Odnalazła go dopiero sąsiadka? Cóż za cudowna wiadomość! To oznaczało, że mężczyzna nie miał w pobliżu nikogo bliskiego i zapewne nikt nie przeszkodzi im w przeszukiwaniu owego miejsca.
— Gdy tam dotrzemy, musimy znaleźć wszelkie dzienniki i notatki. Podejrzewam, że stosował na mnie Wywar Żywej Śmierci, więc wszelkie fiolki z nim lub składniki też będą ważnym dowodem. I książki. Pokażą, czym on się zajmował. Na budynku nie było żadnych szyldów, nie prowadził tam żadnej działalności. Nawet jeśli, to nie legalnie... Czy udało ci się może znaleźć informacje na temat jego zawodu?
Ururu oczywiście pamiętał drogę. Odwrotność jego pierwszego spaceru po powrocie do życia. Oddech mu przyspieszył i ze słyszalnym świstem wypuszczał powietrze ustami. Mijali uliczki w potężnym tempie, aż w końcu dotarli.
Marquez zatrzymał się przed drzwiami, jakby zbierał się na odwagę. Spojrzał na Heather.
— I... możemy tak po prostu wejść?
W głowie tworzył listę rzeczy, które musi sprawdzić. Zdawał sobie oczywiście sprawę z tego, że jest to bezcelowe. Nie wiedział, co w środku znajdą. Może czarodziej zniszczył wszystkie dowody? Może w ogóle ich nie było? Może ktoś inny odpowiadał za porwanie i uśpienie Marqueza, a staruszek po prostu przechowywał go tego jedynego dnia? W głowie roiło mu się od pytań. Był nimi tak zaabsorbowany, że (jak zwykle) nie zwrócił uwagi na swoje emocje. A z nim (jak zwykle) nie było dobrze.