Samuel spoglądał na niego uważnie. Co za szczęśliwy dzień, on też był czarodziejem. czyżby faktycznie spotkał wreszcie kogoś, kto mógłby być godnym kompenem podczas nocnych wędrówek po wysypiskach? Życie jednak było piękne, naprawdę!
- Naprawdę niesamowite, to mój szczęśliwy dzień. Jakoś nigdy nie spotkałem jak dotąd kogoś o podobnych zainteresowaniach. Moją specjalizacją jest transport, jednak również pracuję nad różnymi mechanizmami. Często korzystam z przedmiotów, które znajduję podczas takich wędrówek, ulepszam je magicznie. W końcu one i tak zostały wyrzucone, nie są nikomu potrzebne. - Carrow trochę się rozgadał, jednak czuł, że robi słusznie. Szczególnie, że mogłaby to być prawdziwa przyjaźń od pierwszego użycia tostera. Naprawdę niesamowite.
- Mam swój warsztat przy domu, znaczy nie do końca swój, bo mój i ojca, ale to trochę jak mój. - Wyciągnął papierosa i wsadził go do ust, gdyż uzależnienie o sobie przypomniało. Zaciągnął się dymem i kontynuował. - Tam pracuję nad wszystkim, zbieram te skarby i tworzę. - Uśmiechnął się do swojego towarzysza. - Wiele ciekawych rzeczy można tu znaleźć, takich, które nie są standardowymi w naszym świecie. - Miał wrażenie, że wcale nie musiał mu tego tłumaczyć, jednak poczuł taką potrzebę.