Czyli w wielkim skrócie powinny za wszelką cenę starać się zainteresować jak najlepsze okazy samców aby koniec końców zdecydowali się wybrać je za swoje żony. Powinny dawać z siebie 110%, stawać na głowie, być kimś innym - w skrócie tworzyć wszelkie pozory ideału. Tylko po co to wszystko? Nie lepiej było być po prostu sobą i liczyć na to, że odnajdzie się kogoś kto będzie pasował do tej normalności? No bo co po tych całych podchodach, kilku latach ślubu, jak okaże się, że dwójka osób do siebie nie pasuje bo nagle komuś przestało podobać się ta cała zabawa w ciuciubabkę.
Następnym razem powinna bardziej uważać. Taki atak na jego oczy mógł się zakończyć paniką Hjalmara i "przypadkową" przewrotką do wody. Na całe szczęście odcięcie widoku trwało tylko kilka sekund - Sugerowałaś mi dostępne opcje i jako jedną z nich akurat podałaś zostanie moją żoną? Ciekawe, ciekawe... - odparł, ewidentnie nie odpuszczając tematu, zwłaszcza widząc jej reakcję podczas tej dyskusji. I to nawet nie rozchodziło się już o to, że byli w wodzie, a raczej rzecz o której właśnie rozmawiali - Od razu, że się upierasz... Przypominam, że sama zaczęłaś ten temat... A ja go po prostu... Kontynuowałem? Ale tak zadowolony - dodał, kiwając lekko głową z niedowierzaniem. A więc jednak Pandora Nordgersim... Zawsze mogłaś zostać przy swoim nazwisku Nie powiedział jej jednak o tym, jeszcze by zmieniła zdanie i co by wtedy było.
Przez ułamek sekundy cisnęło mu się na usta aby powiedzieć, że to prędzej on ją zabije niż ta jej chora pasja do tonięcia. No bo w jaki sposób miałaby utonąć, skoro nawet nie wchodziła do morza czy jeziora? A tak to denerwowała Hjalmara, tym samym zwiększając swoje szanse na dokonanie żywota. Z drugiej zaś strony czy to by wtedy nie znaczyło, że się nim fascynuje? Znaczy nie tyle co samym Nordgersimem, co jego małym rzemykowym przyjacielem, który o dziwo też był niedźwiedziem - dokładnie tak samo jak on. Czy w takim przypadku można to było podciągnąć jednak pod fascynację Islandczykiem?
- Umiesz tylko o tym nie wiesz. Jak się wyluzowałaś to wyglądałaś jakbyś się niczym nie martwiła tylko żyła chwilą - przyznał, wspominając o tym jak siedzieli na drzewie i popalali "papierosa" we własnym akompaniamencie - Ale dzięki za poradę. Zapamiętam aby przynieść sztuczne kwiatki - zaśmiał się. Nie powinna była mu mówić tego co ma nie robić. To była zbyt oczywiste, że powie wspak aby tylko wbić tę malutką szpileczkę. Prawdę mówiąc gdyby jednak Pandora, na prawdę umarła to zachowałby te swoje ludzkie instynkty i przyniósł godny wieniec stworzony z tego co rośnie na Islandii - jako swego rodzaju hołd i pamiątka.
- No to wtedy spodziewaj się zemsty - ostrzegł ją za w czasu. Czy ona myślała, że Hjalmar by jej po prostu nie oddał i nie ugryzł z powrotem? Wtedy jednak miarka by się przebrała, a on co najmniej by się zdenerwował. W gryzieniu miał jednak przewagę - jego druga forma była bardziej dotkliwsza w tej kwestii niż on sam. Nie chciała zaczynać tej walki jako, że to musiałoby się skończyć sromotną porażką Pandory albo pyrrusowym zwycięstwem Nordgersima.
Nie rozumiał skąd ten gobliński chichot u Prewettówny. On na prawdę był w stanie to zrobić i tkwić tak przez jakiś czas. Nie miał z tym żadnego problemu - Ooo... Za znęcanie się - przedrzeźniał ją. No i co prychasz Mara? Jak ją miał traktować inaczej niż małe dziecko jak robiła takie dantejskie sceny. Zabrakło jak zwykle jednej rzeczy - tupnięcia nóżką.
- To nie jest niechęć... - zaczął się bronić, drapiąc się po szyi. To był prosty znak, który Pandora powinna dobrze kojarzyć. Złapał go lekki stresik - Tylko... Odpowiedzialność - podniósł wskazujący palec do góry jakby chciał krzyknąć "eureka!" - Nieoczekiwanego - powtórzył po niej, zastanawiając się na co ten demon właśnie wpadł. Bo nie rzucałaby takich słów na wiatr - O, o, o. Jeszcze czego! Nie było żadnych gróźb w tle, a tym bardziej terroryzmu - zaznaczył po raz kolejny broniąc się. Tym razem jednak był bardziej pewny siebie niż jeszcze chwilę temu.
- Uhuhu... Ktoś tu jest zazdrosny o Deniz... - wystawił palec w jej kierunku, a następnie się uśmiechnął od ucha do ucha. Pandora sama podała mu się jak na dłoni. A wraz ze sobą, podała mu cały pakunek szpilek - Deniz złotko... - zrobił słodką minę aby ją tylko przedrzeźniać. Bawił się w tym momencie wyśmienicie, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że lawiruje na granicy życia i śmierci, a każda kolejna sekunda tej gry zwiększa jego szansę na zostanie pogryzionym - Zauważ jedną rzecz. Deniz bym nie próbował utopić w morzu. Nie próbowałbym zrzucić z drzewa, a tym bardziej nie zaniósłbym nad fiordy... - wymienił kilka rzeczy, których rzeczywiście by nie mógł z nią zrobić z przeróżnych powodów - No i przede wszystkim musiałem coś wymyślić na szybko aby jej nie urazić, a następnie najebać temu frajerowi - dodał ale aż się zagotował na myśl o tamtym mężczyźnie. Mimowolnie wyprostował plecy, a oko mu zadrżało. Nawet pewnie pięść się lekko zgięła.
- To Ty nawet nie wiesz co Ci pakują do picia? A co jakby chcieli Cię otruć? - zasugerował, chyba dosyć absurdalny pomysł - Chyba jakieś raki, bo gin tak nie smakuje. A może wódka? - toczył batalię sam ze sobą. Bił się z własnymi myślami, próbując wykorzystać swoje długie doświadczenie z alkoholizmem, a raczej spożyciem alkoholu - koniec końców nie był alkoholikiem, a przynajmniej tak uważał. No bo przecież tygodniowe libacje to nic strasznego.
Kiedy Pandora ułożyła głowę na jego udzie, spojrzał się na nią, a następnie uniósł brew do góry - A Tobie to nie jest przypadkiem za wygodnie? - zapytał z uśmiechem na twarzy. Ona była do prawdy niedorzeczna - A jak to jest z tymi życzeniami? Jedna gwiazda spełnia tylko jedno życzenie? Czy spełnia tyle życzeń ile osób ją zobaczy i w czas wypowie swoją prośbę? - dopytał jako, że wolał znać zasady tej gry. W gruncie rzeczy nie do końca chciało mu się wierzyć, że jakiś spadający obiekt mógł cokolwiek spełnić ale skoro mógł w ten sposób spędzić trochę czasu z Prewettówną - to czemu by nie? - W sumie można by coś zjeść... - dodał, a następnie parsknął śmiechem bo wymyślił całkiem śmieszny żart. Śmieszny przynajmniej dla siebie - Ty pewnie nie będziesz głodna bo się najadłaś strachu... Hahaha - nie wytrzymał i po prostu wybuchł na swoją tragiczną wypowiedź.
Po chwili się uspokoił, a następnie przetarł oczy, ponieważ aż mu się uroniła jedna łezka z tego wszystkiego - Jak to jest, że wszystkie Twoje kuzynki aż się pchają do ślubów czy zakładania rodzin, a Ty nie? - skręcił lekko głowę w jej stroną aby móc lepiej zobaczyć jej reakcję. To była bardzo ciekawa sprawa dla Hjalmara. Jej trzy kuzynki, których imion już nawet nie pamiętał - oczywiście po za Deniz, bo ta to próbowała go tam uprowadzić - za wszelką cenę poszukiwały męża i to w tak młodym wieku.