Kiedy Ingird z Pandorą podeszły do niego, przyjrzał im się ze szczególną ciekawością, zwłaszcza po pytaniu Islandki. Przez krótki moment przejeżdzał sobie dłonią po brodzie, symulując tym samym swoje szare komórki aby wspomogły go w tej chwili - Nie wydaje mi się abym o kimś zapomniał* - uśmiechnął się do niej - Dzięki, że ją przyprowadziłaś* - dodał. Czyli jednak dotarła Co by nie mówić ucieszył się z tego. Miał jakieś obawy, że Turczynka może go jednak wystawić czy wykiwać w tym wszystkim, a to by wyglądało bardzo źle. Zwłaszcza, że powiedział wszystkim o swoim stawiennictwie wraz z osobą towarzyszącą - Nic się nie stało przecież. Cieszę się, że po prostu przyszłaś - odpowiedział Prewettównie - Ivar to ma przede wszystkim kaca, a nie szczęście - dodał, równie cichym głosem co ona. Wolał aby nie wszyscy wiedzieli o stanie w jakim aktualnie znajdował się pan młody. Co by jednak nie mówić, trzymał się całkiem nieźle, chodząc od stolika do stolika i witając gości.
Wstał od stolika aby pomóc swojej dzisiejszej towarzyszce zdjąć odzienie wierzchnie, które po chwili odłożył na jakiejś bocznej ławie gdzie lądowały wszystkie płaszcze czy futra. W środku było bardzo ciepło i przyjemnie, więc Björn również zostawił tam swoje odzienie wierzchnie, a następnie odwrócił się z powrotem w kierunku głównej sceny, pozostając w swoim garniturze.
Dopiero słowa Dagura, które wypowiedział do swojej żony i tym samym matki Hjalmara, uświadomiły mu, że Ci też już byli przy stoliku. Młodszy z Nordgersimów podniósł rękę do czoła, łapiąc się za nie, a następnie spojrzał na ojca - O czym Ty w ogóle mówisz?* - zapytał go. Przez moment chciał się nawet postukać w czoło, aby uświadomić mu co sądzi o jego słowach - Może przejdziemy na angielski aby wszyscy rozumieli? - zaproponował w znanym dla wszystkich języku. Każdy z najbliższej okolicy ich stolika znał ten język, co pozwalało na swobodną komunikację w zrozumiały dla każdego sposób.
Hjalmar nachylił się do Pandory, a następnie przetłumaczył jej na ucho to co przed momentem powiedział starszy z ich rodu. Kiedy skończył, pokręcił tylko głową biorąc ciężki oddech. Przez moment patrzył na Prewettówne zastanawiając się w jaki sposób powinien ją przedstawić - To jest Pandora... - wskazał dłonią na dziewczynę aby przedstawić ją swojej rodzinie - To jest moja mama. Saga - wskazał na kobietę siedzącą obok olbrzyma - A to mój tata. Dagur - przesunął swoją dłoń kawałek obok, pokazując największego człowieka na całej sali. Hjalmar w porównaniu z nim był co najwyżej przeciętny, jeżeli nie mały. Za równo w kwestii wzrostu jak i umięśnienia - No i oczywiście moje siostry... - uniósł gałki oczne do góry, które po krótkiej chwili przewrócił.
Usiadł z powrotem przy stole po czym poszedł w ślady Dagura, biorąc kufel w dłoń, pozostając gotowym do toastu. Co by nie mówić, nie daleko pada jabłko od jabłoni, a on wraz ze swoim ojcem byli bardzo do siebie podobni w wielu kwestiach jak na przykład jedzenie czy picie. We dwójkę lubili porządnie objeść się mięsa, a następnie zalać to hektolitrem gorzałki czy piwa. Może właśnie dzięki ich takiej małej tradycji, tak dobrze się ze sobą dogadywali i żyli w zgodzie. A może to kwestia wychowania i fakt, że Hjalmar zawsze szanował zdanie swojego ojca - w końcu starszego i doświadczonego mężczyzny, to aż się dobrze posłuchać czy poradzić... albo nawet wziąć każde wypowiedziane przez niego zdanie pod rozwagę.
- No to proponuję co nie co wypić, jako że mi już zaschło w gardle - rozejrzał się po osobach siedzących wokół siebie, szukając słów, gestów czy chociażby czynów świadczących o akceptacji jego pomysłu. Nie chciał co prawda jeszcze wznosić toastu za państwa młodych, ponieważ na to przyjdzie jeszcze odpowiedni czas. Teraz potrzebował po prostu się rozluźnić i może lekko odstresować w zaistniałej sytuacji. Po raz pierwszy był świadkiem na czyimś ślubie... No i po raz pierwszy na jakikolwiek ślub przyszedł z osobą towarzyszącą.
*islandzki