28.05.2023, 06:16 ✶
Czuł, jak pośpiesznie wypity gin nareszcie uderzył. Drętwiały mu palce, usta, język i gorąco mu było, ale ogarniał go coraz większy spokój. Zaczynał być senny, dziwnie lekki. Nic nie wydawało mu się w pełni realne, wszystkie wydarzenia z tego wieczoru zaczynały tracić na znaczeniu, bez względu na to, jak bardzo były ekstremalne.
Poczuł lekką ulgę, kiedy usłyszał jego pytanie. Zaproponował tę grę tylko dlatego, że chciał (że potrzebował) opowiedzieć mu właśnie o tym, ale nie potrafił sam się przełamać.
Krótką chwilę zastanawiał się jeszcze, czy aby na pewno Oleander nie miał teraz na myśli kwestii Mayi Chang, ale przecież wiedział o niej wystarczająco, słuchał o niej przez lata. Znał jednak wyłącznie bezpieczną, znacząco okrojoną wersję wydarzeń.
- Pożądam. Śmierci. - Z trudem artykułował słowa, zupełnie nie kontrolował tonu głosu. - Chcę poczuć jak umierasz i tak właśnie to nie pozwala mi. Jej odstawić.
Wtedy w końcu znowu spojrzał na niego. Z jednym okiem przymkniętym walczył z zawrotami głowy, żeby móc przyglądać się jego mimice z tym samym beznamiętnym chłodem, co zawsze. To było skrajnie nieodpowiedzialne z jego strony, ale miał w sobie trochę nadziei, że Oleander zareaguje szokiem. Mógłby przynajmniej porozkoszować się jego strachem, skoro i tak nie istniało ani jedno dobre rozwiązanie tej sytuacji.
Mdliło go coraz mocniej; ostrożnie pochylił się do przodu i wyciągnął chwiejnie dłoń po możliwie największe puste naczynie stojące na skraju ławy. Okazała się być nim zwykła szklanka. Ledwie parę razy w życiu miał okazję wymiotować, nigdy jeszcze do cholernej szklanki.
- Bardzo. Kwieciście. Zadałeś to pytanie - mruknął gorzko. - Musiałeś wiązać duże nadzieje z odpowiedzią na nie.
Miał ochotę go przeprosić, ale uznanie istnienia swojego błędu to było wszystko, na co było go teraz stać.
Poczuł lekką ulgę, kiedy usłyszał jego pytanie. Zaproponował tę grę tylko dlatego, że chciał (że potrzebował) opowiedzieć mu właśnie o tym, ale nie potrafił sam się przełamać.
Krótką chwilę zastanawiał się jeszcze, czy aby na pewno Oleander nie miał teraz na myśli kwestii Mayi Chang, ale przecież wiedział o niej wystarczająco, słuchał o niej przez lata. Znał jednak wyłącznie bezpieczną, znacząco okrojoną wersję wydarzeń.
- Pożądam. Śmierci. - Z trudem artykułował słowa, zupełnie nie kontrolował tonu głosu. - Chcę poczuć jak umierasz i tak właśnie to nie pozwala mi. Jej odstawić.
Wtedy w końcu znowu spojrzał na niego. Z jednym okiem przymkniętym walczył z zawrotami głowy, żeby móc przyglądać się jego mimice z tym samym beznamiętnym chłodem, co zawsze. To było skrajnie nieodpowiedzialne z jego strony, ale miał w sobie trochę nadziei, że Oleander zareaguje szokiem. Mógłby przynajmniej porozkoszować się jego strachem, skoro i tak nie istniało ani jedno dobre rozwiązanie tej sytuacji.
Mdliło go coraz mocniej; ostrożnie pochylił się do przodu i wyciągnął chwiejnie dłoń po możliwie największe puste naczynie stojące na skraju ławy. Okazała się być nim zwykła szklanka. Ledwie parę razy w życiu miał okazję wymiotować, nigdy jeszcze do cholernej szklanki.
- Bardzo. Kwieciście. Zadałeś to pytanie - mruknął gorzko. - Musiałeś wiązać duże nadzieje z odpowiedzią na nie.
Miał ochotę go przeprosić, ale uznanie istnienia swojego błędu to było wszystko, na co było go teraz stać.