28.05.2023, 03:43 ✶
Lubił, gdy spojrzenia innych się na nim skupiały. Sprawiało mu to niemałą satysfakcję, nawet jeżeli oczy patrzących wypełniały pogarda, uraza bądź niezadowolenie. Uwaga była tym, czego pragnął najbardziej, a jeżeli dostawał ją od najbliższych to w jego podbrzuszu pojawiało się przyjemne uczucie ciepła, czasem rozchodziło się po całym ciele, a czasem znikało tak szybko, jak się pojawiło.
Mimo wyrzeźbionej obojętności, jaką dostrzegał na twarzy Desmonda, był w stanie rozszyfrować część jego emocji, przynajmniej tak mu się wydawało. Spędzali razem dużo czasu, a Oleander był dobym obserwatorem, nie brakowało mu pomyślunku, jeżeli się przykładał. Nauczył się odczytywać odczucia z dłużej i krócej trwającej ciszy, z intensywności spojrzenia. Pomimo negatywnego echa, nacisku, który odczuwał w lodowatym spojrzeniu obojętności, jego ciało wciąż przyklaskiwało w rytm tej, z pozoru trywialnej, a w dalszych skutkach możliwe, że niebezpiecznej, grze, wręcz krzycząc ‘nie odrywaj ode mnie wzroku’.
– Wiem – odparł zaskakująco pewnie jak na presję, pod którą wydawał się być – Dlatego nie przepraszam, a wyjaśniam.
W drugiej kolejności nalał trunku też sobie, podobną ilość, bo nigdy nie próżnował z używkami. Lubił poczuć się błogo, zwłaszcza w momentach, gdy sama pewność siebie nie wystarczała, a podekscytowanie mieszało się niebezpiecznie ze stresem.
Cieszył się, że przed kolejnymi słowami Malfoya wychylił mocny trunek dwoma, sporymi łykami. Młode, wprawione w alkoholowych libacjach ciało, doznało tylko lekkiego szoku, o mdłościach nie było mowy. Te pojawią się dopiero wraz z mroczkami przed oczyma, jeżeli wypije parę kolejnych szklaneczek. Słowa przyjaciela sprawiły, że zmarszczył brwi, odrobinę urażony. Jak mógł wątpić w prawdziwość jego intencji?
– Nie sądzę, że wszyscy mają cię dość – przesunął palcem wskazującym po krawędzi szklanki, czując jak malutkie kropelki alkoholu wsiąkają mu w skórę. Przekręcił delikatnie głowę, sprawiając, że dłuższe z loków opadły mu na ramię.
– Lubię cię. Po prostu. Nie ma w tym żadnej skomplikowanej filozofii Des, wzbudzasz we mnie pozytywne uczucia, więc chcę z tobą spędzać czas. Lubię patrzeć jak rysujesz, jak się na czymś skupiasz, oddajesz się jakiejś czynności. Lubię z tobą rozmawiać, analizować niektóre rzeczy. Sprawiasz, że czuję się – serce zabiło mu mocniej, bo chciał powiedzieć ‘chciany’ – komfortowo. Nie czujesz się w ten sposób w moim towarzystwie? – odpowiedział kontrą, coby nie być jedyną osobą, której ‘wiarygodność’ jest podważana. Satysfakcjonowało go obsypywanie Desmonda komplementami, acz nie tylko na tym ich relacja mogła się opierać.
Wziął ze sobą gin oraz pustą szklankę i usiadł z powrotem na kanapie. Wyciągnął szyjkę butelki, aby nalać przyjacielowi kolejną porcję alkoholu.
– Trochę tych butelek zostało, nie można dać się im zmarnować – w jego oczach zamigotały ogniki filuterności, lubił się dobrze bawić przy alkoholu. Właściwie tak spędzał większość swoich wieczorów.
Mimo wyrzeźbionej obojętności, jaką dostrzegał na twarzy Desmonda, był w stanie rozszyfrować część jego emocji, przynajmniej tak mu się wydawało. Spędzali razem dużo czasu, a Oleander był dobym obserwatorem, nie brakowało mu pomyślunku, jeżeli się przykładał. Nauczył się odczytywać odczucia z dłużej i krócej trwającej ciszy, z intensywności spojrzenia. Pomimo negatywnego echa, nacisku, który odczuwał w lodowatym spojrzeniu obojętności, jego ciało wciąż przyklaskiwało w rytm tej, z pozoru trywialnej, a w dalszych skutkach możliwe, że niebezpiecznej, grze, wręcz krzycząc ‘nie odrywaj ode mnie wzroku’.
– Wiem – odparł zaskakująco pewnie jak na presję, pod którą wydawał się być – Dlatego nie przepraszam, a wyjaśniam.
W drugiej kolejności nalał trunku też sobie, podobną ilość, bo nigdy nie próżnował z używkami. Lubił poczuć się błogo, zwłaszcza w momentach, gdy sama pewność siebie nie wystarczała, a podekscytowanie mieszało się niebezpiecznie ze stresem.
Cieszył się, że przed kolejnymi słowami Malfoya wychylił mocny trunek dwoma, sporymi łykami. Młode, wprawione w alkoholowych libacjach ciało, doznało tylko lekkiego szoku, o mdłościach nie było mowy. Te pojawią się dopiero wraz z mroczkami przed oczyma, jeżeli wypije parę kolejnych szklaneczek. Słowa przyjaciela sprawiły, że zmarszczył brwi, odrobinę urażony. Jak mógł wątpić w prawdziwość jego intencji?
– Nie sądzę, że wszyscy mają cię dość – przesunął palcem wskazującym po krawędzi szklanki, czując jak malutkie kropelki alkoholu wsiąkają mu w skórę. Przekręcił delikatnie głowę, sprawiając, że dłuższe z loków opadły mu na ramię.
– Lubię cię. Po prostu. Nie ma w tym żadnej skomplikowanej filozofii Des, wzbudzasz we mnie pozytywne uczucia, więc chcę z tobą spędzać czas. Lubię patrzeć jak rysujesz, jak się na czymś skupiasz, oddajesz się jakiejś czynności. Lubię z tobą rozmawiać, analizować niektóre rzeczy. Sprawiasz, że czuję się – serce zabiło mu mocniej, bo chciał powiedzieć ‘chciany’ – komfortowo. Nie czujesz się w ten sposób w moim towarzystwie? – odpowiedział kontrą, coby nie być jedyną osobą, której ‘wiarygodność’ jest podważana. Satysfakcjonowało go obsypywanie Desmonda komplementami, acz nie tylko na tym ich relacja mogła się opierać.
Wziął ze sobą gin oraz pustą szklankę i usiadł z powrotem na kanapie. Wyciągnął szyjkę butelki, aby nalać przyjacielowi kolejną porcję alkoholu.
– Trochę tych butelek zostało, nie można dać się im zmarnować – w jego oczach zamigotały ogniki filuterności, lubił się dobrze bawić przy alkoholu. Właściwie tak spędzał większość swoich wieczorów.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦