Po stwierdzeniu Cathala, Victoria tym bardziej próbowała wysilić pamięć – mieli przyjemność się poznać? No tak jej się właśnie zdawało, gdzieś dzwoniło… tylko nie wiedziała w której świątyni, więc po tym zupełnie nierozwiniętym wyznaniu kobieta przekrzywiła nieco głowę w bok, jakby miało to w czymkolwiek pomóc. Rzecz jasna nie pomogło.
Sama nie zamierzała tak stać jak słup soli, i kiedy wymienili już te uprzejmości, usiadła na jednym z foteli i wskazała Shafiqowi, żeby wziął i spoczął, na przykład na kanapie. Strumień zdań nieco ją zaskoczył, choć prawdę mówiąc to całkiem pozytywnie – to dlatego, że sama była raczej dość konkretną kobietą i nie lubiła tej całej otoczki nawijania o niczym. Posiadała ją, oczywiście, by bezproblemowo radzić sobie na tych wszystkich spotkaniach towarzyskich, na których trzeba było się pokazać (równie idiotyczne jak całowanie powietrza na przywitanie z drugą osobą, kiedy udawało się, że trzy razy daje się komuś buziaka). Tym niemniej – było to dla niej zaskakujące, bo Cathal, po przedstawieniu się, nie dał jej nawet sekundy, żeby mogła dopasować imię i twarz do wspomnień, które ewidentnie gdzieś tam siedziały. To wszystko zaaferowało ją na tyle, że nawet nie miała czasu przemyśleć tego, jak mężczyzna się ubrał i co to w ogóle oznacza, oraz czy jej to w jakiś sposób przeszkadza.
Po tym, gdy skończył, Victoria przez moment taksowała go ewidentnie zamyślona – bo myślała w tym momencie o dwóch rzeczach na raz, to jest o tym eliksirze i specyficznych warunkach, w jakich powinien działać (no dobra, miał ją, to było pewnego rodzaju wyzwanie, a ona je naprawdę lubiła) oraz nie dawało jej spokoju skąd się znają. Gorączkowo przeszukiwała teraz wspomnienia z tego, kiedy i w jakich okolicznościach spotykała w ostatnim czasie Shafiqów. A ten ostatni czas najwyraźniej musiał się rozciągać na… lata.
- Zgadza się, przyjmuję takie zlecenia – odezwała się po chwili powoli, może nawet nieco ostrożnie, chociaż nie chodziło zupełnie o to, że uznawała to zlecenie za nielegalne, nic z tych rzeczy. - Może na dobry początek skończmy z tą panią – zaproponowała i wyprostowała plecy, głębiej opierając się o oparcie fotela, jednocześnie splotła dłonie i położyła je na udach, siedząc z nogą założoną na nogę. - Myślę, że będzie to możliwe. O ilu godzinach do wymazania mówimy? – słaby eliksir zapomnienia… Na zapominanie było kilka sposobów. Obliviate, myślodsiewnie – to pierwsze rzucone przez kogoś niewprawnego mogło zrobić niemałe zamieszanie, a to drugie rzadkie i drogie… Taki słaby eliksir rzeczywiście mógł być najbezpieczniejszą opcją, jeśli nie miało się dostępu do kogoś, kto specjalizował się w zaklęciach wymazujących pamięć. Myśli Victorii biegły same, ostatecznie nie interesowało ją po co dokładnie Cathalowi takie eliksiry. Może powinna… Ale ją interesowały obecnie inne rzeczy. Na przykład: - Przepraszam, ale nie daje mi to spokoju. Mieliśmy przyjemność i tak mi się właśnie wydaje, ale nie mogę sobie przypomnieć kiedy.