28.05.2023, 05:02 ✶
Nawet jeżeli nie byłby nękany echem odczuwanego przed chwilą przerażenia i tak nie wyciągnąłby w jego stronę ręki. Nie przysunąłby się i nie naruszył bariery, którą blondyn nawykł się otaczać, gdy świat zewnętrzny zdawał się być za dużym ciężarem, w różnym tego stwierdzenia znaczeniu. Przynajmniej nie teraz, gdy wcale nie chciał go prowokować, a zrozumieć, ułożyć w jakimś sensownym porządku rozrzucone po planszy wieczora akty dokonane i te tylko pomyślane.
Wciągnął powietrze nosem, czując, że gdy rusza ustami zaczyna boleć go szczęka. Ciężkość osadzona na klatce piersiowej nie odeszła, nawet gdy wypuścił powietrze ustami, pozwalając mu płynąć między wargami najdelikatniej jak potrafił. Dopiero teraz docierała do niego siła paniki, którą odczuł, bądź wciąż odczuwał - nie był pewny. Zdezorientowanie podkusiło o sięgnięcie ręką po butelkę wina - otwartą, w połowie pustą. Wypił pare dużych łyków, korzystając z tego, że mniej procentowy trunek nie piekł aż tak w podniebienie. Kwaśny smak jasnych winogron rozlał mu się w żołądku, acz miała minąć jeszcze chwila nim ponownie omami zmysły.
Przygarbił się, nie będąc w stanie podtrzymać swojej zwyczajowej postury, wciąż się trzęsąc, chociaż pewny chwyt szkła odrobine mu pomógł, aby przywrócić choć częściową kontrolę nad zmysłami.
Słowa Desmonda dotarły do niego jakby zza ściany czy okna, jakby wołał go z innego świata, znad tafli wody, pod którą Crouch próbował złapać oddech.
Mimo bólu i przerażenia nie potrafił pozbyć się ostrego smaku podniecenia, który towarzyszył całej sytuacji, przelewał się w słodkość satysfakcji, a potem w gorycz niedopełnienia.
– Powiedz mi czego najbardziej pragniesz. Nie mówię tu o chwilowych zachciankach, o zaspokojeniu się półśrodkami. Chcę wiedzieć, czego pożądasz całym swoim istnieniem. Czy to to nie pozwala odstawić ci butelki z ginem? – możliwe, że zabrzmiał dramatycznie, ale wciąż był roztrzęsiony, w połowie pijany alkoholem, a w połowie swoim stanem, rozkruszonym na milion małych uczuć, sprzecznych, układających się w sieć szaleńczego pędu.
Wciągnął powietrze nosem, czując, że gdy rusza ustami zaczyna boleć go szczęka. Ciężkość osadzona na klatce piersiowej nie odeszła, nawet gdy wypuścił powietrze ustami, pozwalając mu płynąć między wargami najdelikatniej jak potrafił. Dopiero teraz docierała do niego siła paniki, którą odczuł, bądź wciąż odczuwał - nie był pewny. Zdezorientowanie podkusiło o sięgnięcie ręką po butelkę wina - otwartą, w połowie pustą. Wypił pare dużych łyków, korzystając z tego, że mniej procentowy trunek nie piekł aż tak w podniebienie. Kwaśny smak jasnych winogron rozlał mu się w żołądku, acz miała minąć jeszcze chwila nim ponownie omami zmysły.
Przygarbił się, nie będąc w stanie podtrzymać swojej zwyczajowej postury, wciąż się trzęsąc, chociaż pewny chwyt szkła odrobine mu pomógł, aby przywrócić choć częściową kontrolę nad zmysłami.
Słowa Desmonda dotarły do niego jakby zza ściany czy okna, jakby wołał go z innego świata, znad tafli wody, pod którą Crouch próbował złapać oddech.
Mimo bólu i przerażenia nie potrafił pozbyć się ostrego smaku podniecenia, który towarzyszył całej sytuacji, przelewał się w słodkość satysfakcji, a potem w gorycz niedopełnienia.
– Powiedz mi czego najbardziej pragniesz. Nie mówię tu o chwilowych zachciankach, o zaspokojeniu się półśrodkami. Chcę wiedzieć, czego pożądasz całym swoim istnieniem. Czy to to nie pozwala odstawić ci butelki z ginem? – możliwe, że zabrzmiał dramatycznie, ale wciąż był roztrzęsiony, w połowie pijany alkoholem, a w połowie swoim stanem, rozkruszonym na milion małych uczuć, sprzecznych, układających się w sieć szaleńczego pędu.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦