28.05.2023, 06:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 17:32 przez Oleander Crouch.)
O spotkaniu dowiedział się przypadkiem. Nie, nie o tym Śmierciożerców, a tym mugolackim. Wiedział, że grono, które się zbierze nie będzie obfitować w czarodziejów czystej krwi, bo też taki miał być charakter libacji - zakończenie szkoły i rozmowy o trudach życia w świecie, który jeszcze 7 lat temu był im obcy. Po co w takim razie w ogóle do niego przychodzili? Według Oleandra wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby krew brudna nie mieszała się z tą czystą i właśnie dlatego zdecydował się też wziąć udział w całej akcji. Korzystając z uroku metamorfomagii, dzięki której mógł wyglądać jak tylko zapragnie, jeżeli jego zdolności w transmutacji akurat nie wywinęłyby mu psikusa, zmienił swój wygląd - na wszelki wypadek, maska przecież nie jest niezniszczalna. Ruszył w kierunku umówionego miejsca. Rzucone na kieszeń szaty zaklęcie zwiększająco-zmniejszajace pozwoliło mu na założenie ciemnej peleryny z kapturem w odpowiednim momencie, a do tego srebrnej maski z grawerowaniami, dziurami na oczy i usta. Przywdział ten strój dopiero, gdy zbliżał się do polany, nad którą wisiał znajomy mroczny znak.
Postawił pierwsze kroki obok swoich towarzyszy parenaście sekund po godzinie dwudziestej drugiej.
– Będzie nas tylko trójka? – zapytał, widząc, ze ma do czynienia tylko z dwójką zakapturzonych śmierciożerców. Strzepnął z ramienia gałązkę buszu, wyciągając też jego kawałek z aktualnie blond włosów. Wolał nie ryzykować i przybrał wygląd osoby, jaka wyglądała całkowicie inaczej niż on sam - nie był to nikt szczególny, ot człowiek bez imienia kiedyś widziany w gazecie.
Postawił pierwsze kroki obok swoich towarzyszy parenaście sekund po godzinie dwudziestej drugiej.
– Będzie nas tylko trójka? – zapytał, widząc, ze ma do czynienia tylko z dwójką zakapturzonych śmierciożerców. Strzepnął z ramienia gałązkę buszu, wyciągając też jego kawałek z aktualnie blond włosów. Wolał nie ryzykować i przybrał wygląd osoby, jaka wyglądała całkowicie inaczej niż on sam - nie był to nikt szczególny, ot człowiek bez imienia kiedyś widziany w gazecie.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦