24.05.2023, 22:46 ✶
Cathal był z takimi zleceniami ostrożny. I to nie dlatego, że zlecenie było nielegalne (zapewne by takim być mogło, gdyby planował podać miksturę Ministrowi Magii, na szczęście wcale się tego nie szykował), bo sama w sobie substancja nie była niczym zakazanym. Eliksir był w końcu dla niego, a naprawdę nie chciałby zapomnieć zbyt wiele albo przypadkiem się otruć. Podchodził więc z pewną nieufnością do tego, czy Victoria podała temu wyzwaniu, acz na jej korzyść przemawiały gorąca rekomendacja ciotki oraz sława Lestrangów. Zresztą, Shafiq miał zamiar najpierw pokazać eliksir jeszcze jednemu specjaliście, a potem najlepiej przetestować go na jakimś przypadkowym, mugolskim żebraku (nie, nie było to ani trochę etyczne, ale Cathal niekoniecznie był najbardziej moralną osobą pod słońcem, poza tym planował za tę „usługę” obdarować takiego bezdomnego paroma funtami). Niestety, dotychczasowego dostawcę musiał z różnych względów zmienić. Za samo obliviatowanie się na pewno by się nie zdecydował, istniało zbyt duże ryzyko, że coś poszłoby nie tak.
Czekał na odpowiedź Victorii cierpliwie. Sam niekiedy zawieszał się, pochłonięty myślami i potrzebował więcej czasu na ułożenie sobie pewnych spraw w głowie, nie przeszkadzało mu więc to, że ktoś inny potrzebował chwili na zebranie myśli.
– Jak sobie życzysz, Victorio – powiedział, po czym usiadł na wskazanej kanapie. Obserwował ją, porównując widok przed sobą z tym w pamięci. Większość ludzi miała przynajmniej kilka twarzy – różnych ról, które odgrywali w zależności od sytuacji i towarzystwa. Na pewno dotyczyło to Victorii, bo tutaj miał do czynienia z elegancką panną z dobrego domu, którą z Brygadzistką ogarniającą uliczne zamieszki łączyło głównie pewne zdystansowanie.
– Najlepiej dwie, trzy godziny – poinformował. Ot chciał przekonać się, czy mikstury pomogą zatrzeć w pamięci te irytujące chwile i dni niewarte zapamiętania. Spotkania z najnudniejszymi ludźmi na świecie, oczekiwania w kolejkach, absolutnie okropną lekturę, wypełnianie niepotrzebnych papierów. Nie miał zamiaru ich nadużywać, ale im był starszy, tym bardziej irytowały go takie momenty, które nie niosły ze sobą wartości, a utykały w umyśle, wiecznie żywe. – Ale jeżeli to będzie na przykład godzina, nie będę narzekał.
O nic mocniejszego nie chciał prosić. Zbyt duże ryzyko, że jeśli coś pójdzie nie tak, wymaże zbyt wiele.
Przekrzywił lekko głowę, gdy spytała, gdy się spotkali. Nie rozwinął po prawdzie pierwotnej wypowiedzi z dwóch względów. Był ciekawy, czy sobie sama przypomni (czasem ciężko było mu zrozumieć, jak ludzie mogli tak łatwo wszystko zapominać – Cathalowi, który pamiętał wszystko, zdawało się to dziwaczne). Oraz, przede wszystkim – jeżeli tak, to czy go o to zapyta.
– Trzy lata temu, Marsz Charłaków. Wpadliśmy tam na siebie – wyjaśnił dość lakonicznie.
Czekał na odpowiedź Victorii cierpliwie. Sam niekiedy zawieszał się, pochłonięty myślami i potrzebował więcej czasu na ułożenie sobie pewnych spraw w głowie, nie przeszkadzało mu więc to, że ktoś inny potrzebował chwili na zebranie myśli.
– Jak sobie życzysz, Victorio – powiedział, po czym usiadł na wskazanej kanapie. Obserwował ją, porównując widok przed sobą z tym w pamięci. Większość ludzi miała przynajmniej kilka twarzy – różnych ról, które odgrywali w zależności od sytuacji i towarzystwa. Na pewno dotyczyło to Victorii, bo tutaj miał do czynienia z elegancką panną z dobrego domu, którą z Brygadzistką ogarniającą uliczne zamieszki łączyło głównie pewne zdystansowanie.
– Najlepiej dwie, trzy godziny – poinformował. Ot chciał przekonać się, czy mikstury pomogą zatrzeć w pamięci te irytujące chwile i dni niewarte zapamiętania. Spotkania z najnudniejszymi ludźmi na świecie, oczekiwania w kolejkach, absolutnie okropną lekturę, wypełnianie niepotrzebnych papierów. Nie miał zamiaru ich nadużywać, ale im był starszy, tym bardziej irytowały go takie momenty, które nie niosły ze sobą wartości, a utykały w umyśle, wiecznie żywe. – Ale jeżeli to będzie na przykład godzina, nie będę narzekał.
O nic mocniejszego nie chciał prosić. Zbyt duże ryzyko, że jeśli coś pójdzie nie tak, wymaże zbyt wiele.
Przekrzywił lekko głowę, gdy spytała, gdy się spotkali. Nie rozwinął po prawdzie pierwotnej wypowiedzi z dwóch względów. Był ciekawy, czy sobie sama przypomni (czasem ciężko było mu zrozumieć, jak ludzie mogli tak łatwo wszystko zapominać – Cathalowi, który pamiętał wszystko, zdawało się to dziwaczne). Oraz, przede wszystkim – jeżeli tak, to czy go o to zapyta.
– Trzy lata temu, Marsz Charłaków. Wpadliśmy tam na siebie – wyjaśnił dość lakonicznie.