Nie udało mu się być dyskretnym, Carrowowi zdecydowanie brakowało delikatności, ogłady również, czego nie dało się nie zauważyć. Był zły na siebie, że nie potrafił przemykać w ciemności niezauważony. Teraz jednak nie było już odwrotu musiał się zmierzyć z konsekwencjami, nie zamierzał uciekać. Skoro już został dostrzeżony to postanowił skonfrontować się z tym drugim osobnikiem, który pojawił się w tym miejscu.
Podszedł bliżej, wtedy zobaczył, że mężczyzna był młodszy niż mu się z początku wydawało. Może nawet młodszy od niego. Nie wyglądał na jednego z tutejszych pracowników. Jakie mogło być prawdopodobieństwo, że spotka tutaj kogoś podobnego sobie? Może nie był jedyną osobą, która lubiła grzebać w śmieciach. Było to raczej niezbyt częste zainteresowanie, szczególnie wśród czarodziejów. Wydawało mu się, że może mieć do czynienia z mugolem, to wydawało się być bardziej możliwe niżeli spotkanie kogoś podobnego sobie.
Cześć. - Pozwolił sobie na mniej oficjalne przywitanie. Wydawało mu się, że to pozwoli zmniejszyć dystans, może też wprowadzi nieco rozluźnienia do tej pogawędki. - Jestem cały i zdrowy, dziękuję za troskę. - Nie miał pojęcia z czego wynikało pytanie, może był po prostu całkiem miłym młodzieńcem?
- Spaceruję. - No bo co miał mu powiedzieć, że wynosi z wysypiska skarby? Tak od razu, no nie. Nie mógł sobie pozwolić na aż taka bezpośredniość. - Bardzo urokliwe jest to miejsce nocą, oświetlone przez księżyc. - Romantyk się znalazł. - Masz podobne odczucia? - Musiał się przecież dowiedzieć, co on tutaj robi, ale nie sadził, żeby udzielił mu tej odpowiedzi tak po prostu.