Pytanie, które zadała było dosyć istotne. W końcu potrzebowała uzyskać jak najwięcej informacji, aby wpasować się w gust matki Borgina. Znała ją nieco, jednak nie na tyle, aby móc stwierdzić co mogłoby się jej spodobać. Ich rozmowy były bardziej typowo grzecznościowe, niżeli z tych szczerych. Przynajmniej Stella nie do końca otwierała się przed panią Borgin. Zresztą ich znajomość rozpoczęła się od kłamstwa. Nadal trochę miała do siebie wyrzuty, że nie mówiła jej prawdy. Mniejsza o to, że z czasem ta gra zaczęła zmieniać się w rzeczywistość, czy mogła więc założyć, że wcale nie było to kłamstwem? Może tak, może wcale nie powinna się obwiniać.
- Moździerz do ucierania... Na pewno może w ten sposób wyładować swoje negatywne emocje, nie ma co. - Oczami wyobraźni potrafiła sobie zwizualizować sobie zdenerwowaną matkę Stanleya która tarła zioła, aby pozbyć się złości. Było to nawet zabawne. - Nie sądzę jednak, żeby moździerz był idealnym motywem obrazu dla matki. - Miała wrażenie, że było to zdecydowanie zbyt ogólnikowe, jakby mężczyzna stojący przed nią wcale jej nie znał, nie wiedział, co ją uszczęśliwia. Sama Stella pewnie by się wkurzyła gdyby dostała coś takiego będąc na jej miejscu.
- Tak, to dosyć przewidywalny wybór. Nic wyjątkowego, jednak trudno jest mi stwierdzić, co może być lepsze. Nie znam jej na tyle. - Czasem te najprostsze opcje były najbezpieczniejsze. Avery nie należała do osób, które specjalnie lubiły ryzykować, dlatego właśnie to zaproponowała.
Najwyraźniej wszystkie propozycje Stelli zostały odrzucone. Nie do końca jej się to podobało, bo naprawdę próbowała wpasować się w gust pani Borgin. Stanley jednak dosyć szybko negował każdy jej pomysł. Na twarzy Avery mógł zobaczyć zalążek irytacji, no bo przecież próbowała. Starała się znaleźć coś odpowiedniego, a jemu nic nie odpowiadało. Westchnęła ciężko, nie było to wszystko jednak takie proste, jak mogło się wydawać na początku. Czyżby Borgin miał się okazać jednym z tych bardziej kapryśnych klientów? Kto by się tego spodziewał. Na pewno nie ona. Nie sądziła, że będzie miał aż tak ogromne oczekiwania.
Obserwowała go, kiedy przemierzał jej salon w tę i nazad. Najwyraźniej jemu również sprawiało to trochę problemu. Dobrze, nie tylko ona powinna się martwić tym tematem, w końcu chodziło o jego matkę, to on powinien znać ją najlepiej, czyż nie?
Nagle dostał olśnienia. Nie dało się nie zauważyć tej żaróweczki, która zaświeciła się nad jego głową, do tego ten entuzjazm, którego wcale nie ukrywał. Czekała tylko, aż się z nią podzieli tą złotą myślą, na szczęście nie zwlekał, tylko od razu przeszedł do rzeczy. - Oczywiście, że jestem wielką artystką. - Odpowiedziała, chociaż to stwierdzenie wcale nie potrzebowało potwierdzenia.
Stella zbliżyła się do niego, aby móc zobaczyć dokładnie o co właściwie mu chodzi. Obraz w obrazie brzmiało dosyć zagadkowo, musiała więc skupić się, aby wszystko jak najbardziej wyczerpująco zrozumieć.
- Taka optyczna iluzja? - Upewniła się jeszcze przyglądając się jak demonstruje o co jej chodzi. - Myślę, że byłabym w stanie stworzyć coś takiego. - Kto jak kto, ale Avery nie bez powodu była uznawana za jedną z wschodzących gwiazd malarstwa.
- Skoro wspominałeś o Londynie, to powiedz mi które miejsce jest jej ulubionym? - Wołała się upewnić. - - Może też Hogwart, skoro mówisz, że ma do niego sentyment. - Mieliby już jakiś plan, a to było najważniejsze. Mogłaby zacząć działać.
- Byłoby niezłe i dla mnie też stałoby się wyzwaniem, więc każdy wygrywa. - Bo przyjemność sprawiało jej odkrywanie nowych technik, mogłaby skorzystać ze swoich umiejętności związanych z rzucaniem uroków, aby lepiej to wyglądało.
- Co za zaszczyt, Anne by go powiesiła w salonie... - Jakby była jedną z największych koneserek sztuki.