26.05.2023, 15:03 ✶
Wewnątrz przedpokoju panowała cisza na tyle niewzruszona, że bez kłopotu wyłapał komentarz Bellatrix. Nie spodziewał się z jej strony takich słów, właściwie ubodły go, ale nie zdążył sobie tego uświadomić na tyle szybko, żeby jakkolwiek zareagować.
- Co tak cuchnie - powtórzył po niej płaskim szeptem.
Sekundę zajęło mu pojęcie, co mogła mieć na myśli. Woń terpentyny niemal nieprzerwanie spowijała ściany tego mieszkania, zdążył do nie kompletnie przywyknąć.
- Maluję - odpowiedział sucho i zagadkowo, nieświadomy tego, że dla kogoś nieobeznanego ze sztukami plastycznymi takie wytłumaczenie było zupełnie niezrozumiałe.
Gdy ostrożnie dosuwał jej krzesło do blatu, to tak naprawdę kompletnie je podniósł - nie miał siły ani ochoty radzić sobie teraz z niepotrzebnym hałasem.
- Cz-czy byłabyś tak miła i najpierw zjadła ze mną deser. Przygotowanie go zajęło mi trochę czasu. - Godziny, zajęło mu to godziny. Specjalnie wcześniej wyszedł z pracy, już o piętnastej, żeby przygotować się do tego spotkania.
Odstąpił od jej krzesła i udał się do swojego, ustawionego po przeciwnej stronie stołu. Kiedy siadał, myślał o tym, że tak naprawdę to nie beza i figi potrzebowały pięciu godzin odstania, tylko on sam; wciąż nie pozbył się rozgoryczenia, że miesiąc temu nie stawiła się na jego prywatkę.
Gdyby przyszła ona, przyszłaby też reszta. Nie zostałby wtedy na wieczór sam na sam z Oleandrem i dzień skończyłby się zupełnie inaczej. Nie wydarzyłoby się nic z tego wszystkiego, o czym musiał teraz pamiętać. Co musiał teraz znosić.
- Wszystko jest gotowe tak jak chciałaś - dodał. - Niczego to nie zmieni jeśli spędzimy razem przyjemną chwilę.
Chciał się dowiedzieć od niej jak najwięcej. Był świadomy tego, że niemal wszyscy jego znajomi zostali już wprowadzeni w szczegóły poufnych operacji. Powoli zaczynał czuć się gorszy.
- Co tak cuchnie - powtórzył po niej płaskim szeptem.
Sekundę zajęło mu pojęcie, co mogła mieć na myśli. Woń terpentyny niemal nieprzerwanie spowijała ściany tego mieszkania, zdążył do nie kompletnie przywyknąć.
- Maluję - odpowiedział sucho i zagadkowo, nieświadomy tego, że dla kogoś nieobeznanego ze sztukami plastycznymi takie wytłumaczenie było zupełnie niezrozumiałe.
Gdy ostrożnie dosuwał jej krzesło do blatu, to tak naprawdę kompletnie je podniósł - nie miał siły ani ochoty radzić sobie teraz z niepotrzebnym hałasem.
- Cz-czy byłabyś tak miła i najpierw zjadła ze mną deser. Przygotowanie go zajęło mi trochę czasu. - Godziny, zajęło mu to godziny. Specjalnie wcześniej wyszedł z pracy, już o piętnastej, żeby przygotować się do tego spotkania.
Odstąpił od jej krzesła i udał się do swojego, ustawionego po przeciwnej stronie stołu. Kiedy siadał, myślał o tym, że tak naprawdę to nie beza i figi potrzebowały pięciu godzin odstania, tylko on sam; wciąż nie pozbył się rozgoryczenia, że miesiąc temu nie stawiła się na jego prywatkę.
Gdyby przyszła ona, przyszłaby też reszta. Nie zostałby wtedy na wieczór sam na sam z Oleandrem i dzień skończyłby się zupełnie inaczej. Nie wydarzyłoby się nic z tego wszystkiego, o czym musiał teraz pamiętać. Co musiał teraz znosić.
- Wszystko jest gotowe tak jak chciałaś - dodał. - Niczego to nie zmieni jeśli spędzimy razem przyjemną chwilę.
Chciał się dowiedzieć od niej jak najwięcej. Był świadomy tego, że niemal wszyscy jego znajomi zostali już wprowadzeni w szczegóły poufnych operacji. Powoli zaczynał czuć się gorszy.