28.05.2023, 04:07 ✶
Zabawa była motywem przewodnim jego życia. Nawet w najgorszych i najcięższych momentach starał się znaleźć element, który będzie sprawiał mu satysfakcję. Taki już był, gonił za spełnieniem, czy to w kontekście cielesności, czy ogólnego istnienia. Nie był pewien co to dokładnie znaczyło, jeszcze nie, ale zdawał się podążać za meandrami wyżłobionych przyjemnością dreszczy. Tu i teraz - to się liczyło, o konsekwencjach pomyśli później.
Odrobinę zasmucił go brak reakcji, głównie dlatego że nie wszystkie komplementy, jakie mu prawił były zbudowanymi z papieru zamkami. Faktycznie go lubił, a satysfakcję sprawiało mu patrzeć jak w spokoju skupia się nad rysunkiem, jak czasami napina mięśnie, aby nakreślić coś pod innym kątem.
Westchnął ciężko widząc, że Malfoy jak na razie kompanem do drinka nie będzie. Teatralnym ruchem zabrał butelkę i nalał trunek do swojej szklanki. Odstawił gin na stolik z głuchym stuknięciem, które rozeszło się po chłodnym, zabrudzonym naczyniami i naruszonymi słodkościami pomieszczeniu.
Odczuwał niemą frustrację, znał jej wibracje z dni, które spędzali ze sobą jeszcze zanim zostali oddelegowani do Hogwartu. Spięte mięśnie sprawiły, że przełknął ślinę, zaschło mu w ustach, nie był w stanie oderwać od niego spojrzenia. To jak Desmond traktował koty jednocześnie go ekscytowało i przerażało. Sam nie lubił krzywdzić zwierząt, ale wszystko, co czynił Malfoy wydawało mu się po prostu sensowne, w niewyjaśniony sposób pociągające. Podświadoma myśl, że mógłby stanąć w trajektorii jego faktycznej złości wcale go nie odrzucała. Bał się, ale strach wzbudzał kolejne, pozytywne uczucie, którego nie chciał aktualnie nazywać. Pozwolił sobie na zamoczenie ust w szklance z mocnym alkoholem. Tym razem wychylił jedynie połowę zawartości.
Brak odpowiedzi wcale go nie zdziwił, ale zawód odbił się na jego twarzy zaciśnięciem ust. Był podskórnie niezadowolony, ale treść wypowiedzi przyjaciela sprawiła, że ekscytacja przebiła się swoimi igłami przez negatywne odczucie.
Co z tego, że nie odpowiedział skoro wciąż prowadził rozmowę? Chciał go dotknąć.
– Może właśnie powinieneś, żeby zobaczyć co się stanie ? – zapytał enigmatycznie.
Nie mógł przed sobą ukryć, że interesowała go reakcja blondyna na to pytanie, ale nie był to jedyny powód, dla którego je zadał. Jeżeli Desmond był zdenerwowany, chciał mu ulżyć, a jeżeli pozwoleniem na uderzenie miał mu w tym pomóc, to na pewno by na to przystał.
– Ale nie, nic nie kombinuję, chcę po prostu żebyś poczuł się trochę lepiej.
Odrobinę zasmucił go brak reakcji, głównie dlatego że nie wszystkie komplementy, jakie mu prawił były zbudowanymi z papieru zamkami. Faktycznie go lubił, a satysfakcję sprawiało mu patrzeć jak w spokoju skupia się nad rysunkiem, jak czasami napina mięśnie, aby nakreślić coś pod innym kątem.
Westchnął ciężko widząc, że Malfoy jak na razie kompanem do drinka nie będzie. Teatralnym ruchem zabrał butelkę i nalał trunek do swojej szklanki. Odstawił gin na stolik z głuchym stuknięciem, które rozeszło się po chłodnym, zabrudzonym naczyniami i naruszonymi słodkościami pomieszczeniu.
Odczuwał niemą frustrację, znał jej wibracje z dni, które spędzali ze sobą jeszcze zanim zostali oddelegowani do Hogwartu. Spięte mięśnie sprawiły, że przełknął ślinę, zaschło mu w ustach, nie był w stanie oderwać od niego spojrzenia. To jak Desmond traktował koty jednocześnie go ekscytowało i przerażało. Sam nie lubił krzywdzić zwierząt, ale wszystko, co czynił Malfoy wydawało mu się po prostu sensowne, w niewyjaśniony sposób pociągające. Podświadoma myśl, że mógłby stanąć w trajektorii jego faktycznej złości wcale go nie odrzucała. Bał się, ale strach wzbudzał kolejne, pozytywne uczucie, którego nie chciał aktualnie nazywać. Pozwolił sobie na zamoczenie ust w szklance z mocnym alkoholem. Tym razem wychylił jedynie połowę zawartości.
Brak odpowiedzi wcale go nie zdziwił, ale zawód odbił się na jego twarzy zaciśnięciem ust. Był podskórnie niezadowolony, ale treść wypowiedzi przyjaciela sprawiła, że ekscytacja przebiła się swoimi igłami przez negatywne odczucie.
Co z tego, że nie odpowiedział skoro wciąż prowadził rozmowę? Chciał go dotknąć.
– Może właśnie powinieneś, żeby zobaczyć co się stanie ? – zapytał enigmatycznie.
Nie mógł przed sobą ukryć, że interesowała go reakcja blondyna na to pytanie, ale nie był to jedyny powód, dla którego je zadał. Jeżeli Desmond był zdenerwowany, chciał mu ulżyć, a jeżeli pozwoleniem na uderzenie miał mu w tym pomóc, to na pewno by na to przystał.
– Ale nie, nic nie kombinuję, chcę po prostu żebyś poczuł się trochę lepiej.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦