28.05.2023, 03:39 ✶
Praktycznie czuł jego przyśpieszające tętno. Dostrzegł subtelną zmianę kształcie jego oczu i precyzyjnie wyłapał moment, w którym Oleander zorientował się, że ten jeden raz zapomniał owinąć w bawełnę. Obserwował bez emocji, jak biegiem dopija swoje wino i już wyczekiwał chwili, kiedy otworzy usta, kiedy zacznie swój monolog. Nie rozczarował się.
Z zaciśniętymi wargami słuchał drżącego słowotoku, który tym razem płynął wyjątkowo meandrycznie. Dziwiło go, jak desperacko chłopak próbował nadrobić swoje niedopatrzenie. Był w tym wszystkim kompletnie szczery, a jednak - choć mówił jedno, chodziło mu o coś zupełnie innego.
- Nie musisz mnie przepraszać - mruknął sucho i trochę za cicho, bo dalej skupiał uwagę na wypowiadanych przez niego słowach. Nie potrafił kontrolować tak wielu rzeczy na raz.
Nie chciał mu tego powiedzieć, ale był całkowicie pewny, że wolałby dalej mieszkać z rodzicami. Nie potrzebował żadnej nowej wolności, nawet nie potrafił z niej korzystać. Lubił to, że mógł wspólnie z matką doglądać domu i to, że zawsze mógł zapytać ojca o radę. Nieszczególnie rozumiał, dlaczego przyjacielowi tak mocno wadził wgląd krewnych w jego życie. Przecież z pomocą mądrości i doświadczenia starszych od siebie mógłby wyjść na prostą, mógłby zwyczajnie porzucić wszystkie te niechlubne zajęcia, w które raz po raz się angażował. Mógłby odzwyczaić się.
Zatonął we własnych myślach, ledwo zarejestrował to, że polał mu następną kolejkę. Mocną kolejkę. Odstawił brudny kieliszek i w chyboczącą dłoń złapał świeżą szklankę. Zapach gorzkiej czterdziestki zapiekł go w nos, ale nie odsunął twarzy.
- To nie ma znaczenia ile w co wkładam pracy jeśli nie przynosi ona efektów - powiedział chłodno, tym razem marszcząc lekko brwi ze złości. - Nie rozumiem co jest ze mną nie tak że wszyscy mają mnie dość.
Obrzucił Oleandra ostatnim spojrzeniem i nareszcie przytknął szklankę do ust. Odetchnął głęboko i, ignorując nasilające się mdłości, wychylił całość jednym niezgrabnym duszkiem. Myślał przy tym o szczególe, który dopiero przed chwilą zauważył - chłopak ciągle siedział taki spięty, praktycznie gotowy do ucieczki. Patrzył też na niego dziwnie, jakby starał się przewidzieć jego ruchy. Strach? Może. Na pewno męczyło go to wszystko.
Po wszystkim odkaszlnął i zaczął:
- Nie rozumiem też co jest nie tak z tobą że dalej tu ze mną jesteś. - Zamilknął na parę sekund, szukając czegoś w pamięci. - Że "nic przecież byś nie ominął okazji, aby spędzić ze mną trochę czasu."
Być może sprawdzał, czy kłamie, ale wiedział, że ciężko byłoby mu kłamać na ten temat, bo faktycznie tych okazji nie omijał. Przez lata. Wykazał zbyt dużo zaangażowania, żeby mu się to jakkolwiek opłacało.
Choć swoje martwe spojrzenie z niepokojącą determinacją utrzymywał na jego twarzy, zadawał się ogarniać wzrokiem całą jego sylwetkę. Obserwował go, jak drapieżnik ofiarę.
Z zaciśniętymi wargami słuchał drżącego słowotoku, który tym razem płynął wyjątkowo meandrycznie. Dziwiło go, jak desperacko chłopak próbował nadrobić swoje niedopatrzenie. Był w tym wszystkim kompletnie szczery, a jednak - choć mówił jedno, chodziło mu o coś zupełnie innego.
- Nie musisz mnie przepraszać - mruknął sucho i trochę za cicho, bo dalej skupiał uwagę na wypowiadanych przez niego słowach. Nie potrafił kontrolować tak wielu rzeczy na raz.
Nie chciał mu tego powiedzieć, ale był całkowicie pewny, że wolałby dalej mieszkać z rodzicami. Nie potrzebował żadnej nowej wolności, nawet nie potrafił z niej korzystać. Lubił to, że mógł wspólnie z matką doglądać domu i to, że zawsze mógł zapytać ojca o radę. Nieszczególnie rozumiał, dlaczego przyjacielowi tak mocno wadził wgląd krewnych w jego życie. Przecież z pomocą mądrości i doświadczenia starszych od siebie mógłby wyjść na prostą, mógłby zwyczajnie porzucić wszystkie te niechlubne zajęcia, w które raz po raz się angażował. Mógłby odzwyczaić się.
Zatonął we własnych myślach, ledwo zarejestrował to, że polał mu następną kolejkę. Mocną kolejkę. Odstawił brudny kieliszek i w chyboczącą dłoń złapał świeżą szklankę. Zapach gorzkiej czterdziestki zapiekł go w nos, ale nie odsunął twarzy.
- To nie ma znaczenia ile w co wkładam pracy jeśli nie przynosi ona efektów - powiedział chłodno, tym razem marszcząc lekko brwi ze złości. - Nie rozumiem co jest ze mną nie tak że wszyscy mają mnie dość.
Obrzucił Oleandra ostatnim spojrzeniem i nareszcie przytknął szklankę do ust. Odetchnął głęboko i, ignorując nasilające się mdłości, wychylił całość jednym niezgrabnym duszkiem. Myślał przy tym o szczególe, który dopiero przed chwilą zauważył - chłopak ciągle siedział taki spięty, praktycznie gotowy do ucieczki. Patrzył też na niego dziwnie, jakby starał się przewidzieć jego ruchy. Strach? Może. Na pewno męczyło go to wszystko.
Po wszystkim odkaszlnął i zaczął:
- Nie rozumiem też co jest nie tak z tobą że dalej tu ze mną jesteś. - Zamilknął na parę sekund, szukając czegoś w pamięci. - Że "nic przecież byś nie ominął okazji, aby spędzić ze mną trochę czasu."
Być może sprawdzał, czy kłamie, ale wiedział, że ciężko byłoby mu kłamać na ten temat, bo faktycznie tych okazji nie omijał. Przez lata. Wykazał zbyt dużo zaangażowania, żeby mu się to jakkolwiek opłacało.
Choć swoje martwe spojrzenie z niepokojącą determinacją utrzymywał na jego twarzy, zadawał się ogarniać wzrokiem całą jego sylwetkę. Obserwował go, jak drapieżnik ofiarę.