28.05.2023, 04:10 ✶
Widział po nim tak wyraźnie, tak dotkliwie, że wcale nie czuł się w jego towarzystwie komfortowo. Już nie chodziło o same oczy, o samą twarz; całe jego ciało niemal drżało od stresu. Mógłby się założyć, że gdyby złapał go teraz za rękę, to poczułby, że jego serce pędzi zbyt szybko, aby zdolny był do chociaż jednej spokojnej myśli.
I to był fakt - on nie miał ani jednej spokojnej myśli. Wiedział, że coś było nie tak i trwał w terrorze tej obserwacji. Desmond nie był w stanie jeszcze odgadnąć, czy chłopak rozumiał, że to wszystko działo się przez niego, że to była jego wina, ale miał nadzieję, że szybko to pojmie.
Dlaczego wzdychał, dlaczego pił, dlaczego patrzył w przestrzeń? Tyle gestów, tyle szumu, wszystko bez treści, odwracał swoją własną uwagę od tego, co faktycznie się teraz liczyło. Nie ugładzi go niczym poza prawdą.
Nie wiedział, czy faktycznie udzielił mu pozwolenia, czy tylko go prowokował. Nie miał czasu o tym myśleć, wystarczył ułamek sekundy, żeby jego ciało zalało przyjemne ciepło. Sapnął z trudem, nagle ciężej było mu oddychać. Później poderwał się gwałtownie z kanapy i zamaszyście wymierzył cios, nie szczędził siły. W jego oczach lśniła szczera ekscytacja, gdy posyłał pięść w kierunku łba ofiary.
Chciał zobaczyć jego ból. Chciał go usłyszeć. Nie chodziło o krew, chodziło o łzy. O strach.
Był taki pijany.
I to był fakt - on nie miał ani jednej spokojnej myśli. Wiedział, że coś było nie tak i trwał w terrorze tej obserwacji. Desmond nie był w stanie jeszcze odgadnąć, czy chłopak rozumiał, że to wszystko działo się przez niego, że to była jego wina, ale miał nadzieję, że szybko to pojmie.
Dlaczego wzdychał, dlaczego pił, dlaczego patrzył w przestrzeń? Tyle gestów, tyle szumu, wszystko bez treści, odwracał swoją własną uwagę od tego, co faktycznie się teraz liczyło. Nie ugładzi go niczym poza prawdą.
Nie wiedział, czy faktycznie udzielił mu pozwolenia, czy tylko go prowokował. Nie miał czasu o tym myśleć, wystarczył ułamek sekundy, żeby jego ciało zalało przyjemne ciepło. Sapnął z trudem, nagle ciężej było mu oddychać. Później poderwał się gwałtownie z kanapy i zamaszyście wymierzył cios, nie szczędził siły. W jego oczach lśniła szczera ekscytacja, gdy posyłał pięść w kierunku łba ofiary.
Chciał zobaczyć jego ból. Chciał go usłyszeć. Nie chodziło o krew, chodziło o łzy. O strach.
Był taki pijany.