżniał je. Taki obrót spraw koił nawet najbardziej zszargane nerwy, pozwalając tym samym na pełen luz.
Nie odpowiedział nic na temat zamku z piasku, ponieważ nadal był zajęty rozkoszowaniem się wszystkim co było wokół. Piaskiem, słońcem, a nawet wodą. W pewnym stopniu pewnie też swoją towarzyszką - Troszkę... - odparł na kwestię związaną z jego pociągiem w stronę pływania. To była zwykła aktywność fizyczna, a on od takiej nie stronił - praktykował ją w każdej możliwej formie. Od biegania przez wspinaczkę, a na boksowaniu kończąc.
Kąpiele w łaźni to był pikuś, który w ogóle go nie interesował. Tam nie było mowy o żadnych dodatkowych wrażeniach związanych z możliwością bycia porwanym przez fale. Dla dwórek czy innej szlachty, takie zabawy, były pewnie bardzo przyjemnie po całym dniu nic nie robienia - Hjalmar jednak nie należał ani do jednej, ani do drugiej grupy, więc tym samym nie było to coś czego oczekiwał.
Nie miał problemów z tym aby Pandora patrzyła na jego tors. Ona przynajmniej nie miała zamiaru pożreć go w całości na tej plaży. Dodatkowo miał już swój bystry plan, który właśnie zaczynał realizować - Zamierzam - odpowiedział całkowicie spokojnym głosem, a następnie zaczął nabierać tempa. Z każdym kolejnym krokiem szedł coraz szybciej. Poczuł jak Prewettówna zaciska się na jego szyi. Na całe szczęście nie wbiła mu jednak paznokci w skórę - to by mogło trochę zaboleć.
Kiedy tylko wszedł na drewniany pomost, jego chód zmienił się w bieg. W tym momencie zdał sobie sprawę, że powinien ją wziąć na plecy. Wtedy dużo łatwiej przyszłoby mu bieganie i końcowy skok do wody, a tak to lekko mu przeszkadzała, kiedy tak wisiała z jego przodu. Nie sprawiło to jednak aby w jakimkolwiek stopniu miał się zniechęcić - co więcej, taki obrót spraw nawet dodał mu trochę otuchy i zapału do dalszego działania.
Dobiegając do końca pomostu, wybił się jak najbardziej był w stanie aby polecieć i wylądować na przysłowiową bombę. Starał się wyskoczyć możliwie daleko, ponieważ wiedział, że to co zrobił było nie za bardzo odpowiedzialne - wręcz przeciwne z jego całkowitym obyciem. Gdyby nagle okazało się, że do dna jest metr czy dwa, Hjalmar za pewne zakończyłby te wakacje ze złamanym kręgosłupem. I to tylko w najlepszym obrocie spraw.
Było bardzo głęboko. Zaraz po tym jak Nordgersim wylądował w wodzie, poczuł, że musi się sam utrzymywać jako, że po prostu nie sięgał stopami do dna. Nie był jednak sam - nadal trzymała się go Pandora i tym samym musiał zapewnić ich dwójce bezpieczny powrót na brzeg - Co mi przeszło? - zapytał z ciekawością, odpychając wodę rękoma, płynąc powoli w kierunku stabilniejszego podłoża, miejsca gdzie mógł stać. Po raz kolejny poczuł jak Prewettówna zaciska się coraz mocniej na jego ciele. Nie pomagasz... Pokręcił przecząco głową, a następnie powrócił do płynięcia.
W końcu wyczuł grunt pod stopami. Dla bezpieczeństwa zrobił jeszcze kilka kroków zanim się zatrzymał. Teraz mógł bez wysiłku stać i podtapiać Pandorę, kiedy tylko będzie mieć na to ochotę - Przecież wiesz, że bym Cię nie puścił. Zresztą jak miałbym Cię puścić jak przyssałaś się do mnie jak jakiś kleszcz - zauważył, odgarniając sobie włosy z twarzy do tyłu. I co Ty robisz? Przez plecy przeszedł mu mały dreszcz zaraz po tym jak zaczęła mu dmuchać na skórę w ramach "kary" - Tak? A co powiesz na to? - zapytał biorąc głęboki wdech, a następnie zaczął się schodzić kolanami w dół, tym samym wchodząc ponownie pod wodę. Nie chciał jej utopić, a może lekko nastraszyć. Może trochę przyzwyczaić do wody? Albo się zemścić za to całe chuchanie na jego plecy.
Zanurzenie nie trwało zbyt długo. Maksymalnie kilka albo kilkanaście sekund zanim ponownie wyłonili się z pod tafli wody. Hjalmar po raz kolejny zarzucił sobie przemoczone włosy na plecy aby móc cokolwiek w tej chwili widzieć - I co, było tak źle? - zapytał, starając się na nią spojrzeć. Miał uśmiech od ucha do ucha. Można było stwierdzić, że czuł się tutaj jak ryba w wodzie. Co by nie mówić było bardzo przyjemnie - dużo milej niż w lodowatym morzu na północy.
- Jakbyś miała już dość to daj znać. Wrócimy - poinformował ją, zdając sobie sprawę, że ta się raczej nie puści w wodzie i to właśnie on będzie musiał odnieść Pandorę na plażę. Ale zanim to zrobi, zapewne jeszcze raz spróbuje ją podtopić jako, że o utopieniu nie było żadnej mowy.