24.05.2023, 18:00 ✶
Cathal w gruncie rzeczy nie uważał, że szuka czegokolwiek. Po prostu żył, dokładnie tak, jak chciał. Do niewielu rzeczy musiał się zmuszać, mało co go krępowało, a widział też dostatecznie wiele, by zdawać sobie sprawę, że to tylko po części jego zasługa – w dużej mierze wynikało to z uprzywilejowania, ale i tego kaprysu losu, który pozbawił go całej najbliższej rodziny. Bodaj najbardziej irytującym obowiązkiem, którego nie mógł w pełni uniknąć, choć bardzo by chciał, były niekiedy spotkania biznesowe, bo jego prace potrzebowały inwestorów.
Nawet ta wycieczka, dla większości angielskich dżentelmenów byłaby zapewne szaleństwem, może jedynym takim na parę lat czy nawet w życiu. On z kolei był przyzwyczajony do realizacji swoich kaprysów.
- Nie lubię się nudzić – odparł. Nuda była czymś, co – był pewien – bardzo szybko zdołałoby doprowadzić go do szaleństwa. Jeszcze szybciej niż diabelskie podszepty Slytherina. Zamknięty w rutynie, przeżywając wciąż i wciąż od nowa to, co w jego umyśle było wiecznie żywe, nie widziałby sensu w takiej egzystencji.
– Pszczółko? – powtórzył. Nie był oburzony, raczej chyba trochę rozbawiony, bo nawet jeżeli lubił pszczoły, zdecydowanie nie sądził, że jest do nich podobny.
Choćby dlatego, że one w ostatecznym rozrachunku pracowały dla większego dobra i ul liczył się bardziej niż one same. Shafiq miał zdecydowanie inne podejście do życia.
Accio okazało się nieskuteczne: motyl musiał sam chcieć opuścić dotychczasową kryjówkę. Lumos Maxima wypełniło jednak salę światłem i sprawiło, że ten wreszcie sfrunął z góry, by zacząć kręcić się wokół różdżki Cynthii.
– Obawiam się, że twoi szefowie nie byliby zachwyceni, że ktoś zmasakrował im zwłoki. Zawsze interesowały mnie raczej… starsze kości. W tkankach i mięśniach nie dopatrzę się historii.
Potrafił wiele powiedzieć na podstawie widoku szkieletu czy mumii. Ale była to wiedza historyka, nie medyka. Nie wiedział wiele o anatomii, a już na pewno nie miał pojęcia, w jaki sposób przeprowadzić sekcję. W rękach wielokrotnie miał dłuto, ale nie używał go na ludzkich tkankach, a skalpela nigdy nie tknął.
– Czyżbyś miała ochotę zawrócić? – spytał przekornie, nie protestując, gdy chwyciła go za dłoń. – Właściwie to już główna sala. Istnieje kilka pobocznych, ale naszą przebiegłą czarownicę… pochowano tutaj – poinformował, kiedy Flint umieściła trzeciego motyla na miejscu. Coś kliknęło, zazgrzytało, a ściana rozpadła się na dwoje, ukazując kolejny korytarz, rozwidlający się w trzy strony. Cathal bez wahania ruszył jednak do tego najbardziej niepozornego przejścia, z boku. W świetle różdżek oboje mogli dostrzec znaki, na ziemi i ścianach – była to runiczna bariera, przerwana jednak bardzo dawno temu, bo teraz nic się nie stało, gdy ją przekroczyli. Za to poza nią znajdowała się sala. W samym centrum znajdował się sarkofag, pod ścianami były skrzynie – niektóre otwarte, a były i takie, z których spoglądały… oczy? – ale chyba najbardziej interesującą rzeczą był wielki obraz, zajmujący niemal całą ścianę naprzeciwko wejścia.
– Trwały przylepiec i chyba parę innych zaklęć – poinformował Cathal. Rama była bogato zdobiona, pewnie cenna, nie bez powodu więc jej stąd nie zabrano, chociaż ktoś wydłubał z niej chyba jakieś klejnoty. Prawdopodobnie był to portret, bo w tej chwili widać było na niej tylko dom gdzieś w górnej części. Osoba, która została na nim uwieczniona, gdzieś „sobie poszła”.
Nawet ta wycieczka, dla większości angielskich dżentelmenów byłaby zapewne szaleństwem, może jedynym takim na parę lat czy nawet w życiu. On z kolei był przyzwyczajony do realizacji swoich kaprysów.
- Nie lubię się nudzić – odparł. Nuda była czymś, co – był pewien – bardzo szybko zdołałoby doprowadzić go do szaleństwa. Jeszcze szybciej niż diabelskie podszepty Slytherina. Zamknięty w rutynie, przeżywając wciąż i wciąż od nowa to, co w jego umyśle było wiecznie żywe, nie widziałby sensu w takiej egzystencji.
– Pszczółko? – powtórzył. Nie był oburzony, raczej chyba trochę rozbawiony, bo nawet jeżeli lubił pszczoły, zdecydowanie nie sądził, że jest do nich podobny.
Choćby dlatego, że one w ostatecznym rozrachunku pracowały dla większego dobra i ul liczył się bardziej niż one same. Shafiq miał zdecydowanie inne podejście do życia.
Accio okazało się nieskuteczne: motyl musiał sam chcieć opuścić dotychczasową kryjówkę. Lumos Maxima wypełniło jednak salę światłem i sprawiło, że ten wreszcie sfrunął z góry, by zacząć kręcić się wokół różdżki Cynthii.
– Obawiam się, że twoi szefowie nie byliby zachwyceni, że ktoś zmasakrował im zwłoki. Zawsze interesowały mnie raczej… starsze kości. W tkankach i mięśniach nie dopatrzę się historii.
Potrafił wiele powiedzieć na podstawie widoku szkieletu czy mumii. Ale była to wiedza historyka, nie medyka. Nie wiedział wiele o anatomii, a już na pewno nie miał pojęcia, w jaki sposób przeprowadzić sekcję. W rękach wielokrotnie miał dłuto, ale nie używał go na ludzkich tkankach, a skalpela nigdy nie tknął.
– Czyżbyś miała ochotę zawrócić? – spytał przekornie, nie protestując, gdy chwyciła go za dłoń. – Właściwie to już główna sala. Istnieje kilka pobocznych, ale naszą przebiegłą czarownicę… pochowano tutaj – poinformował, kiedy Flint umieściła trzeciego motyla na miejscu. Coś kliknęło, zazgrzytało, a ściana rozpadła się na dwoje, ukazując kolejny korytarz, rozwidlający się w trzy strony. Cathal bez wahania ruszył jednak do tego najbardziej niepozornego przejścia, z boku. W świetle różdżek oboje mogli dostrzec znaki, na ziemi i ścianach – była to runiczna bariera, przerwana jednak bardzo dawno temu, bo teraz nic się nie stało, gdy ją przekroczyli. Za to poza nią znajdowała się sala. W samym centrum znajdował się sarkofag, pod ścianami były skrzynie – niektóre otwarte, a były i takie, z których spoglądały… oczy? – ale chyba najbardziej interesującą rzeczą był wielki obraz, zajmujący niemal całą ścianę naprzeciwko wejścia.
– Trwały przylepiec i chyba parę innych zaklęć – poinformował Cathal. Rama była bogato zdobiona, pewnie cenna, nie bez powodu więc jej stąd nie zabrano, chociaż ktoś wydłubał z niej chyba jakieś klejnoty. Prawdopodobnie był to portret, bo w tej chwili widać było na niej tylko dom gdzieś w górnej części. Osoba, która została na nim uwieczniona, gdzieś „sobie poszła”.