Oczywiście, że nie mógł się pogodzić z tym, co miało się zaraz wydarzyć. Głupiec, naprawdę wierzył, że będzie w stanie poradzić sobie z Greybackiem? Zabawne, że próbował mu się wyrwać, to tylko pogorszyło sprawę. Frank okazał się być większym idiotą niż na początku myślała. Do takich wniosków doszła słysząc to, co działo się jeszcze za drzwiami. - Ani ważcie mi się ruszyć. - Postanowiła jeszcze ostrzec jego rodzin, gdyby przyszło im przez myśl zrobić coś głupiego.
Odwróciła się w stronę mężczyzn, którzy właśnie wchodzili do pomieszczenia. Na jej twarzy malował się uśmiech spowodowany głupotą Franka. Widać było, że bawiła ją ta sytuacja, że też taki karaluch jak on miał taką wolę walki. W zasadzie ponoć tak było, że te karaluchy potrafiły przetrwać wiele, jednak Bellatrix nie zamierzała pozwolić im przeżyć, miała jeden cel, bardzo jasny. Nim się kierowała.
Całkiem przyjemnie jej się obserwowało Murdocka, który bawił się tutaj równie wyśmienicie, co ona. Dobrze wiedzieć, że wizyta u Sproutów jemu również się podobała. Może jego żarty nie do końca ją bawiły, ale mieli wspólny cel, widać było, że oboju zależy na realizacji.
- Nie sądziłam, że jesteś taki głupi. - Dziewczyna ruszyła w jego kierunku, poruszała się bardzo delikatnie, była przecież drobna, filigranowa, posturą wcale nie przypominała kogoś, kto mógł wydawać się mordercą. Trzymała różdżkę w dłoni, przyłożyła mu ją do szyi i uniosła nią jego podbródek aby na nią spojrzał. - Frank już chyba dawno wyzbył się godności, prawda? - Wpatrywała się w jego oczy. Widziała w nich strach, który powodował dziką satysfakcję. Nie mogła się doczekać, aż zobaczy jego reakcję, na to jak pozbędzie się całej jego rodziny.
Machnęła różdżką, zależało jej na tym, aby Sprout nie opuszczał głowy, także niewidzialne liny trzymały ją w górze, aby się mógł przeglądać całemu przedstawieniu, które miało za chwilę nadejść. Bellatrix odwróciła się, aby wrócić do reszty rodziny, która znajdowała się przy ścianie. - i po co wam było to wszystko? - Bo chciała, żeby wiedzieli, że mogli temu zapobiec, że ich własna głupota spowodowała, że znaleźli się właśnie w tym miejscu.
Powolnym krokiem poruszała się od jednego końca pomieszczenia do drugiego, widać było, że zależy jej na tym, aby dodać temu trochę dramaturgii. Mogła ich zabić szybko, jednak czy sprawiłoby jej to taką ogromną przyjemność? Nie. - Raz, dwa, trzy, pierwszy zginiesz dzisiaj TY - Skierowała różdżkę w stronę starszego Sprouta. Nie zwlekała. Wyczarowała zaklęcie, które spowodowało, że jego ciało zacząć ogarniać fizyczny ból, pojawił się dosłownie w każdym miejscu, z zewnątrz wydawać by się mogło, że nic mu nie jest, jednak jego umysł płatał mu figle. Tak działały uroki... Za to właśnie uwielbiała tę dziedzinę magii. Mężczyzna zaczął wyć z bólu, prosił o śmierć. Nie zamierzała mu jej jednak dać od razu, nie, musiał swoje wycierpieć.
- Co się tak trzęsiesz, zaraz będzie pora na Ciebie. - Powiedziała do żony Franka. Właściwie to nie zamierzała zwlekać. Postanowiła ją sparaliżować, żeby nie mogła się ruszyć, machnęła więc ponownie różdżką i wypowiedziała zaklęcie. - Masz może ochotę dokończyć żywot żony Franka? - Zaproponowała jeszcze Murdockowi, żeby i on miał coś z życia. Ona za chwilę wróci do jego ojca, niech jednak jeszcze trochę się pomęczy.