28.05.2023, 12:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2023, 12:12 przez Cathal Shafiq.)
- Patrząc na mój zawód i rodzinę, są chyba bardzo typowe. Shafiqowie słyną z tego, że lubią znajdować się w zaklętych ruinach w różnych zakątkach świata – stwierdził. – Bardziej nietypowe wydaje mi się… polowanie na smoki? Albo obrywanie tłuczkami dwadzieścia stóp nad ziemią.
Bardzo nie lubił nudy. Z drugiej strony – chociaż większość czarodziejów pracowała w sklepach, w Ministerstwie Magii, czy wytwarzając jakieś produkty – mieli i w swoim świecie osoby zajmujące się smokami, grające w niebezpieczny sport, chwytające czarnoksiężników… Cathalowi nie wydawało się, by jego zainteresowania były akurat tymi najbardziej niebezpiecznymi czy niezwykłymi.
- Poza tym muszę przyznać, że często moja praca to przerzucanie papierów albo ślęczenie nad starą tabliczką i próba odszyfrowania przez miesiąc napisów, jakie na niej umieszczono – dorzucił uczciwie. Wprawdzie praca magicznego archeologa była dużo bardziej ekscytująca niż mugolskiego, bo czekały na nich magiczne pułapki i magiczne znaleziska, ale zanim zszedł do jakichś podziemi czy wszedł do tajemniczych ruin, zwykle najpierw czekały go tygodnie przygotowywań raczej nudnej natury.
Obrzucił ją przeciągłym spojrzeniem, gdy spytała, czy wygląda na damę, która chciałaby zawrócić w obawie przed zobaczeniem trumny. Wiedział, że nie – wszak pracowała tam, gdzie pracowała, a do szkieletu ciągnęła go niemalże z prędkością światła. Ale pytała nie o to, jak jest, a o pozory…
- Na pierwszy rzut oka? – spytał, a w jego głosie zabrzmiał cień rozbawienia. – Tak, chyba właśnie tego bym się spodziewał.
Wszak przy dwóch okazjach widział Cynthię wystrojoną na bal, bardzo uprzejmą, uważającą, by nie powiedzieć czegoś nie tak, z fałszywym uśmiechem przylepionym do twarzy. Była w dodatku szczupła, sprawiała wrażenie delikatnej, a i prezentowała się jak typowa, angielska dama – dbająca o wygląd, dobre maniery i zapewne albo pracująca na jakimś spokojnym stanowisku w Ministerstwie albo dbająca o dom. Kojarzyła się mu trochę z młodziutką Narcyzą Black, która mignęła Cathalowi raz przy jednej okazji, i która, była pewien, nigdy nie zeszłaby do brudnego grobowca, pełnego starych szczątków, pleśni oraz pułapek.
– Tak. Są na nim pieczęcie, ale już nieaktywne. Ktoś pewnie sprawdzał, czy nie zabrała bogactw dosłownie do grobu – powiedział Shafiq, wskazując na znaki wyryte na płycie. Sarkofag był dobrze zabezpieczony, ale wiele wieków temu, a położenie w pobliżu czarodziejskiej wioski sprawiało, że nieuchronnie grobowiec stał się miejscem „pielgrzymek” szabrowników. Cathal po prawdzie był trochę ciekawy, jak długo pułapki, bariery runiczne oraz diabelskie sidła dawały radę ochraniać to miejsce przed złodziejami. Pięćdziesiąt lat? Dwieście? – Jeśli masz ochotę, pewnie zwykłe zaklęcie przesuwające płytę wystarczy.
Przeniósł spojrzenie na stary, pusty obraz. Przez chwilę milczał – moment zawieszenia, kiedy przetwarzał te wszystkie wspomnienia związane z zamkowymi portretami.
– Zwykle mi nie przeszkadzały. Ale jeden pewnego dnia zdjąłem ze ściany Pokoju Wspólnego Ślizgonów i schowałem pod podłogą w schowku woźnego. Ciekawe, gdy go znaleźli. Musiałem rzucić na niego zaklęcie wyciszające, bo bardzo się wydzierał.
Bardzo nie lubił nudy. Z drugiej strony – chociaż większość czarodziejów pracowała w sklepach, w Ministerstwie Magii, czy wytwarzając jakieś produkty – mieli i w swoim świecie osoby zajmujące się smokami, grające w niebezpieczny sport, chwytające czarnoksiężników… Cathalowi nie wydawało się, by jego zainteresowania były akurat tymi najbardziej niebezpiecznymi czy niezwykłymi.
- Poza tym muszę przyznać, że często moja praca to przerzucanie papierów albo ślęczenie nad starą tabliczką i próba odszyfrowania przez miesiąc napisów, jakie na niej umieszczono – dorzucił uczciwie. Wprawdzie praca magicznego archeologa była dużo bardziej ekscytująca niż mugolskiego, bo czekały na nich magiczne pułapki i magiczne znaleziska, ale zanim zszedł do jakichś podziemi czy wszedł do tajemniczych ruin, zwykle najpierw czekały go tygodnie przygotowywań raczej nudnej natury.
Obrzucił ją przeciągłym spojrzeniem, gdy spytała, czy wygląda na damę, która chciałaby zawrócić w obawie przed zobaczeniem trumny. Wiedział, że nie – wszak pracowała tam, gdzie pracowała, a do szkieletu ciągnęła go niemalże z prędkością światła. Ale pytała nie o to, jak jest, a o pozory…
- Na pierwszy rzut oka? – spytał, a w jego głosie zabrzmiał cień rozbawienia. – Tak, chyba właśnie tego bym się spodziewał.
Wszak przy dwóch okazjach widział Cynthię wystrojoną na bal, bardzo uprzejmą, uważającą, by nie powiedzieć czegoś nie tak, z fałszywym uśmiechem przylepionym do twarzy. Była w dodatku szczupła, sprawiała wrażenie delikatnej, a i prezentowała się jak typowa, angielska dama – dbająca o wygląd, dobre maniery i zapewne albo pracująca na jakimś spokojnym stanowisku w Ministerstwie albo dbająca o dom. Kojarzyła się mu trochę z młodziutką Narcyzą Black, która mignęła Cathalowi raz przy jednej okazji, i która, była pewien, nigdy nie zeszłaby do brudnego grobowca, pełnego starych szczątków, pleśni oraz pułapek.
– Tak. Są na nim pieczęcie, ale już nieaktywne. Ktoś pewnie sprawdzał, czy nie zabrała bogactw dosłownie do grobu – powiedział Shafiq, wskazując na znaki wyryte na płycie. Sarkofag był dobrze zabezpieczony, ale wiele wieków temu, a położenie w pobliżu czarodziejskiej wioski sprawiało, że nieuchronnie grobowiec stał się miejscem „pielgrzymek” szabrowników. Cathal po prawdzie był trochę ciekawy, jak długo pułapki, bariery runiczne oraz diabelskie sidła dawały radę ochraniać to miejsce przed złodziejami. Pięćdziesiąt lat? Dwieście? – Jeśli masz ochotę, pewnie zwykłe zaklęcie przesuwające płytę wystarczy.
Przeniósł spojrzenie na stary, pusty obraz. Przez chwilę milczał – moment zawieszenia, kiedy przetwarzał te wszystkie wspomnienia związane z zamkowymi portretami.
– Zwykle mi nie przeszkadzały. Ale jeden pewnego dnia zdjąłem ze ściany Pokoju Wspólnego Ślizgonów i schowałem pod podłogą w schowku woźnego. Ciekawe, gdy go znaleźli. Musiałem rzucić na niego zaklęcie wyciszające, bo bardzo się wydzierał.