27.05.2023, 19:56 ✶
- Pokolenia uczniów Hogwartu byłyby ci bardzo wdzięczne. Do dziś nie rozumiem, czemu w ogóle trzymają w szkole posąg kogoś, kto zapisał się w historii głównie mową o tym, że wszystkich czarodziei należy zapędzić do pracy w kopalniach – mruknął Cathal. Będąc młodym i głupim, co gorsza, zgodnie z wymogami profesora, przeczytał tę cholerną mowę, i tkwiła mu w pamięci po dziś dzień. Bycie archeologiem byciem archeologiem, ale pamiętania takich bzdur naprawdę nie potrzebował.
Między innymi właśnie na takie „okazje”, kiedy zapozna się z czymś wybitnie niepotrzebnym, chciał mieć eliksir zapomnienia.
– Z tego, co mi wiadomo, mój dziadek żałował, że mu się nie udało. Wspomniał, że ten posąg pięknie wyglądałby w ogrodzie rodowej rezydencji – powiedział Cathal z kamiennym wyrazem twarzy. W większości rodzin za taki wybryk dziecko nagrodzono by wyjcem, ale Cathal albo wymyślał, albo tutaj sprawa wyglądała trochę inaczej.
Na słowa o tym, że Gryfoni to składowisko największych łobuziaków, Cathal uśmiechnął się jeszcze raz, półgębkiem, a w jego jasnych oczach na moment mignęło rozbawienie.
– Naprawdę? Ja mam wrażenie, że są tylko przy tym łobuzowaniu bardziej hałaśliwi. Myślę, że wielu Ślizgonów wymykało się nocą równie często, co przeciętni Gryfon… po prostu rzadziej dawaliśmy się złapać – skwitował, przy okazji chcący lub niechcący zdradzając, że on też był Ślizgonem. – Być może doskonale się znają i zgodnie z nowymi zasadami Domów, darzą dozgonną nienawiścią. Albo obdarzą się nią za jakiś czas. Mamy czasy, gdy sytuacja na zewnątrz sięga aż murów Hogwartu.
Cathal miał wrażenie, że ta – wedle jego kuzyna – nasilająca się rywalizacja między Gryfonami a Ślizgonami mogła po części wynikać z tego, co wyrabiał Voldemort. W Slytherinie niemal nie było szlam, za to sporo osób, które ich nie cierpiały. A teraz postawy obu stron się radykalizowały, dzieci zaś wynosiły pewne rzeczy z domów. Spotykanie się z podobnymi poglądami w dormitorium i Pokoju Wspólnym jeszcze bardziej to utrwalało.
– W takim razie dziękuję za miłą rozmowę i może kiedyś ją powtórzymy, Victorio – powiedział, posyłając jej na odchodne uśmiech. Potem wyszedł z domu, by kilka kroków za progiem aportować się pod dom w Little Hangleton.
Między innymi właśnie na takie „okazje”, kiedy zapozna się z czymś wybitnie niepotrzebnym, chciał mieć eliksir zapomnienia.
– Z tego, co mi wiadomo, mój dziadek żałował, że mu się nie udało. Wspomniał, że ten posąg pięknie wyglądałby w ogrodzie rodowej rezydencji – powiedział Cathal z kamiennym wyrazem twarzy. W większości rodzin za taki wybryk dziecko nagrodzono by wyjcem, ale Cathal albo wymyślał, albo tutaj sprawa wyglądała trochę inaczej.
Na słowa o tym, że Gryfoni to składowisko największych łobuziaków, Cathal uśmiechnął się jeszcze raz, półgębkiem, a w jego jasnych oczach na moment mignęło rozbawienie.
– Naprawdę? Ja mam wrażenie, że są tylko przy tym łobuzowaniu bardziej hałaśliwi. Myślę, że wielu Ślizgonów wymykało się nocą równie często, co przeciętni Gryfon… po prostu rzadziej dawaliśmy się złapać – skwitował, przy okazji chcący lub niechcący zdradzając, że on też był Ślizgonem. – Być może doskonale się znają i zgodnie z nowymi zasadami Domów, darzą dozgonną nienawiścią. Albo obdarzą się nią za jakiś czas. Mamy czasy, gdy sytuacja na zewnątrz sięga aż murów Hogwartu.
Cathal miał wrażenie, że ta – wedle jego kuzyna – nasilająca się rywalizacja między Gryfonami a Ślizgonami mogła po części wynikać z tego, co wyrabiał Voldemort. W Slytherinie niemal nie było szlam, za to sporo osób, które ich nie cierpiały. A teraz postawy obu stron się radykalizowały, dzieci zaś wynosiły pewne rzeczy z domów. Spotykanie się z podobnymi poglądami w dormitorium i Pokoju Wspólnym jeszcze bardziej to utrwalało.
– W takim razie dziękuję za miłą rozmowę i może kiedyś ją powtórzymy, Victorio – powiedział, posyłając jej na odchodne uśmiech. Potem wyszedł z domu, by kilka kroków za progiem aportować się pod dom w Little Hangleton.
Koniec sesji