Ruszył do przodu, nie zważając na to, że każdy kolejny krok zdawał się przybliżać go do wylądowania pod opieką wprawionego medyka. Obrzęk twarzy sprawiał, że miał ochotę przyłożyć do policzka zawinięty w ścierkę lód, a kurz wywołał u niego coraz bardziej donośne ataki kaszlu, co z kolei poskutkowało tym, że przy każdym kaszlnięciu czuł, jak zdziera sobie gardło. Nie mógł się jednak zatrzymać, nie tutaj i nie teraz. Dalej mieli robotę do wykonania. Jeszcze tylko kilka kroków. Jeszcze tylko kilka minut.
Gdzieś za nim Charles podjął próbę uleczenia Heather, jednak zostawił parę nieco w tyle, więc nie wiedział, czym poskutkowały zaklęcia w wykonaniu młodszego chłopaka. W drodze do ciał rozrzuconych po polanie, uwagę Erika przykuły płomienie ognisk i na moment aż zwolnił, pozwalając, aby ogarnęła go tętniąca w okolicy energia. Po całym starciu był nieco oszołomiony, nie wiedział jak opisać swój stan. Chciał się śmiać, chciał się smucić – kto by podejrzewał, że to wszystko tak źle się skończy, że nie będą w stanie sobie poradzić z jednym, acz wprawionym w boju przeciwnikiem?
Przecież się przygotowywali, wiedzieli, o co walczyli. O siebie, o innych, o najbliższych, a nawet – po prostu – o bezpieczeństwo ludzi, którzy zostali tu zgromadzeni. Mimowolnie myśli Longbottoma powędrowały ku osobach, na których zależało mu najbardziej. Rodzina i przyjaciela. Brenna, Nora, Mavelle, Danielle, Elliott, Thomas i tak wielu innych. Dzielili ze sobą tak wiele wspomnień, to nie mogło się teraz tak po prostu urwać i...
— Victoria?! — krzyknął, gdy pośród płomieni dostrzegł znajomą twarz z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zareagował instynktownie; rzucił się w kierunku ognia, chcąc wydostać z niego kobietę, co by ta nie spłonęła żywcem. Dopiero kiedy odciągnął ją od tańczących na kłodach drewna płomieni, zdał sobie sprawę, że tej najwidoczniej nic nie grozi. — D-d-dani! Ja... Coś się stało!
Zaczął się jąkać, chcąc przywołać do siebie kuzynkę, rozglądając się przy tym gorączkowo. Zrobiło mu się słabo, gdy kawałek dalej dostrzegł nieruchome sylwetki Patricka i Mavelle.
— Co im się stało?!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞