29.05.2023, 12:01 ✶
- Też nigdy nie przepadałem za miotłami.
Cathal nie miał lęku wysokości, za to był po prostu za wysoki i za mocno zbudowany na miotły. Wprawdzie pałkarze i obrońcy zwykle byli dość krzepcy, ale jego postura uniemożliwiała wręcz szybkie latanie i zwrotność. W Hogwarcie jeszcze mógł brać udział w lekcjach, zanim wystrzelił w górę, ale i tak nigdy nie czuł się na miotle zbyt pewnie.
Musiał chwilę zastanowić się nad odpowiedzią. Bo pierwsza, która się nasuwała, brzmiałaby „i tak, i nie”. Błądzenie po podziemnych korytarzach nie było przecież tym samym, co sprawdzanie po raz setny, czy na pewno nie pomylił żadnego znaku, gdy w namiocie robiło się coraz duszniej, a piasek wciskał wszędzie, gdzie tylko mógł. Co nie oznaczało, że któraś część jego pracy nie była dla niego satysfakcjonująca.
- Te same? Nie. Kiedy zostajesz przez przypadek uwięziony w komnacie nagrobnej, próbujesz odszyfrować zagadkę, by wyjść, wiedząc, że jeżeli coś pomylisz, prawdopodobnie wszyscy zginiecie, a twój kolega nagle uaktywnia pułapkę i wokół pojawiają się skorpiony, to nie są te same emocje, co spędzenie trzech tygodni na próbach zrozumienia, czy na tablicy wyryto pieśń dla umarłego, czy jakąś instrukcję. Co nie znaczy, że to drugie ma dla mnie mniejsze znaczenie.
Lubił runy, pieczętowanie i odkrywanie tajemnic. Odszyfrowanie słów, które napisał ktoś dziesięć tysięcy lat temu wcale nie było mniej ekscytujące niż wejście do starożytnej komnaty.
Oczywiście jednak, przy tym pierwszym rzadziej grozi ci śmierć. Chyba że Jamil akurat postawił tabliczkę z runami w jakiejś grze hazardowej.
Gdy wspomniała, że umiała go zaskoczyć, skupił na niej spojrzenie. Próżno było szukać na jego twarzy rumieńca czy choćby cienia zakłopotania. Czy coś mogło zawstydzić tego człowieka? Być może, ale na póki co Cynthia na pewno nie miała żadnych wskazówek, co do tego, co mogło by to być. Flirt zdecydowanie go nie peszył, podobnie jak prowokacje. Jeżeli już, to raczej go trochę zaskakiwało, że Cynthia, nie znając go dobrze, pozwalała sobie na całkiem sporo.
- Panno Flint, gdybyś tego nie umiała, na pewno by nas tutaj nie było – zapewnił z cieniem rozbawienia w głosie. To właśnie przecież fakt, że był zaciekawiony, ile w jej zachowaniu jest gry, a ile prawdy, sprawił, że przyciągnęła jego uwagę na dłużej niż pięć minut. Kontrast stroju, wychowania, wypowiedzi i zgody na nocną wędrówkę gdzieś po lasach, to zainteresowanie utrzymał. Uroda? Cynthia była bardzo ładna, owszem. Cathal nie był hipokrytą, by twierdzić, że to nie ma znaczenia. Ale widywał już wiele ładnych kobiet, w świecie czarów eliksiry i zioła dawały mnóstwo możliwości.
– Portret flecisty, grającego dla węży. Jak odkryłem, miał dość paskudną tendencję, przekazywania niektórych naszych rozmów jednemu z naszych nauczycieli. Wrócił na miejsce, gdy byłaś uczennicą? – spytał, z pewnym zaciekawieniem. Chociaż prawdą było, że Shafiqa irytowały nie tyle ploteczki, przekazywane nauczycielowi, bo on sam pilnował, aby przy portretach uważać na słowa, ile wieczne posykiwania węży oraz to, że flecista chełpił się tym, że potrafi mówić ich językiem (nie umiał, jak szepnął Cathalowi kiedyś Slytherin). – Jest tu jeszcze parę ukrytych salek, ale nic specjalnego ciekawego… a z kolei zejście na dolny poziom wymagałoby od nas wejścia do wody po pas, więc możemy się zbierać. Gdy byłem tu ostatnio, przysiągłbym, że ktoś mignął mi na tym portrecie. Ale może było to tylko złudzenie – dorzucił jeszcze, spoglądając na pustą ramę. Kto wie, może był to portret czarownicy, ale gościła tu rzadko, więcej czasu spędzając na innym obrazie? Lub celowo nie pokazywała się, gdy ktoś wchodził do środka?
Cathal nie miał lęku wysokości, za to był po prostu za wysoki i za mocno zbudowany na miotły. Wprawdzie pałkarze i obrońcy zwykle byli dość krzepcy, ale jego postura uniemożliwiała wręcz szybkie latanie i zwrotność. W Hogwarcie jeszcze mógł brać udział w lekcjach, zanim wystrzelił w górę, ale i tak nigdy nie czuł się na miotle zbyt pewnie.
Musiał chwilę zastanowić się nad odpowiedzią. Bo pierwsza, która się nasuwała, brzmiałaby „i tak, i nie”. Błądzenie po podziemnych korytarzach nie było przecież tym samym, co sprawdzanie po raz setny, czy na pewno nie pomylił żadnego znaku, gdy w namiocie robiło się coraz duszniej, a piasek wciskał wszędzie, gdzie tylko mógł. Co nie oznaczało, że któraś część jego pracy nie była dla niego satysfakcjonująca.
- Te same? Nie. Kiedy zostajesz przez przypadek uwięziony w komnacie nagrobnej, próbujesz odszyfrować zagadkę, by wyjść, wiedząc, że jeżeli coś pomylisz, prawdopodobnie wszyscy zginiecie, a twój kolega nagle uaktywnia pułapkę i wokół pojawiają się skorpiony, to nie są te same emocje, co spędzenie trzech tygodni na próbach zrozumienia, czy na tablicy wyryto pieśń dla umarłego, czy jakąś instrukcję. Co nie znaczy, że to drugie ma dla mnie mniejsze znaczenie.
Lubił runy, pieczętowanie i odkrywanie tajemnic. Odszyfrowanie słów, które napisał ktoś dziesięć tysięcy lat temu wcale nie było mniej ekscytujące niż wejście do starożytnej komnaty.
Oczywiście jednak, przy tym pierwszym rzadziej grozi ci śmierć. Chyba że Jamil akurat postawił tabliczkę z runami w jakiejś grze hazardowej.
Gdy wspomniała, że umiała go zaskoczyć, skupił na niej spojrzenie. Próżno było szukać na jego twarzy rumieńca czy choćby cienia zakłopotania. Czy coś mogło zawstydzić tego człowieka? Być może, ale na póki co Cynthia na pewno nie miała żadnych wskazówek, co do tego, co mogło by to być. Flirt zdecydowanie go nie peszył, podobnie jak prowokacje. Jeżeli już, to raczej go trochę zaskakiwało, że Cynthia, nie znając go dobrze, pozwalała sobie na całkiem sporo.
- Panno Flint, gdybyś tego nie umiała, na pewno by nas tutaj nie było – zapewnił z cieniem rozbawienia w głosie. To właśnie przecież fakt, że był zaciekawiony, ile w jej zachowaniu jest gry, a ile prawdy, sprawił, że przyciągnęła jego uwagę na dłużej niż pięć minut. Kontrast stroju, wychowania, wypowiedzi i zgody na nocną wędrówkę gdzieś po lasach, to zainteresowanie utrzymał. Uroda? Cynthia była bardzo ładna, owszem. Cathal nie był hipokrytą, by twierdzić, że to nie ma znaczenia. Ale widywał już wiele ładnych kobiet, w świecie czarów eliksiry i zioła dawały mnóstwo możliwości.
– Portret flecisty, grającego dla węży. Jak odkryłem, miał dość paskudną tendencję, przekazywania niektórych naszych rozmów jednemu z naszych nauczycieli. Wrócił na miejsce, gdy byłaś uczennicą? – spytał, z pewnym zaciekawieniem. Chociaż prawdą było, że Shafiqa irytowały nie tyle ploteczki, przekazywane nauczycielowi, bo on sam pilnował, aby przy portretach uważać na słowa, ile wieczne posykiwania węży oraz to, że flecista chełpił się tym, że potrafi mówić ich językiem (nie umiał, jak szepnął Cathalowi kiedyś Slytherin). – Jest tu jeszcze parę ukrytych salek, ale nic specjalnego ciekawego… a z kolei zejście na dolny poziom wymagałoby od nas wejścia do wody po pas, więc możemy się zbierać. Gdy byłem tu ostatnio, przysiągłbym, że ktoś mignął mi na tym portrecie. Ale może było to tylko złudzenie – dorzucił jeszcze, spoglądając na pustą ramę. Kto wie, może był to portret czarownicy, ale gościła tu rzadko, więcej czasu spędzając na innym obrazie? Lub celowo nie pokazywała się, gdy ktoś wchodził do środka?