— Bardzo chętnie cię nauczę — odpowiedział. Nauczył się tego zaklęcia dość szybko, gdyż jakoś musiał spakować wszystkie swoje podręczniki do matematyki i fizyki podczas szykowania się na każdy kolejny rok w Hogwarcie.
Pobieranie próbek było niemal skończone, ale Ururu nie chciał się poddać.
— Nie, nie, nie, muszę dokończyć... — wymamrotał. Oczy zrobiły mu się dziwnie mokre i zaczęły łzawić. Otarł je zdziwiony. — Jakie to dziwne... Może jednak faktycznie powinniśmy iść. Te mikstury są niebezpiecznie.
Nie potrafił uzmysłowić sobie, że to własne traumy odżywały w kontakcie z pomieszczeniem, w którym obudził się po czterdziestu latach. Spakował fiolki jednocześnie prosząc Heather, by ta w tym czasie odstawiła oryginalne eliksiry do szafki. W ten sposób było szybciej. Ale być może podświadomie wiedział, że nie da rady tego uczynić.
Gdy już wszystko zabrali, wyszli na zewnątrz. Ururu wciąż nie wyglądał najlepiej, wręcz tracił energię życiową na oczach Heather. Uszedł kilka metrów, po czym usiadł na schodkach przypadkowej kamienicy. Łzy wciąż ciekły mu z oczu, ale tajemniczy uśmiech, jak zwykle, nie znikał z jego twarzy. Oddychał dość ciężko, jakby brakło tlenu w otoczeniu, lecz z powietrzem było wszystko dobrze.
— Nie rozumiem, co się dzieje — wyznał. — Ale podejrzewam, że nawdychałem się jakiejś trucizny. Chociaż stosowałem środki ostrożności, być może były bardzo silne...