23.05.2023, 04:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2023, 04:44 przez Julien Fitzpatrick.)
Przesmyknęli się przez korytarze skupieni na sobie, dryfując myślami i egzystencją w prywatnym wszechświecie ukontentowania.
- Mówisz? To chyba musisz mi je wszystkie, powoli, tak żebym na pewno zapamiętał, wymienić. Albo przynajmniej pare, tak żebym wiedział czego wyczekiwać, chociaż, oh, przyjemność bycia trzymanym w niepewności... - westchnął odrobinę teatralnie, aby zaraz zaśmiać się zawadiacko.
Zaczerwienione uszy i policzki, nie tylko od chłodnego, szkockiego wiatru były wystarczającą pochwałą, połechtaniem chłopięcego ego, które i tak rozrośnięte do niewyobrażalnych rozmiarów, powinno mieć swoje własne dormitorium. Dołeczki znajdujące swoje miejsce przy rozciągniętych krańcach ust, w ukontentowanym uśmiechu, w zniecierpliwieniu sprawiały, że młoda twarz Delliana rozświetlała się w feerii pozytywnych emocji. Mógłby nakreślić delikatne zmarszczki przy jego oczach, dyskretnie marszczący się przez opadające nań kosmyki kręconych włosów nos i podkreślającą przystojną twarz szczękę, na kartce i prosto stworzyć z tego obrazu piękny gwiazdozbiór pragnień. Ich złączone ręce sprawiały, że czuł elektryzujący dreszcz przechodzący przez kręgosłup, dotyk chłodnej skóry drugiego chłopaka zderzał się, zazwyczaj, z jego własną, rozgrzaną po treningu. Meandrami myśli badał każdy cal jego ciała i pozwalał jemu robić to samo, zagłębiać się w tajemnice swojego fizycznego istnienia w akcie pragnienia i ukoronowania ciepłych uczuć jakimi się darzyli.
Pozwolił się przyciągnąć, czujny na kolejne bodźce, gotowy na czuły dotyk przeplatających się ze sobą agape i erosa. Charles nie powstrzymał westchnienia, które wymknęło się z jego ust, gdy znów byli tak blisko siebie, kiedy miejsce było wystarczajaco ustronne, aby oddali się upragnionym fantazjom. Serce biło w przyspierzonym rytmie, harmonizując się z drugim, równie podekscytowanym. Teraz, gdy byli sami, pomieszczenie wydawało się, powoli, wypełniać cichą, przytłumioną pieśnią ich uczuć, szelestem szat, ruchem dłoni, zetknięciem skóry, a ostatecznie i ust, gdy Rookwood nie odpowiedział na kolejne pytanie Delliana, uznając, że pocałunek jest odpowiednio przekazaną informacją o tym, ze definitywnie są tutaj sami.
Przez chwilę zagubił się w słodkim, znajomym smaku ust, kontynuując pocałunek i łapiąc Ollivandera za dłoń pewniej, tylko po to, aby przesmyknąć się opuszkami pomiędzy palcem wskazującym, a kciukiem i przesunąć nimi po wierzchu dłoni, nadgarstku. Kiedy umiejscowił dłoń na krawędzi spodni drugiego chłopaka, na razie nie wykonując kolejnego ruchu, przerwał pocałunek.
Oddychał ciężej, a serce, które wcześniej biło w przyspieszonym tempie, teraz prawdopodobnie wygrałoby wyścig.
- Tylko się nie śmiej - uprzedził go, chociaż tak, jakby wcale nie liczył, że chlopak go posłucha - To łazienka dziewcząt, do której nikt nie chodzi. Była najbliżej. Do wieży zegarowej jest taaak daleko - zamarudził - A też plącze się tam sporo Krukonów ze swoimi książkami - parsknął, chociaż bardziej przyjaźnie niż prześmiewczo.
Wolną ręką odgarnął włosy z czoła Delliana, wplatając palce w ich kosmyki. Plecami oparł się o chłodną ścianę. Stali nieco w kącie, tak, że ktokolwiek, kto wszedłby do toalety musiałby przejść pare kroków, aby w ogóle ich zauważyć. Od prawej do pomieszczenia wpadało światło dnia, kolorowane witrażami opadało na twarz Ollivandera, kosmyki włosów, które dzięki temu przypominały wzburzone morze loków. Podłoga była nieco wilgotna, w tej łazience dość często był problem z kanalizacją, niektóre z dziewcząt wspominały też o duchu, jaki tu pomieszkuje, ale Charles, aktualnie, żadnego nie widział, co dawało mu zielone światło do kontynuowania wykonywanych czynności. Gdzieś, w odmętach podświadomości tliła się myśl, że strach przed byciem nakrytym jedynie bardziej zachęca go do zrobienia kolejnego ruchu, elektryzuje kolejny dotyk, rozgrzewa podbrzusze w znajomym podekscytowaniu.
Przeniósł dłoń do najniższego guzika koszuli partnera, zaraz nad paskiem, i rozpiął go w bardzo doświadczonym i wyuczonym ruchu, czując satysfakcję, gdy wcześniej odrobinę napięty materiał puścił, dając możliwość wślizgnięcia dłoni pod koszulę, dręczenia skóry przelotnym dotykiem palców.
Przygryzł wnętrze policzka. Nie chciał być zbyt natarczywy, więc na tym się na razie zatrzymał.
- Mówisz? To chyba musisz mi je wszystkie, powoli, tak żebym na pewno zapamiętał, wymienić. Albo przynajmniej pare, tak żebym wiedział czego wyczekiwać, chociaż, oh, przyjemność bycia trzymanym w niepewności... - westchnął odrobinę teatralnie, aby zaraz zaśmiać się zawadiacko.
Zaczerwienione uszy i policzki, nie tylko od chłodnego, szkockiego wiatru były wystarczającą pochwałą, połechtaniem chłopięcego ego, które i tak rozrośnięte do niewyobrażalnych rozmiarów, powinno mieć swoje własne dormitorium. Dołeczki znajdujące swoje miejsce przy rozciągniętych krańcach ust, w ukontentowanym uśmiechu, w zniecierpliwieniu sprawiały, że młoda twarz Delliana rozświetlała się w feerii pozytywnych emocji. Mógłby nakreślić delikatne zmarszczki przy jego oczach, dyskretnie marszczący się przez opadające nań kosmyki kręconych włosów nos i podkreślającą przystojną twarz szczękę, na kartce i prosto stworzyć z tego obrazu piękny gwiazdozbiór pragnień. Ich złączone ręce sprawiały, że czuł elektryzujący dreszcz przechodzący przez kręgosłup, dotyk chłodnej skóry drugiego chłopaka zderzał się, zazwyczaj, z jego własną, rozgrzaną po treningu. Meandrami myśli badał każdy cal jego ciała i pozwalał jemu robić to samo, zagłębiać się w tajemnice swojego fizycznego istnienia w akcie pragnienia i ukoronowania ciepłych uczuć jakimi się darzyli.
Pozwolił się przyciągnąć, czujny na kolejne bodźce, gotowy na czuły dotyk przeplatających się ze sobą agape i erosa. Charles nie powstrzymał westchnienia, które wymknęło się z jego ust, gdy znów byli tak blisko siebie, kiedy miejsce było wystarczajaco ustronne, aby oddali się upragnionym fantazjom. Serce biło w przyspierzonym rytmie, harmonizując się z drugim, równie podekscytowanym. Teraz, gdy byli sami, pomieszczenie wydawało się, powoli, wypełniać cichą, przytłumioną pieśnią ich uczuć, szelestem szat, ruchem dłoni, zetknięciem skóry, a ostatecznie i ust, gdy Rookwood nie odpowiedział na kolejne pytanie Delliana, uznając, że pocałunek jest odpowiednio przekazaną informacją o tym, ze definitywnie są tutaj sami.
Przez chwilę zagubił się w słodkim, znajomym smaku ust, kontynuując pocałunek i łapiąc Ollivandera za dłoń pewniej, tylko po to, aby przesmyknąć się opuszkami pomiędzy palcem wskazującym, a kciukiem i przesunąć nimi po wierzchu dłoni, nadgarstku. Kiedy umiejscowił dłoń na krawędzi spodni drugiego chłopaka, na razie nie wykonując kolejnego ruchu, przerwał pocałunek.
Oddychał ciężej, a serce, które wcześniej biło w przyspieszonym tempie, teraz prawdopodobnie wygrałoby wyścig.
- Tylko się nie śmiej - uprzedził go, chociaż tak, jakby wcale nie liczył, że chlopak go posłucha - To łazienka dziewcząt, do której nikt nie chodzi. Była najbliżej. Do wieży zegarowej jest taaak daleko - zamarudził - A też plącze się tam sporo Krukonów ze swoimi książkami - parsknął, chociaż bardziej przyjaźnie niż prześmiewczo.
Wolną ręką odgarnął włosy z czoła Delliana, wplatając palce w ich kosmyki. Plecami oparł się o chłodną ścianę. Stali nieco w kącie, tak, że ktokolwiek, kto wszedłby do toalety musiałby przejść pare kroków, aby w ogóle ich zauważyć. Od prawej do pomieszczenia wpadało światło dnia, kolorowane witrażami opadało na twarz Ollivandera, kosmyki włosów, które dzięki temu przypominały wzburzone morze loków. Podłoga była nieco wilgotna, w tej łazience dość często był problem z kanalizacją, niektóre z dziewcząt wspominały też o duchu, jaki tu pomieszkuje, ale Charles, aktualnie, żadnego nie widział, co dawało mu zielone światło do kontynuowania wykonywanych czynności. Gdzieś, w odmętach podświadomości tliła się myśl, że strach przed byciem nakrytym jedynie bardziej zachęca go do zrobienia kolejnego ruchu, elektryzuje kolejny dotyk, rozgrzewa podbrzusze w znajomym podekscytowaniu.
Przeniósł dłoń do najniższego guzika koszuli partnera, zaraz nad paskiem, i rozpiął go w bardzo doświadczonym i wyuczonym ruchu, czując satysfakcję, gdy wcześniej odrobinę napięty materiał puścił, dając możliwość wślizgnięcia dłoni pod koszulę, dręczenia skóry przelotnym dotykiem palców.
Przygryzł wnętrze policzka. Nie chciał być zbyt natarczywy, więc na tym się na razie zatrzymał.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you