Samuela dosyć mocno zaciekawiła osoba Ururu, bowiem mało kto doceniłby piękno tego wyjątkowego miejsca. Jedynie prawdziwy koneser, a takich nie było wielu. Zapewne jak on lubował się w poszukiwaniu skarbów w okolicach jak ta, choć dla większości było to nie do końca atrakcyjne.
- Pojawiam się tutaj raz, czy dwa w tygodniu, mam kilka takich miejsc, do których wracam. - Takich, w których wiedział, że zawsze go coś zaskoczy, że będzie w stanie znaleźć coś, co będzie mógł przekształcić w użyteczny dla czarodziejów sposób, bo przecież tym się zajmował.
Zbliżył się do niego, kiedy powiedział, że zademonstruje mu w jaki sposób działa toster. Najwyraźniej posiadał większą wiedzę na temat przedmiotów mugolskich od niego, może był jednym z nich?
- Niesamowite!- Powiedział z wcale niekurywanym entuzjazmem. Niemagiczni nadal potrafili go zaskoczyć, że też tworzyli to wszystko bez ani grama magii.
Przejął toster z rąk Marqueza i zaczął się mu dokładnie przyglądać. Nie wyglądał na specjalnie skomplikowane urządzenie, a jak ułatwiało życie!
Następne słowa skierowane ku jego osobie były bardzo bezpośrednie. Zmierzył wzrokiem młodzieńca, czy powinien udawać, że nie wie o czym mówi? Chyba było to bez sensu, teraz łżeć przed nim. - Jestem czarodziejem. - Powiedział spokojnie. - Jak mniemam ty również? - Bo skąd inaczej mógł o tym wiedzieć? - Niewiele znam osób, które interesowałyby się mugolskimi urządzeniami. - Dodał jeszcze, w zasadzie to się ucieszył, może wreszcie znalazł godnego kompana?