24.05.2023, 18:13 ✶
Rezydencja, zapewne nie samej panny Lestrange, a raczej większej rodziny. Zasadniczo to, jak wyglądał budynek, niemal krzyczało "pieniądze" - co nie było specjalnym zaskoczeniem, Lestrangowie byli raczej zamożni, a jak Cathal miał wrażenie, przez lata zdołali ustalić niemalże monopol w dziedzinie eliksirów, który stosunkowo niedawno przełamali najpierw Lupinowie, a potem zaczęły nieśmiało kolejne osoby... Być może dlatego ogród był tak zadbany - podejrzewał, że albo chodziło o składniki eliksirów, albo o to, jakie wrażenie podwórko będzie robiło na gościach, bo czystokrwiści dbali przecież o pozory. On sam nie miał do tego cierpliwości. Ogródek otaczający domek matki był dość zaniedbany, a ogród wokół rezydencji Gauntów wolał wręcz o pomstę do nieba.
Przeszło mu przez głowę pytanie, czy ktoś dbał o te rośliny tutaj własnoręcznie, czy robiła to służba. Fakt, że drzwi otworzył skrzat, mógł wskazywać na coś innego, ale kto wie?
- Shafiq - przedstawił się krótko, spoglądając na istotę. Jej obecność pewnie nie powinna go zaskakiwać, były częste w domach czystokrwistych, ale w Egipcie jakoś nie natykał się na te stwory... Może dlatego, że najlepszy skrzat, to taki, którego nie widać? I zdążył się odzwyczaić od tego, że to taki sługa otwiera mu drzwi. Sam nie korzystał z usług skrzatów, a choć w jego głowie nie postałyby żadne dzikie idee dotyczące ich uwalniania, opłacania czy równouprawnienia, jakoś nigdy nie umiał z nimi rozmawiać i niezbyt komfortowo czuł się w ich towarzystwie. Sam pomysł istnienia tylko po to, by komuś służyć, zdawał się mu najmniej dziwaczny.
Ruszył za skrzatką w głąb domu, a gdy znalazł się w salonie, znowu - głównie z nawyku - przesunął spojrzeniem po meblach i bibelotach. Kolory, ich dobór, materiały, to na ile krzyczały "mamy bogactwo", a na ile były w tym dyskretne, też przecież wiele mówiło o ludziach.
- Nie trzeba - rzucił odnośnie picia. Nie usiadł w żadnym z foteli ani na kanapie, zamiast tego podszedł do regału. Nie ruszył żadnej z książek - nie był na tyle bezczelny, by od razu pchać ręce do przedmiotów należących do kogoś innego - ale przesunął wzrokiem po tytułach, ciekaw, jakie pozycje znalazły się w salonie. Czasem świadczyły o zainteresowaniach właścicieli, czasem o poglądach, a czasem były wystawiane tylko na pokaz...
Dłonie splótł za plecami, jasne oczy utkwiwszy w jednym z tomików. Wciąż otaczała go woń dymu, którą przesiąkło niedbałe ubranie. Czekał na ową "panienkę", na swój sposób zaintrygowany jednym: dlaczego ktoś, mieszkający w domu, który zdawał się świadczyć o majątku, a w dodatku pracował w Ministerstwie, w ogóle był zainteresowany przygotowywaniem eliksirów na zlecenie.
Przeszło mu przez głowę pytanie, czy ktoś dbał o te rośliny tutaj własnoręcznie, czy robiła to służba. Fakt, że drzwi otworzył skrzat, mógł wskazywać na coś innego, ale kto wie?
- Shafiq - przedstawił się krótko, spoglądając na istotę. Jej obecność pewnie nie powinna go zaskakiwać, były częste w domach czystokrwistych, ale w Egipcie jakoś nie natykał się na te stwory... Może dlatego, że najlepszy skrzat, to taki, którego nie widać? I zdążył się odzwyczaić od tego, że to taki sługa otwiera mu drzwi. Sam nie korzystał z usług skrzatów, a choć w jego głowie nie postałyby żadne dzikie idee dotyczące ich uwalniania, opłacania czy równouprawnienia, jakoś nigdy nie umiał z nimi rozmawiać i niezbyt komfortowo czuł się w ich towarzystwie. Sam pomysł istnienia tylko po to, by komuś służyć, zdawał się mu najmniej dziwaczny.
Ruszył za skrzatką w głąb domu, a gdy znalazł się w salonie, znowu - głównie z nawyku - przesunął spojrzeniem po meblach i bibelotach. Kolory, ich dobór, materiały, to na ile krzyczały "mamy bogactwo", a na ile były w tym dyskretne, też przecież wiele mówiło o ludziach.
- Nie trzeba - rzucił odnośnie picia. Nie usiadł w żadnym z foteli ani na kanapie, zamiast tego podszedł do regału. Nie ruszył żadnej z książek - nie był na tyle bezczelny, by od razu pchać ręce do przedmiotów należących do kogoś innego - ale przesunął wzrokiem po tytułach, ciekaw, jakie pozycje znalazły się w salonie. Czasem świadczyły o zainteresowaniach właścicieli, czasem o poglądach, a czasem były wystawiane tylko na pokaz...
Dłonie splótł za plecami, jasne oczy utkwiwszy w jednym z tomików. Wciąż otaczała go woń dymu, którą przesiąkło niedbałe ubranie. Czekał na ową "panienkę", na swój sposób zaintrygowany jednym: dlaczego ktoś, mieszkający w domu, który zdawał się świadczyć o majątku, a w dodatku pracował w Ministerstwie, w ogóle był zainteresowany przygotowywaniem eliksirów na zlecenie.