Tak już miała, nie byłaby sobą, gdyby nie wspominała o przyszłej współpracy właśnie w ten sposób. Trixie nie należała do pokornych osób, ba zdecydowanie jej tej cechy brakowało. Jeśli nie od niego, to uzyska tę pomoc od kogoś innego, takie miała podejście. Zamierzał się fochać, demonstrować swoje niezadowolenie spowodowane nieodpowiednim zachowaniem panny Black? Cóż, nie omieszka poruszyć tego na głos.
Widziała, że się nie poddawał. Nałożył i jej tą cholerną bezę. Na sam widok potrafiła stwierdzić, że jest słodka, przeokropnie słodka. Wolała jej nie próbować, bo ten smak zapewne będzie jej towarzyszył do późnego wieczora. - Myślę, że nie jesteś odpowiednią osobą, która powinna się martwić o Rodolphusa i inne przyziemne przyjemności. - sięgnęła po widelczyk i zaczęła nim dzielić ciasto na talerzyku. Ani jeden kawałek jednak nie znalazł się w jej ustach, bardziej bawiła się tym jedzeniem po prostu.
- Uch, co ty właściwie wiesz o życiu? - Ponownie przeniosła wzrok znad talerza na jego twarz. - Rozsądek jest jedynie blokadą, kiedy się go pozbędziesz nie ma granic, możesz zrobić wszystko, poczuć, że naprawdę żyjesz. - Nadal zamierzała brnąć w dzielenie się swoją opinią. Nie skończyła tematu. Widziała, że zupełnie nie rozumie jej podejścia, ale mogła się tego spodziewać. Mało kto był w stanie je zrozumieć. Większość ludzi nie była na tyle odważna, żeby postępować w ten sposób, kierowali się dziwnymi pobudkami. Zupełnie niepotrzebnie.
- Wspominał o tym, że lubi ze mną współpracować? - Te słowa zmieniły nieco jej podejście, zaciekawiły ją. Interesowało ją, co opowiadał o niej młody Crouch w kuluarach. Niedobrze by było, gdyby plótł zbyt wiele. Desmond mógł zauważyć, że niebieskie oczy Trixie zaczęły błyszczeć, chciała go pociągnąć za język, jednak jak na razie jeszcze się powstrzymała.