28.05.2023, 04:03 ✶
Dziwnie przyjemnie było mu patrzeć, jak Oleander reaguje na jego spojrzenie. Nie spodziewał się tego, że tak godnie zniesie presję. Imponowało mu to, ale też budziło w nim frustrację. Co takie zachowanie tak naprawdę znaczyło? Nie miał pojęcia, przynajmniej nie w tej chwili. Zdawało się, że chłopak w pewien sposób odżył, gdy doświadczył jego subtelnej groźby. Coś było nie tak. Czy bawiło go to wszystko? Czy to był żart? Czuł, jak spinają mu się mięśnie, jak bezwiednie zaciska zęby. Próbował spojrzeć na to wszystko trzeźwo i pamiętać o litrach trunków, które zdążył w siebie dzisiaj wlać... ale chciał go uderzyć. Chciał strzelić go w pysk, żeby przywołać go do porządku. Zupełnie tak, jak kota.
Nie zamierzał teraz pić; postawił pustą szklankę na brzegu blatu i patrzył w nią, gorliwie śledził rozszczepiające się na jej dnie refleksy światła. Mieniły się złudnie mnogością radosnych kolorów. Tak ostrych, tak wyraźnych, jednak kompletnie efemerycznych - wystarczyło lekko przechylić szkło, żeby przestały istnieć. Żeby zdechły. Był pod wrażeniem tego, jak świetnie reprezentowały słodkie komplementy Oleandra, którymi właśnie go obdarowywał. Miałki proch, gazeta przetransmutowana w chleb, wypiękniona atrapa, wabik.
Odetchnął ciężko i znowu spojrzał na przyjaciela, na samym starcie wbijając wzrok w jego oczy. Pomimo widocznego w nich stresu, lśniły radośnie, tak jak zwykle. On zawsze to robił, zawsze taki był. To była jego technika, ale przecież wiedział doskonale, że Desmond znał ją. Drażnił go tylko, że po raz kolejny próbuje na nim tego samego. Nie był przecież głupi, żeby popełniać te same błędy. Może próbował go tym obrazić?
- Nie powinienem cię uderzyć prawda - rzekł znudzony, po dłuższym milczeniu, zupełnie ignorując jego pytanie. - Nawet jeśli wiem że coś kombinujesz.
Nie zamierzał teraz pić; postawił pustą szklankę na brzegu blatu i patrzył w nią, gorliwie śledził rozszczepiające się na jej dnie refleksy światła. Mieniły się złudnie mnogością radosnych kolorów. Tak ostrych, tak wyraźnych, jednak kompletnie efemerycznych - wystarczyło lekko przechylić szkło, żeby przestały istnieć. Żeby zdechły. Był pod wrażeniem tego, jak świetnie reprezentowały słodkie komplementy Oleandra, którymi właśnie go obdarowywał. Miałki proch, gazeta przetransmutowana w chleb, wypiękniona atrapa, wabik.
Odetchnął ciężko i znowu spojrzał na przyjaciela, na samym starcie wbijając wzrok w jego oczy. Pomimo widocznego w nich stresu, lśniły radośnie, tak jak zwykle. On zawsze to robił, zawsze taki był. To była jego technika, ale przecież wiedział doskonale, że Desmond znał ją. Drażnił go tylko, że po raz kolejny próbuje na nim tego samego. Nie był przecież głupi, żeby popełniać te same błędy. Może próbował go tym obrazić?
- Nie powinienem cię uderzyć prawda - rzekł znudzony, po dłuższym milczeniu, zupełnie ignorując jego pytanie. - Nawet jeśli wiem że coś kombinujesz.