Książki, które tak zainteresowały Shafiqa również nie były ułożone przypadkowo – bo trochę jak w bibliotece, alfabetycznie, co dręczony chorobą Milforda umysł Cathala z pewnością wyłapał. Oprócz tego układający zadał sobie trud, by nie były one pomieszane kolorystycznie, ani żeby wielkość tomiszczy nadmiernie się nie wyróżniała, czy raczej by nie była zbyt gwałtowna. Oczywiście regały były też… dopasowane tematycznie. Trochę o historii, trochę o astronomii, zaklęciach, stworzeniach… sporo o ziołach i kwiatach. Było też trochę o alchemii, ale znalazło się też trochę tomów zupełnie nienaukowych, bo jakieś powieści czy wiersze bardziej i mniej znanych autorów. Być może było w tym trochę pokazówki, a może zupełnie nie – pewnie trudno było to określić na pierwszy rzut oka. Co za to było dlań jasne, to tak, nie trafił do domu biedoty, zdecydowanie nie. Meble nie wyglądały jak sklecone naprędce, były zdobione nienachalnie, ale po przyjrzeniu się widać było wzory na drewnie. Materiały również nie były byle jakie czy zniszczone, wszystko było tutaj wysprzątane i czyste. Zadbane – to chyba odpowiednie słowo. Brakowało tutaj też pstrokacizny, pomieszania faktur i kolorów, rzeczy, które mogły się zdawać być zupełnie przypadkowym zbiorowiskiem mówiącym, że trafił do jakiejś graciarni kogoś, kto kompletuje byle jakie meble, bo bierze co najtańsze, bo akurat potrzebuje, nie. Ten dom zdecydowanie nie należał do czarodziejów, których można by było zaliczyć do biedoty. Ale zdaje się mało która rodzina czarodziejów czystej krwi nie miała pieniędzy.
Cathal nie musiał długo czekać na panienkę, bo raptem minutę, może dwie, później, drugie drzwi do salonu otworzyły się i stanęła w nich średniego wzrostu kobieta, w długiej do ziemi, czarnej dość prostej sukni – w żadnym wypadku nie balowej. Ciemnobrązowe, falowane włosy miała puszczone luźno. Można powiedzieć, że od ostatniego razu, kiedy Shafiq widział panienkę Lestrange, nie mogła wyglądać bardziej odmiennie – wtedy w mundurze brygadzistów, ze spiętymi włosami, a teraz… tak.
- Dzień dobry – padło od progu, nim jeszcze dobrze zlokalizowała gościa i mu się nie przyjrzała i wtedy uniosła brwi. Gdzieś już widziała tego faceta… Zmarszczyła wtedy czoło, w skupieniu przeszukując pamięć. Z Shafiqami nie miała jakoś bardzo często do czynienia, ale i tak starała się pamiętać imiona na ile się dało. Tyle, że Cathal jakoś jej się nie kojarzył z żadnym bankietem, więc…? - Chyba nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać? – uznała, że zagra w te karty. Ostatecznie nie miała szans znać każdego i pamiętać wszystkiego… Choć i tak mogła się pochwalić niezgorszą pamięcią, zwłaszcza do tematów, które jako żywo ją interesowały. A interesowało ją mnóstwo rzeczy. - Victoria Lestrange – wyciągnęła do niego dłoń, mimo wszystko zastanawiając się skąd kojarzy tę twarz.